Wysłany: 2016-12-15, 20:13 Sala 56 Grudzień 2016 (Dla Andrzeja) [*]
Wchodzimy do chłodnej sali. Patrzę z zaciekawieniem na obdrapane ściany i twarze zmęczonych ludzi. Każda z osób które spotkam, jest odbiciem czegoś. Oni też patrzą na mnie. Cóż może wyobrażać sobie człowiek widząc kogoś po spierdolonym samobójstwie? Kim się w ogóle jest po tym wszystkim? Przestępcą, ofiarą, nikim? Nienawidzę tej psychoanalizy, tego szarpania się z myślami. Nienawidzę bezsennych nocy, niepotrzebnego płaczu, ucieczki też nienawidzę. Zwłaszcza jak nie potrafi się uciekać.
A więc to teraz jest moje niebo? Pytam z wymuszonym uśmiechem, przechodzącej obok pielęgniarki. Nie odpowiada.
I tak wiem swoje. Tutaj kończy się historia.
No, chyba jednak nie - bo peel istnieje, żyje.
Spieprzyć samobójstwo, jest "rzeczą" dobrą - można spróbować zacząc od początku.
Tak sądzę, ale ilu tak zrobiło, ilu się udało. Nie wiem!