POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Profesor Dzik 2. Matka, cz.1/2
Profesor Dzik 2. Matka, cz.1/2
Autor Wiadomość
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2017-01-07, 14:34   Profesor Dzik 2. Matka, cz.1/2

Minęły pierwsze dwa lata nauki, skończyły się dla nas zajęcia z Dzikiem. Minął i trzeci rok. Byłem już w czwartej klasie. Teraz to ja byłem „starszakiem”.
Na jednej z dużych przerw siedzieliśmy grupką na korytarzu, niedaleko pokoju nauczycielskiego. Wyszedł z niego wicedyrektor Kozłowski. Nawet gdybyśmy go nie spostrzegli, echo daleko roznosiło stukot jego podkutych butów na kamiennej posadzce. Uśmiechnęliśmy się pod nosem.
– Uwaga, podnosić tyłki i wyprost! Ułan idzie.
Wicedyrektor przezwisko miał właściwe – często przychodził do szkoły w ułańskich, zielonych bryczesach i w czarnych butach ze sztylpami do jazdy konnej. Brakowało tylko ostróg i szpicruty oraz oczywiście konia. Mógłby wtedy, jak przed wojną generał Wieniawa-Długoszowski do restauracji, wjeżdżać do szkoły na wierzchowcu.
Podnieśliśmy się.
– Dzień dobry, panie dyrektorze.
– Dzień dobry, chłopcy.
Ułan poszedł dalej; usiedliśmy z powrotem. W tym samym momencie z drugiej strony nadeszła starsza kobieta, z wyglądu wiejska babuleńka. Nie była w latach aż tak wiekowa, ale widocznie ciężka, fizyczna praca na gospodarce postarzyła ją o dobre dwadzieścia jesieni. Rozglądała się niepewnie po szerokim holu, pełnym hałaśliwej, rozbrykanej młodzieży. Kiedy dojrzała wicedyrektora, ucieszyła się wyraźnie i, nad podziw żwawo, podeszła do niego.
– Przepraszam pana profesora...
– Jestem wicedyrektorem szkoły, nazywam się Kozłowski. – Ułan przystanął. – Słucham panią.
– O, jak to dobrze – ucieszyła się babuleńka, składając ręce jak do modlitwy. – Szukam profesora Dzika, bo mnie wezwał na dzisiaj do szkoły. Widocznie mój syn, huncwot jeden, znów coś narozrabiał.
– Proszę pani, profesor nazywa się Szmelter i jest akurat w pokoju nauczycielskim. Proszę zapukać w tamte drzwi.
– Ale ja chciałam rozmawiać z profesorem Dzikiem – zdziwiła się matka.
– Przecież pani mówię... eech. Niech pani zapuka do drzwi pokoju nauczycielskiego.
Uśmiechnęliśmy się, słysząc ich rozmowę i widząc machnięcie ręką zrezygnowanego Ułana. Widocznie nie pierwszy raz wezwany rodzic pytał go o „profesora Dzika”. Zdziwieni nie byliśmy. Sami przecież dopiero po dłuższym czasie dowiedzieliśmy się, że to nie jest jego prawdziwe nazwisko, mimo że mieliśmy z nim styczność od pierwszego dnia naszego pobytu w technikum. Na szczęście przez dwa lata zajęć z „przysposobienia obronnego” nie był w naszej klasie wychowawcą, więc nasi rodzice nie musieli szukać „profesora Dzika”.
Matka niesfornej latorośli podziękowała, podeszła do wskazanego pokoju i zapukała w drzwi. Była tak zaaferowana wezwaniem „do pana profesora”, że nawet nie zauważyła, iż nagle wokół niej zebrał się wianuszek wyrośniętej młodzieży. Takiej okazji nikt z uczniów, którzy byli w pobliżu, nie chciał przepuścić. Nasza grupka również – niby to rozmawialiśmy ze sobą, niby staliśmy dwa metry od pokoju nauczycielskiego, niby przechodziliśmy akurat, niezainteresowani niczym poza samym sobą... ale tak mogło wyglądać tylko dla niewtajemniczonego obserwatora. Wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością na spodziewany, dalszy rozwój sytuacji.
Drzwi od pokoju otworzyły się i wyszedł, jak na zawołanie, profesor, znany nam starszakom już pod prawdziwym nazwiskiem Szmelter. Spojrzał na kobiecinę i zadudnił:
– Słucham panią.
– Przepraszam pana profesora. Szukam profesora Dzika. Jestem matką ucznia...
– Ale ja nie nazywam się Dzik, tylko Szmelter.
– A mógłby pan poprosić profesora Dzika? On mnie wezwał. Pewnie mój syn znowu coś narozra...
– Mówię pani, że nie nazywam się Dzik! – Szmelter podniósł głos o ton wyżej.
– No toć słyszę. – Matka machnęła ręką, zniecierpliwiona. – Nie jestem głucha. Chciałabym rozmawiać z profesorem Dzikiem.
– Ile razy mam mówić, że nie nazywam się Dzik, tylko Szmelter! – Profesor próbował jeszcze zachować spokój, ale wyraźnie wewnątrz już się gotował. Nie podobał mu się też pobliski obwarzanek uczniów. Zerkał krzywo w naszą stronę, ale nie znalazł pretekstu aby przepędzić młodzieńców. Nikt z nich nie okazywał najmniejszego zainteresowania przebiegiem jego rozmowy z matką, wszyscy byli zajęci własnymi sprawami. Mieliśmy swoje tematy do obgadania, cóż nas mogła obchodzić jakaś rozmowa profesora i obcej kobiety. Całkowicie tę parę ignorowaliśmy, nawet nie patrzyliśmy w ich kierunku. Tylko wyjątkowo spostrzegawczy obserwator mógłby zauważyć, że na wielu twarzach uczniów drgały lekko mięśnie ust i policzków, ledwie powstrzymywane wielką siłą woli.
cdn.

(wspomnienia, fragment większej całości)
 
 
Gorgiasz 


Dołączył: 10 Lis 2016
Posty: 842
Wysłany: 2017-01-07, 15:22   

Przeczytałem z przyjemnością; dobrze napisane. Szkoda tylko, że wrzuciłeś tak krótki fragment; akcja urywa się w najmniej właściwym momencie i właściwie niewiele można powiedzieć. Na przyszłość sugerowałbym jednak wstawić więcej.
Cytat:
Zerkał krzywo w naszą stronę, ale nie znalazł pretekstu aby przepędzić młodzieńców.

Dałbym przecinek przed "aby".
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2017-01-07, 17:45   

Gorgiaszu, przeczytaj tytuł. Jedno opowiadanie o prof. Dziku już kiedyś wstawiłem. To jest drugie, składające się z dwóch części. Dlaczego nie od razu całość? Jeżeli wstawiam dłuższy tekst - część czytających narzeka, że za dużo. Jeżeli dzielę, inni znów kręcą nosem. I dogódź tu, człeku ;)
Druga część pojawi się za kilka dni.

PS. Z brakującym przecinkiem masz rację.
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 70
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19070
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-01-11, 19:21   

Dobrze się czyta. Jest wartka akcja, pomimo, że niby tak mało się dzieje.Jest napięcie i oczekiwanie dalszego ciągu. Czytanie z gatunku tych, co to połyka się jednym tchem. :)
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2017-01-11, 20:25   

Niby działo się mało, ale napięcie emocji skoncentrowane w czasie i miejscu. Jedno z takich wspomnień, którego nigdy się nie zapomina ;)
Miło, ze się wreszcie któreś spodobało.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Profesor Dzik 2. Matka, cz.1/2


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo