POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Profesor Dzik. 1.Wojna wrześniowa.
Profesor Dzik. 1.Wojna wrześniowa.
Autor Wiadomość
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-01-15, 16:04   Profesor Dzik. 1.Wojna wrześniowa.

Rozpocząłem pięcioletnią naukę w technikum elektrycznym. Zaczęły się normalne dni szkolne, jakie każdy pamięta ze swoich lat nauki.
Przez pierwsze dwa lata jednym z przedmiotów, poza ściśle zawodowymi, było „Przysposobienie obronne”. Nauczycielem był człowiek starej daty, profesor Szmelter. Mało który z uczniów jednak zapamiętywał jego nazwisko. Nim je poznaliśmy, trochę czasu także upłynęło. Wpierw, już w pierwszych dniach, od starszych kolegów dowiedzieliśmy się, że jest „profesorem Dzikiem”. Nikt z nas nawet nie przypuszczał, że nazywa się inaczej. Posturą odpowiadał swojemu dziwnemu „nazwisku”, które później okazało się tylko uczniowską ksywką – staroświecka marynarka ledwie się dopinała na dużym brzuchu, na krótkiej i szerokiej szyi miał osadzoną lekko pochyloną głowę, z twarzy wystawał mu bardzo duży i gruby nos. Chyba przez tę charakterystyczną część głowy miał nosowy, „francuski” głos, jak mawialiśmy. Do tego bardzo niski, dudniący. Kiedy się odzywał, inni odbierali jakby dochodził z głębokiej, pustej studni. Kto ten głos raz usłyszał, jego charakterystycznego tembru nie pomylił już nigdy z innym.
Dlaczego otrzymał taką ksywkę? Ginęło to w pomroce dziejów szkolnych. Pewnie z powodu swojej sylwetki i właśnie głosu. Jego przezwisko zrosło się z nim nierozłącznie; większość uczniów uważała je za prawdziwe nazwisko.
Dzik był instytucją szkolną, istniejącą „od zawsze”. Legendy o nim przechodziły z wcześniejszych pokoleń uczniowskich na kolejne roczniki. Wiedzieliśmy, że jest starym kawalerem, a jego wiek ocenialiśmy na około siedemdziesiąt lat. Mógł mieć trochę mniej, ale dla nas, młokosów z ledwie sypiącym się pierwszym wąsem, wszyscy powyżej czterdziestki byli starymi wapniakami. Właściwie już staruszkami.
Pierwszą lekcję „przysposobienia” mieliśmy zaraz na drugi dzień po rozpoczęciu roku szkolnego w nowej szkole. Przywitał się z naszą pierwszą klasą, przedstawił. Już od wczoraj wiedzieliśmy, że mamy „Przysposobienie obronne” z profesorem Dzikiem, więc nawet nie zwróciliśmy uwagi, że nazwisko wymienił inne. Przeleciało to mimo naszych uszu.
Sprawdził obecność i rozpoczął pierwszą lekcję od przypomnienia o kolejnej rocznicy rozpoczęcia drugiej wojny światowej. Kiedy zaczął opowiadać swoim dudniącym głosem, z nieodłącznym rozciąganiem początku, ledwie powstrzymaliśmy śmiech:
– Nuu, chłopcy, jak wiecie, wczoraj był pierwszy września. Tego dnia...
– Panie profesorze, u nas też są dziewczęta. Dobrze by było o nich nie zapominać – jeden z nowych kolegów wszedł mu bezpardonowo w ledwie rozpoczętą tyradę.
– Aaa, dobrze chłopcze, żeś zwrócił uwagę. Dobrze. Nie mogę się przyzwyczaić, że od kilku lat na elektryków chcą się uczyć i one. To taki niekobiecy zawód, typowo męski. Ale cóż, wszystkie teraz chcą być nowoczesne. Witam więc i dziewczęta. Więc wczoraj była kolejna rocznica napaści Hitlera na Polskę i rozpoczęcia wojny wrześniowej. To był początek drugiej wojny światowej. Walczyliśmy cały miesiąc bohatersko, ale przegraliśmy. Pamiętajcie, że to była wojna wrześniowa, a nie żadna jakaś tam kampania wrześniowa, jak piszą w podręcznikach. Ja też wtedy walczyłem.
– Pan już wtedy walczył? – odezwałem się z zainteresowaniem w głosie.
– Tak, chłopcze. Ale po kolei. Przed wojną byłem w naszym mieście nauczycielem śpiewu w gimnazjum. Wtedy były gimnazja po szkole powszechnej. No więc... nuu, co to za zachowanie? W przedszkolu jesteście? Cichoo!
Jak mogliśmy zachować spokój? Ledwie usłyszeliśmy, iż uczył kiedyś śpiewu, a ogarnął nas wszystkich homerycki śmiech, którego paroksyzmy ledwie tłumiliśmy. Dzik i nauczanie śpiewu?! To jakby hipopotam udawał baletnicę tańczącą w „Jeziorze łabędzim”.
Dzik próbował przekrzyczeć hałas, zamachał rękoma i powtórzył głośno:
– Cicho! Cicho, mówię! Uspokoicie się, basałyki?! Nuu, co ja mówiłem? Aha, no więc, uczyłem przed wojną śpiewu...
Tego już było dla nas za wiele. Musiał powtarzać o tym śpiewie?! Cała klasa ryknęła głośno, nikt już nie potrafił się powstrzymać.Wszystkich opanowały paroksyzmy śmiechu, torturujące nasze brzuchy. Jedni odchylali się na krzesłach, inni kładli się na ławkach. Nie było wśród nas ani jednej osoby, która zdołała zachować powagę.
Dłuższą chwilę trwało machanie rękoma przez Dzika i jego próby uciszenia nas. Powoli wszyscy się uspokajali, chociaż tu i ówdzie jeszcze słychać było stłumiony śmiech. Otarł chustką pot z czoła i, korzystając z chwilowego wyciszenia w sali, próbował kontynuować:
– Cicho, powiadam! No, co za dzisiejsza młodzież! Nie taka, jak przed wojną. Wtedy była patriotyczna, szanowała starszych, nie odzywała się pierwsza. Wiem, co mówię, bo uczyłem ich takich właśnie patriotycznych pieśni. Uczyłem ich również gimnastyki, bo to też... Cicho! Cicho! Co w was wstąpiło?!
Jak to, co wstąpiło? Nie mogliśmy sobie wyobrazić Dzika śpiewającego, a cóż dopiero mówić o prowadzeniu przez niego wuefu. To już przekraczało nasze możliwości wyobrażenia niemożliwego. Dzik i fikołki? Z takim brzuchem?! To jak mieliśmy zachować powagę na lekcji?!
– Skaranie boskie z wami! Uspokoicie się wreszcie?!
Uspokajaliśmy się. Bardziej z obawy o wytrzymałość naszych przepon, niż z posłuchu. Takie lekcje to mogą być codziennie!
Jeden z kolegów, z trudem próbując zachować z poważną minę, zapytał:
– Panie profesorze, a jak przed wojną wyglądał ten wuef?
– Ooo, to nie to, co teraz. Nuu, więc chłopcy stawali w kółku. Tylko chłopcy, nie było mieszania, jak teraz.
– Teraz na wuefie też nie mieszają, panie profesorze.
– Nuu, no tak. Chociaż w klasach mieszają. O, jak u was. Nie to, co przed wojną.
– No i co z tym wuefem przed wojną, panie profesorze? – kolega przytomnie przypomniał, o co pytał.
– Nuu, jak mówiłem, uczniowie stawali w kółku, ja w środku. Gwizdałem rytmicznie i chłopcy biegali wkoło, podnosząc wysoko kolana. Dobrze ich ćwiczyłem... No, co jest z wami? To nie do wytrzymania, co za rozbisurmaniona klasa! Nie możecie się uspokoić?! To lekcja, wakacje się skończyły!
Próbował nas przekrzyczeć, ale jego dudniący głos i tak ginął w kolejnym głośnym wybuchu naszego rechotu. Chyba tylko bardzo grube ściany na tyle tłumiły hałas, że nikt z dyrektorskiego gabinetu jeszcze nie przybiegł.
