POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Zagubiono duszę. Znaleźnego nie będzie
Zagubiono duszę. Znaleźnego nie będzie
Autor Wiadomość
Alchemik 


Wiek: 71
Dołączył: 30 Wrz 2019
Posty: 661
Skąd: Trójmiasto i światy
Wysłany: 2020-03-04, 21:33   Zagubiono duszę. Znaleźnego nie będzie

wwwAlgernon budził się zawsze punktualnie. Dwie godziny i pięćdziesiąt pięć minut przed wyjściem do pracy. Najpierw zaścielał dokładnie swoją wysłużoną kanapę. Wygładzał starannie fałdki na okryciu w różowe słoniki. Następnie przechodził do toalety, gdzie wymuszał defekację. Wolał nie korzystać z innych ubikacji. Własną muszlę klozetową lubił i dbał o nią. Siedział na desce dokładnie przez pięć minut, jak każdego poranka. Ablucja polegała na pięciominutowym szorowaniu rąk i spryskaniu twarzy zimną wodą. Rytuał przyodziewku zajmował kolejne pięć minut. Tyle zajmowało mu zdejmowanie z ułożonego w kostkę stosiku, przygotowanej przed snem, garderoby. Oblekał się w swoją zewnętrzną skórę. Wszystko w odcieniach szarości. Tylko majtki, tak jak kapa na łóżku, były odstępstwem kolorystycznym. Algernon był dumny z tej swojej ekstrawagancji. Dziś założył ulubione slipki, z czerwonymi serduszkami.
Przyszła kolej na ceremonię herbacianą. Z pietyzmem wsypał do obszernego garnuszka trzy łyżeczki trzech różnych gatunkowo listków. Dwie łyżeczki czarnej i jedna zielonej. Nie słodził. Cukier w herbacie uważał za barbarzyński dodatek. Delektował się naparem przez następne dwadzieścia pięć minut. Pięć minut przed wyjściem przez pięć minut wgapiał się w spękania sufitu. Nic się nie zmieniło od wczoraj. Może tylko zaciek nieco się powiększył. Do pracy miał pół godziny drogi, lecz wyszedł godzinę wcześniej. Drzwi zabezpieczył na trzy zamki. Ciągle chodziło mu po głowie, że powinien zamontować jeszcze dwa. Mieszkanie znajdowało się na poddaszu. Zszedł cztery piętra. O jedno za mało jak dla niego, co było dosyć niekomfortowe. Chwilę postał na parterze, po czym zwyczajowo zawrócił i znów pokonał cztery piętra. Tym razem do góry. Po odkluczeniu trzech zamków wkroczył do wnętrza i zasiadł na krześle, aby przez kolejne pięć minut obserwować sufit. Nic się nie zmieniło. Nawet zaciek pozostał tego samego kształtu. Z ulgą wstał i udał się do biura. Na ulicy, jak zwykle, starał się nie patrzeć na przechodniów. A już, broń boże, zerknąć komuś w oczy.
wwwSzedł ze spuszczoną głową, licząc płyty chodnikowe. Pięćset pięćdziesiąta. Przy pięćset pięćdziesiątej piątej zatrzyma się jak zwykle przy bezdomnej z Aniołem. Jest. Z uporem pcha zdezelowany, sklepowy wózek wypełniony rupieciami. Stanął, obrócił się pięć razy wokół własnej osi. Spojrzał w lewo, potem w prawo. Smętny Anioł ze zwieszonymi skrzydłami skinął mu wyblakłą aureolą. Algernon nie miał własnego Anioła stróża. Nie sądził, żeby był mu potrzebny. Potrafił sam zadbać o siebie. Odkłonił się i ruszył dalej.
Przed wejściem do swojego miejsca pracy wykonał pięć głębokich wdechów na przemian z wydechami. Pracował w biurze rzeczy znalezionych. Lubił swoje zajęcie. Kanciapka z okienkiem. W głębi stelaże ze zgubami. Niby zwykłe przedmioty, ale dla Algernona były magiczne przez swoją zwykłość i pośledniość. Lubił chodzić między półkami, dotykać, gładzić. Za stelażami z telefonami komórkowymi, znajdowały się tajemnicze, zamknięte teczki i torby. Zwykł wyobrażać sobie ich zawartość i to dodawało smaczku jego zajęciu. Ostatnio coraz częściej zatrzymywał się przy pewnej aktówce. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Ot, zwykła, podniszczona teczka na dokumenty. Bura skóra kolorystycznie odpowiadała jego zmysłowi estetycznemu.
Nie wiedział, jak to się stało.
Tym razem uległ jakiemuś impulsowi, a to było zupełnie niepodobne do niego. Zamiast sobie powyobrażać, nagle sięgnął, otworzył drżącymi dłońmi i począł wpatrywać się w zawartość. Kilka arkuszy kartek w formacie A4. Przyjrzał się bliżej. Wiersze. Trochę go zemdliło, kiedy próbował je odczytać. Odłożył z powrotem. W drugiej przegródce znajdowało się coś pstrokatego, zmiętego, o nieokreślonym kształcie. Wyciągnął, rozprostował, strzepując pięciokrotnie. Coś, jakby pelerynka z kapturem. W kolejnym odruchu przywdział. Stelaże wokół zawirowały. Telefony poczęły wydzwaniać melodyjki. Wdzianko przylgnęło do niego i wtopiło się w wątłe ciało. Poczuł przypływ sił i zrozumienia. Następne przyszło natchnienie.
ww- Ha, jestem złodziejem. Przywłaszczyłem sobie duszę poety. I co ja tutaj robię, do cholery?
Z lubością posmakował słowo cholera. A potem, nie namyślając się, opuścił swoje ulubione miejsce pracy.
wwwNa ulicy dumnie podniósł głowę, starając się uporczywie zaglądać w oczy przechodniom. Ci odwracali wzrok i gubili krok, potykając się o własne stopy. Z oddali spostrzegł szmaciarę, toczącą swoje rupiecie. Kiedy się zrównał , z całej siły kopnął w wózek.
ww- Jaki jestem powściągliwy - pomyślał - przecież mogłem ją kopnąć w dupę.
Z lubością smakował słowo dupa. Kątem oka spostrzegł przerażonego anioła. Nastroszone skrzydła. We wzroku podziw lub pogarda. Nie był pewny co, ale miał to gdzieś. Tuż obok pojawił się szyld z zieloną żabką. Zakupił pół litra. Nie znał się na alkoholach, ale miał pewność, że to musi być czysta. Czysta jak łzy poety. Na skwerku przysiadł na ławeczce i bez krępacji pociągnął z gwinta. Ktoś dosiadł się do niego.
ww- Kopsnąłbyś łyczka, koleżko. Suszy mnie od samiuteńkiego rana, a może nawet od wieczora. Tak dokładnie to nie pamiętam.
Koleżka? Co za śmierdzący żul.
ww- A spierdalaj mi pod Biedronkę, boża krówko. Daj, żesz ty, poecie pokontemplować wszechświat z jego cudami natury.
A właśnie kolejny cud przechodził w drodze do pobliskiej szkoły, kręcąc kształtnym tyłeczkiem.
ww- Lala, bucik ci się rozwala – zarechotał w ślad za oddalającymi się pośladkami.
Algernon nie przypuszczał, że potrafi tak pięknie przeklinać i rymować. Poczuł przypływ dumy. Wydudlił flaszkę do dna i chwiejnym krokiem poszedł po następną. Do wejścia na swoją klatkę schodową dotarł, nie licząc ani jednej płyty chodnikowej.
ww- Kurwa, dlaczego ja mieszkam tak wysoko?
Przed drzwiami mieszkania zatrzymał się na długo. Już trafienie kluczem do jednej dziurki zakrawało na cud. Otwarcie kolejnych zamków zajęło mu czas nieokreślony. Zresztą, kto by tam zliczał czas? W końcu wtoczył się do wnętrza. Spojrzał na kapę okrywającą łóżko.
ww- Ha ha, różowe słonie mają różowe podogonie – zapiał falsetem.
ww- Zaraz machnę wiersz, tylko się jeszcze napiję.

