Wysłany: 2019-10-27, 10:07 ballada o wierszu, który spadł
mam fazę na frazy odarte z emfazy,
w rękawach wyrazy, sznur sylab i rytm.
słyszycie jak biję w trochejach po szyję?
co strofa, przepiję, co ważne, ukryję.
i tylko mi serca żal.
cenzura wydrwiła i krwiobieg odkrwiła.
wiersz blady jak papier spod ręki na łeb...!
zaszumiał i stężał, zmiarowił puls. zemdlał.
ach, wiersza jak dziecka, żal.
zawinął się w tutkę, poczęty w minutę,
by walczył ze smutkiem do końca, po śmiech.
na kapciu trywialnie spoczynek, a dla mnie
za sercem tęsknota, bo żal.
stąpajmy ostrożnie - kto wie, czy nie człowiek,
ten w wersy wpisany, na dnie...?
nie depczmy, lecz szepczmy, że z nami bezpieczny
ten wiersz
i ten człowiek,
i ja.