Znowu minęło kilkadziesiąt sekund. Mnie jednak interesowało, o czym Dzik zaczął mówić na samym początku – że walczył we wrześniu trzydziestego dziewiątego, po napaści Hitlera na Polskę. Kiedy tylko wrzawa przycichła, zapytałem:
– Może pan jednak opowie o tych walkach wrześniowych.
– Nuu, i masz rację, chłopcze. To lekcja peo, a nie śpiewu czy wuefu. No masz, czy wreszcie zaczniecie słuchać?! Już? No więc, kilka dni przed wojną, jeszcze w sierpniu, kiedy wszyscy już czuli, że wojna będzie, zostałem zmobilizowany. Byłem podporucznikiem rezerwy, to była wtedy jedna gwiazdka na pagonach, nie jak dzisiaj dwie. Dostałem pod komendę pluton łączności...
Tym razem nikt już się nie śmiał z opowieści, większość zaczęła słuchać. Dzik, widząc zainteresowanie, z zadowoleniem kontynuował:
– Byłem w Armii Pomorze. Po bitwie nad Bzurą cofaliśmy się przez Puszczę Kampinoską, w stronę Warszawy. Ogromne masy żołnierzy, ja swojego plutonu pilnowałem. Nie pamiętam już, który to był dzień września. Było jednak bardzo upalnie, jak przez cały miesiąc. Na niebie ani jednej chmurki, niestety nie było też naszych samolotów. Za to niemieckie ciągle latały i nas szukały. I znalazły. Szliśmy z innymi leśną przecinką, kiedy nadleciały stukasy.
– Co nadleciały? – jeden z kolegów był chyba wyjątkowo odporny na wiedzę z okresu wojny.
– Tego nie wiesz, synku?! Coraz gorsza młodzież przychodzi... To były niemieckie samoloty szturmowe z bombami, i jeszcze włączające przeraźliwie wyjące syreny. Nuu, jak tylko ktoś krzyknął „alarm lotniczy!”, to ja krzyczę „padnij!” i sam skaczę za najbliższe drzewo! A te stukasy z góry, uuu, przeraźliwie wyją tymi syrenami i nurkują, i rzucają na nas bomby! Prawie na nas, jakby nikogo innego nie było! I te bomby zaczynają naokoło wybuchać, drzewa się na nas walą, fontanny piachu, cegły latają w powietrzu, łamią gałęzie, uderzają w ziemię obok nas...
Cegły?! Mimo, że słuchałem z zainteresowaniem, nie straciłem przytomności. Profesor Dzik wyraźnie się zagalopował. Kampania wrześniowa była pewnie jego „konikiem”, ale bez przesady! Zresztą, nie tylko ja zauważyłem, że z tymi cegłami to już gruba przesada. Byłem jednak pierwszy, który przerwał tyradę wyraźnie rozochoconego profesora:
– Zaraz, panie profesorze. Cegły?
Klasa, z której część nie była zainteresowana wojennymi opowieściami, ponownie ożyła, tu i ówdzie znowu słychać było tłumione poparskiwania ze śmiechu. Jednak nie zbiły one Dzika z rezonu:
– Cegły? No, cegły, Nie wiecie, co to cegły?
– Ależ, panie profesorze? Skąd cegły w środku puszczy?! – sam już ledwie powstrzymywałem się od śmiechu.
– Jak mówię, że były, to były. No masz, uspokójcie się! Znowu?!
Tak, znowu. Jak mogło być inaczej? Jak mieliśmy się uspokoić, kiedy wyobrażaliśmy sobie te cegły, latające w powietrzu, w środku Kampinosu...
Kolejny raz uspokajanie trwało dłuższą chwilę. Mieliśmy przecież dopiero po piętnaście lat, w wielu z nas siedziało jeszcze beztroskie dziecię. Na szczęście dla Dzika zabrzmiał dzwonek. Przerwa!
Na niej jedynym dyskutowanym tematem była miniona lekcja oraz co będzie się działo na następnych zajęciach z „przysposobienia”.
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-29, 19:26   

