Wysłany: 2018-06-21, 12:27 Proza zebrana z POSTscriptum
Zimą, w bezchmurny, bardzo słoneczny dzień, wpadł do niewidocznej, bo gładko zasypanej leciutkim puchem, wyschniętej studni. Otoczyła go jaskrawa, jednolita biel, oślepiająca i bardziej nieprzenikniona niż najgęstsza mgła.
To była jasność czysta i najprawdziwsza, nic w niej i poza nią.
Nieśmiało uniósł głowę.
Ujrzał niebo.