Wysłany: 2020-01-28, 02:24 Pajęczarka i "ofiary" zewu krwi
Na pewnej łące, miedzy trawami, chwastami i kwiatami oraz pajęczynami...
Pajęczarka kazała usiąść mu przy stole, ale nie była zachwycona, że jej narzeczony przyprowadził do domu tego patałacha. Podobno duże interesy razem robią, no i są najlepszymi kumplami – podobno jeden za drugim w ogień wskoczy. Jeszcze męskich wieczorków jej tu brakowało! Zaraz poproszą o prażoną kukurydzę, piwo i o przełączenie na transmisję zawodów wyścigów żuków gnojarzy w toczeniu kulki. No trudno – pomyślała i złapała za pilot.
- Czekaj, mam propozycję, dosypałem twojemu narzeczonemu coś do herbaty i szybko biedak z usiadki nie wyjdzie, więc mamy trochę czasu dla siebie, ach, jestem potężnym pajęczarzem, najbogatszym na całej sąsiedniej łące, mała. Teraz możesz być moja. Taka okazja i zaszczyt już ci się nie trafi. Kupię ci najdroższe prezenty, o których inne będą mogły tylko pomarzyć.
- Wsadź sobie tę okazje i prezenty w odwłok. Wynocha z mojego domu.
- Przecież nic nie będzie temu twojemu nudziarzowi, a za twoją niesubordynację mogłoby coś mu się stać, i… chyba żartujesz, mnie się nie odmawia, jestem samcem alfa, samice pożądają takich, wiesz jaki jestem potężny?
- Spierdalaj mi stąd w końcu.
- Jeśli samica tak mówi, to chce czegoś odwrotnego i tylko zwodzi, bo lubi, jak pokazujemy zwierzęcą naturę, już widzę, że jesteś pod moim urokiem.
- Nie wiem, z jakimi samicami się zadajesz, ale pewnie chodzi o karaluchy. To moje ostatnie ostrzeżenie, wynocha mówię, albo zaraz będziesz tu leżał martwy.
- No chodź tu mała, nie mam czasu na gry wstępne.
- Ja też nie – odparła i najpierw ogłuszywszy go ciosem w łeb, wbiła kolec jadowy w jego szyję.
Po kilkunastu minutach upadły właśnie wyszedł z toalety.
- Coś się mi przeciągnęło, bo… po tych twoich nieświeżych klopsikach z muchy… Mogłabyś nauczyć się lepiej gotować. A czemu mój kolega tu leży? On jest martwy! Zabiłaś go! Ty potworze!
- Propozycję niemoralną miał, chciał ci rogi, jak u żuka jelonka przyprawić.
- Nie wierzę.
- To uwierz, mój motylku. Dosypał ci coś do herbaty, żeby mieć czas na szybki podryw.
- Eh… Nie mów do mnie per motylek. Cóż, czułem, że zaszkodziło mi coś gorszego niż nieświeży posiłek. Dobrze, że gnidę zatłukłaś, chociaż ja też bym go wykończył z przyjemnością, ale jak już zrobiłaś to sama, to trudno. A ja mu wierzyłem, kiedy mówił, że ze mną najlepiej robi się interesy! - zaczął się trząść ze wściekłości.
- Zobacz, jak zapaskudził dywan, limfa wycieka – zauważyła. – Posprzątasz ten syf.
- Dlaczego ja?
- Przyprowadziłeś do domu śmieci to i je wyniesiesz chociaż. Jedyny pożytek z ciebie.
- Wypraszam sobie.
- Już nie wypraszaj, ciężkie te zwłoki, a taka słaba samica jak ja ich nie podniesie.
- No chyba, że tak, niech ci będzie.
Po kilku minutach wrócił.
- No a teraz nagroda… mi się należy. Może zrobimy sobie następne dzieci?
- Nie zrobimy.
- Jesteś w żałobie jeszcze?
- W sumie cieszę się, że jajeczka ukradł i zjadł krocionóg. Czułam, że instynktu macierzyńskiego to nie mam. To byłaby miłość z obowiązku. Przynajmniej problem z głowy.
- No wiesz co?! Jesteś bez serca. Potwór!
- Może tak. Dzieci nie będzie, bo piję napar ze specjalnego ziela, które czyni mnie bezpłodną.
- Od kogo to masz?
- Od czarnej wdowy.
- Sąsiedzi donieśli, że zaczęłaś zadawać się z modliszką… Coś za dużo kręcisz się przy tych podejrzanych osobniczkach…
- Wierzysz plotkom? Daj już spokój, no choć tu mój motylku, daj ucałować czułki i resztę.
- Nie nazywaj mnie motylkiem! Dla ciebie sir pająk.
- Choć tu mój motylku i nie pierdol. Chyba, że nie masz ochoty.
- Prawdziwy pająk zawsze ma.
Po udanej nocy, bardzo wcześnie rano, pajęczaka wymknęła się z leża. Pragnęła odwiedzić swoją znajomą modliszkę. Była zafascynowana jej długą, smukła szyją i wielkimi zielonymi oczami oraz… pyszną zupą.
- Jednak przyszłaś w środku nocy! No proszę! Córka słynnego sir Miecia, ta która wszystkim najpotężniejszym pajęczarzom odmawia i nimi gardzi, jest na każde moje zawołanie! Dlatego teraz, gdy tylko zechcę, będziesz mi się kłaniać – zażądała modliszka
- Zawiodłaś mnie. Zbyt dużo chcesz.
- Przecież niemal codziennie robiłam ci zupkę z głowy swojego kochanka i liści mięty, a do tego śpiewałam ładne piosenki, teraz mi się coś należy! Ty niewdzięczna!
- Owszem, coś ci się należy. Mogę przyrządzić np. pasztet z żuka, pyszny jest, albo uplotę ci ekstra sieć i wyhaftuję na niej serce. Takie duuuże… Chcesz? To będzie najpiękniejsze serce na świecie, przysięgam.
- Nie, głupia smarkulo - zaśmiała się modliszka. Twoja bezwzględność to mit, tak naprawdę jesteś słaba: przynajmniej względem istot płci samiczej, więc będziesz mi się kłaniać i czcić moje imię – stwierdziła podniesionym głosem.
- Nie jestem słaba. Nie będę ci się kłaniać – odparła pajęczarka.
- Będziesz, bo cię już nigdy nie zaproszę do siebie.
- No, trudno.
- Pokłoń mi się, albo szczypcami ci łeb utnę, ty durny głowonogu.
- Taka jesteś, powiadasz?
- Serduszko dziecku pękło?
- Nie, przecież podobno go nie mam, w sumie nie zdziwiłaś mnie aż tak bardzo, ale ostrzegam, jeśli nie dasz mi wyboru, zanim spróbujesz mnie zaatakować zostaniesz sparaliżowana, a potem zabita.
- Precz stąd irytująca gówniaro! Jesteś niewdzięcznym potworem! – wrzasnęła modliszka. – I myślisz kreaturo, że któraś z nas, modliszek, spojrzy na ciebie łaskawym okiem? Won mały pasożycie!
Pajęczarka w milczeniu obróciła się na pięcie i poszła. Jednak modliszka ruszyła za nią, nagle cichaczem podbiegła do pajęczaki, chcąc obciąć jej głowę, ale nasza bohaterka słyszała jej kroki i spodziewała się ataku, pierwsza ukąsiła ją, modliszka zesztywniała i padła bezwładna. Pajęczarka oderwała jej lewy szczypiec i odcięła nim głowę, którą wraz z odnóżami, zabrała sobie do swojego leża. Ustawiła łeb modliszki na telewizorze. Wyglądał znacznie lepiej niż wazonik z kwiatami.
Kilka godzin później Upadły wrócił z pracy.
- Z twoim ojcem taki interes dzisiaj ubiliśmy, firma kwitnie i kto jest najlepszy, kto? Obiad ugotowałaś?
- Coś tam w garze jeszcze zostało, ale trochę już spleśniałe.
Upadły nagle utkwił wzrok w telewizorze.
- Wiadomości chcesz pooglądać? – spytała ni to troskliwie, ni to zaczepnie.
- Nie, co tu robi jej łeb?!
- No, przyniosłam sobie, na pamiątkę.
- Zabiłaś modliszkę?! Rany boskie!
- Gratuluję dedukcji.
- Łaziłaś do niej, wiedziałem o tym, ale po co? Pewnie kręciło cię podglądanie jak obcina łby swoim kochankom podczas kopulacji, a na końcu pewnie sama zechciałaś jej obciąć, bo ty jesteś chorą sadystką, nawet jak na pająka…
- Nie, wcale nie, gotowała mi zupki i śpiewała. Któregoś razu nawet zaplotła mi z włosków na odnóżach warkoczyki i zrobiła urocze kokardki z liści.
- Ta, oczywiście, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka…. a potem od tak zachciało ci się jej obciąć łeb. Mogłaś chociaż zupę z niej zrobić. Dobra, sam zrobię żarcie, bo z ciebie nie ma żadnego pożytku.
- Nie! Spójrz na te piękne, ogromne oczy, czyż nie są słodkie i takie… głębokie? Ona teraz na mnie czule patrzy i zawsze już tak będzie.
- Pustelniczka, sadystka, a do tego nekrofilka… Może jeszcze do łózka sobie jej łeb zabierzesz?!
- Nie marudź, głowy nie oddam, ale masz tu odnóża i zrobimy z nich zupę, dobrze kochanie?
- Postawiłaś być dla mnie miła?
- Nie, po prostu jestem głodna i zależy mi na udanej współpracy. I mięty potrzebuję… Dodamy do niej mięty…
- Dziwny przepis, skąd go wytrzasnęłaś?
- Gdzieś podpatrzyłam, ale żebyś nie był przygnębiony, dołożymy też suszonych dżdżownic i złuszczonej skóry padłych jaszczurek.
- No, chociaż tyle, bo już myślałem, że mi same zielsko każesz jeść…
- A może nektaru ci dolać?
_________________ Kiedyś, spotykając kogoś, zastanawiałam się, czy dana osoba mnie lubi, a teraz w tej samej sytuacji, zastanawiam się, czy to ja lubię tę osobę.