Podpisuję listę obecności :)
Ten fragment tekstu znam jak żaden inny: podczas korekty tekstów do Antologii POSTscriptum 8 nasza redakcyjna szóstka przeanalizowała go na wszystkie strony :D Nie obyło się bez pokojowych sporów :rotfl: A efekt widać w wyżej wymienionym wydawnictwie :)
I mimo wielokrotnego czytania, niezmiennie lubię profesora Dzika i jego niesfornych uczniów :D
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-29, 22:39   

wojna światów napisał/a:
Podpisuję listę obecności :)
Ten fragment tekstu znam jak żaden inny: podczas korekty tekstów do Antologii POSTscriptum 8 nasza redakcyjna szóstka przeanalizowała go na wszystkie strony :D Nie obyło się bez pokojowych sporów :rotfl: A efekt widać w wyżej wymienionym wydawnictwie :)
I mimo wielokrotnego czytania, niezmiennie lubię profesora Dzika i jego niesfornych uczniów :D


- Wojna światów?
- Obecna, panie profesorze!
:D

No! I niech Was Ręka Natury broni od ruszania mego profesora Dzika! ;) Zamach na Niego (niech pamięć o Nim trwa i trwa) jest zamachem na wszystkich jego uczniów i uczennice. Zrozumiano?! :)
Od razu sprawdziłem, ile na POSTscriptum opublikowałem opowiadań o Dziku. Uff... na szczęście to jedno. Pozostałe są tylko w jednym, jedynym miejscu :D

PS. W nagrodę dla sumiennej Czytelniczki i jej punktualnego przybycia wkleję tu jeszcze, za chwilkę, mały fragmencik z profesorem Dzikiem ;)
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-29, 22:45   

To właśnie obiecany fragment ;) :

– Dobre! Ewarek, a pamiętasz, jak Dzik przytargał stary karabin? Ten złom, powiązany sznurkiem? – Boguś zachęcająco trącił tym razem Piechotę.
Ewaryst skrzywił się z niechęcią:
– Pamiętam. Przyczepił się do mojego nazwiska.
– To był widok! Dał ci tego przedpotopowego gruchota i… zaraz, co powiedział?
– Mówiłem, przyczepił się do mojego nazwiska.
– Aaa… jak to było? „No, artyleria, teraz celuj prosto w mordę faszysty!” I wycelowałeś. Ha ha, prosto w jego gębę!
– A na cholerę nazwał mnie jeszcze Artylerią?! To mu wycelowałem.
– I to jak przepisowo! Przyłożyłeś broń do ramienia, zgrałeś muszkę ze szczerbinką…
– Doobraa…
– A Dzik padł jak długi! Chyba od wojny takiego szybkiego padu nie wykonał! Widok cudo!
– Najlepsza była końcówka uwagi, którą mi wpisał do dziennika. – Ewaryst wreszcie się rozchmurzył na wspomnienie. – Do dziś znam ją na pamięć: „Dzięki błyskawicznemu refleksowi i tężyźnie fizycznej uniknąłem niechybnej śmierci”.
:oczami:
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-30, 21:23   

Hardy napisał/a:
„Dzięki błyskawicznemu refleksowi i tężyźnie fizycznej uniknąłem niechybnej śmierci”.
:rotfl: :rotfl: :rotfl:
Cóż mogę napisać: świetny fragment :D
A widok padającego Dzika - bezcenny :P
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-30, 23:46   

wojna światów napisał/a:
Hardy napisał/a:
„Dzięki błyskawicznemu refleksowi i tężyźnie fizycznej uniknąłem niechybnej śmierci”.
:rotfl: :rotfl: :rotfl:
Cóż mogę napisać: świetny fragment :D
A widok padającego Dzika - bezcenny :P


Kto tego nie widział, nawet nie wyobrazi sobie, jaki to był widok :D
Bezcenny. Tak, to moje jedno z najlepszych wspomnień :)
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-30, 23:49   

Hardy napisał/a:
Kto tego nie widział, nawet nie wyobrazi sobie, jaki to był widok :D
Hmm, ja mam bujną wyobraźnię :hyhy: :D
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-31, 08:06   

wojna światów napisał/a:
Hardy napisał/a:
Kto tego nie widział, nawet nie wyobrazi sobie, jaki to był widok :D
Hmm, ja mam bujną wyobraźnię :hyhy: :D


Witaj w klubie :D
Wyobraźnia jest jednym z pozytywów, charakteryzujących otwartych i ciekawych ludzi. Często była praprzyczyną odkryć i wynalazków. Jest bardzo przydatna również w tym, czym się zajmujemy na PS.
Ale trzeba mieć silne ręce i lejce, aby zbytnio nie wierzgała :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Profesor Dzik. 1.Wojna wrześniowa.


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo