zdyszany zając czmychnie w szczere pole
znowu spokój we mnie zamieszka.
(10.02.03r.)
„Analiza”
Tak bardzo pragniesz ciepła
wychowana bez ojca
przy zapracowanej matce
w żłobku przedszkolu
tak bardzo brak ci czułości
nikt nie przytulił dziecka
zaganiany zmęczony
przytłoczony codziennością
z niepewnością idziesz
miałaś nie przysparzać kłopotów
starałaś się cicha i spokojna
czuła na niechęć
podatna na czułe słówka
nigdy ich nie słyszałaś
nie przywykłaś
bierzesz je zbyt serio
wciąż na ból się narażasz
to znasz od dawna
starasz się ukryć głód uczucia
lecz wystarczy tylko chwila
tkwisz po uszy
serce rozdarte
jak drzewo piorunem
nikt łez nie słyszy.
(03.09.03r.)
„Gorzkie pomarańcze”
Przy pokaleczonym stole
okrytym wątłą ceratą
czasem siadałeś ze mną
na żałośnie skrzypiącym krześle
trzymając mnie na kolanach
rysowałeś Jezusa w koronie
jak idzie piaszczystą drogą
już nigdy nikt tak nie rysował
potem czasem przychodziłeś
gdy wszyscy spali na ciszy
odchodząc wciskałeś do ręki
pomarańcz jak wtedy gorzką była
odszedłeś nie rozumiałam czemu
maleńkim dziecięcym sercem
biegnąc zieloną ścieżką
szukałam cię wśród kibiców tłumu
z dziecięcych sukienek wyrosłam
mimo doszytych plisek falbanek
innymi oczami spojrzałam
dostrzegając bólu błędy
gdy się wreszcie z tobą żegnałam
spałeś ukołysany płomieniem
teraz ja ciebie odwiedzam
zapalając światełko pamięci.
(18/20.12.03r.)
„Beznadzieja?...”
Nie poproszę
byś mnie w obronę wziął
i tak nie posłuchasz
tak często proszę nadaremnie
uzbrajając się w cierpliwość
układając myśli w słowa
ból ściska w ciasny węzeł
to coś co tętnic życiem winno
rozlewa się po ciele
mówią skoczyć tak łatwo
mówią to tchórzostwo
lęk jak dalej żyć
czyż zrobić ten krok
pozwolić by kaleczyli darń
krojąc ją ostrymi szpadlami
wpojono mi poczucie winy
troskę by nie zadawać cierpienia
łańcuch ten trzyma mocno
więc odsuwam pokusę
odpoczynku w miękkiej ciszy
szukam czegoś by żyć
ty i tak nie słuchasz mnie
zapatrzony w wiernych
z popiołem na głowie.
(27/28.03.04r.)
„Magiczne trójki”
byłam ukochaną córką
nim minęły trzy pięciolecia
usłyszałam nie znam cię bękarcie
*
dziewczyna potem żona
nie minęło trzy po trzy lata
byłam sobą a kocha się anioła
*
uśmiechem rozpraszałam szarości
skończyły się trzy miesiące
nie było obietnic odejść jest tak łatwo
*
byłam szumem rozmową
łakomym kory otuleniem
odważnym skrzydłem motylim
nim minęły trzy pięciodniówki
cisza wrogo legła u nóg
depcząc kwitnące krokusy
*
nadal jestem
zagubioną w lesie brzozą
wierzącą w słowo
(02.04.04r.)
„Madame Tussauds”
Byłam dziś w muzeum
takim trochę dziwnym
przepełnionym figurami
znajome twarze sylwetki ubiory
jak kiedyś niektóre stały obojętne
patrząc przeze mnie w swój świat
inne bliższe tylko czemu nie mogę
spojrzeć im w twarz jak zaczarowane
ruchem wstecznym obrotowym
zawsze tyłem do mnie
ojcze nie słyszysz
iskra dziecięcego żalu
zgarbione ramiona
tu obcy już ktoś głowa rodziny
ulotna myśl musisz wyjechać
potrzebujemy odpocząć od siebie
na zawsze
smutne szczupłe plecy
zwierzęta nie potrzebują słów
dla ludzi ich szkoda milcząca decyzja
tu oddech stanął w miejscu
niesforna dłoń wysunęła się ku postaci
echo odejdę z Małym Księciem...zostanę
na wschód...na wschód
(08.04.04r.)
„Przeciwne światy”
Mamusiu nie proszę
nie zamykaj drzwi
-ależ czemu
Mamusiu proszę...
-przy świetle trudno
będzie ci usnąć....trzask.
Wychodzą zza szafy
...może zejść z łóżka
nie coś złapie mnie za nogę