Różowe słonie mają różowe podogonie
i trąby różowe,
cudownie chujowe.
A gdy przez sawannę pędzą,
to tymi chujami kręcą.

Algernon aż westchnął z podziwu i samouwielbienia dla swojej weny. Po czym zwalił się na wspomniane powyżej różowiutkie trąbowce i głośno zachrapał. Ale to nie był jedyny odgłos w pomieszczeniu.

Zawłaszczona dusza poety gorzko i cichutko kwiliła.
_________________
Jerzy Edmund Alchemik
 
 
fiołek

Dołączył: 13 Mar 2017
Posty: 2755
Wysłany: 2020-03-05, 19:31   

A myślałam, że dusza poety jest grzeczna :oczami:

Z przyjemnością czytałam - całe życie się człowiek uczy i to urok życia :oczami:
 
 
Alchemik 


Wiek: 71
Dołączył: 30 Wrz 2019
Posty: 661
Skąd: Trójmiasto i światy
Wysłany: 2020-03-05, 19:39   

Jest, powiedzmy, grzeczna, ale nigdy w niewoli.
_________________
Jerzy Edmund Alchemik
 
 
Rita 
Małgosia

Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 1475
Skąd: Sheffield
Wysłany: 2020-03-05, 23:05   

Nie wierzę, że pytałeś serio w shoutboxie. Tylko w bajkach można komuś ukraść duszę. Twój tekst jest przecież taką świetnie napisaną bajką. Czyżbyś miał w głowie jakieś fantastyczne odniesienia do rzeczywistości, kiedy to pisałeś? ;)
_________________
If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
 
 
Alchemik 


Wiek: 71
Dołączył: 30 Wrz 2019
Posty: 661
Skąd: Trójmiasto i światy
Wysłany: 2020-03-06, 13:15   

Odniesienia do rzeczywistości? Ale ktorej.
Wszystkie dzieła literackie to w pewnym sensie bajki, lub światy odrobinę równoległe.
Piszac to myślałem o tym, ze talent poetycki (moze dusza poety) jest jego immanentna cząstką. W pewnym sensie wrodzona, ale tez wypracowana.
Napisałem wiec groteskę.
Jeżeli się podoba, to znaczy, ze posiadam odrobinę takiego talentu. Nigdzie nie skradzionego - własnego.
_________________
Jerzy Edmund Alchemik
 
 
Rita 
Małgosia

Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 1475
Skąd: Sheffield
Wysłany: 2020-03-06, 15:02   

Sprowokowałeś mnie do namysłu nad tak zwanym talentem poetyckim. Już w liceum wymyślałam wierszyki z różnych okazji, no np. dla wychowawczyni z okazji Dnia Nauczyciela, do gazetki klasowej. Zawsze rymowane, prawie a vista. Właściwie w każdej chwili mogę to zrobić do dzisiaj. Najśmieszniejsze jest to, że tutaj w Anglii parę razy w rozmowie z kimś wyszły mi rymy w tym co powiedziałam /po angielsku oczywiście/ bez żadnego namysłu, w żywej rozmowie. Moich interlokutorów zatykało ale mnie też. Potem można się już było tylko śmiać.
No i powiedz mi, Jerzy, czy taka umiejętność ma coś wspólnego z tym o czym ty powyżej napisałeś?
_________________
If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
 
 
Alchemik 


Wiek: 71
Dołączył: 30 Wrz 2019
Posty: 661
Skąd: Trójmiasto i światy
Wysłany: 2020-03-07, 18:29   

Rymowanie i umiejętność składania rymów, moze mieć coś wspólnego z potencja poetycka. To tak jak umiejętność rozpoznawania nut i fraz muzycznych w muzyce.
Potencja poetycka nazywam możliwość tworzenia talentu, jego szlifowania.
Ja swój talent szlifowałem najpierw przez rymy. Uważam wciąż, ze poeci powinni posiadać te umiejętność. Ja doprowadziłem ja do pewnego kunsztu.
Spytaj Leona Guttnera, bowiem on jest zafiksowany na poezje rymowana, ale zna mnie z tej rymowanej strony i wiem, ze posiadam jego szacunek.
Ja stałem się fanem wierszy wolnych.
Taki bowiem mam umysł. Wolny i bez ograniczeń. Czasem stawiam sobie ograniczenia sam, tylko po to żeby wykazać, ze i w tych ograniczeniach jestem wolny.

Poezja to stan umysłu, Pani Wago. Trzeba jednak uprawiać, żeby przyniosła plony.
_________________
Jerzy Edmund Alchemik
 
 
Rita 
Małgosia

Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 1475
Skąd: Sheffield
Wysłany: 2020-03-10, 12:07   

Alchemik napisał/a:

Poezja to stan umysłu, Pani Wago. Trzeba jednak uprawiać, żeby przyniosła plony.


Tu się z tobą zgadzam.
_________________
If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Zagubiono duszę. Znaleźnego nie będzie


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo