Oczekiwania
Choć kwiaty rosną w ciepłym klimacie,
Potrzeba zbierać z pustyń lodowych.
Nie powie człowiek: Starczy! Żyj bracie!
Lecz: Zdobycz przynieś, wierny tłumowi.
Dziś święto, jutro wracaj do nudy.
Dziś kochaj, jutro - lepiej zapomnij.
Wczorajsze żale, skargi, wzrok smutny
Już światu zbrzydły. Przeczysz? Bądź wrogi!
Czy skończą ludzie czekać do chwili,
By dobrze czynić? Bliźnich docenią,
Korzystać zaczną z chwili, by żyli?
Wybiorą sami, myśli posieją.
Dom stypy
Któż to przeminął, tak goniąc za wiatrem?
Ojciec już leży nie niepokojony,
Huczą nad nim smutni i rozżaleni:
“Echo jęków niech zwiedzi świata strony,
Leczy głupią radość i mędrców mieni.
Entuzjazm strąci, wywyższy szloch panien,
Tak jak przemijanie nad przemijaniem.”
Bez nazwy
Przybyłem, zobaczyłem: uczony
Wychodzi z gmachu dość odmłodzony.
Czy z mojej wiedzy coś więc zostanie?
Czy bas na powrót zmieni się w łkanie?
Obnażony z fałszu obrzydzenia,
Wracam mądry jak w dzień urodzenia.
Na czworakach, z niemowlęcia ciałem
Wracam, by bliskim oznajmić: zdałem.
Dom wesela
Któż taki wesół, żyje przemijaniem?
Oto goście weselni bawią parę,
Harmider wznoszą: "Dość już smutkiem żyjem!
Embrionem, co zmienia wszystko na szare.
Lamusy, smutni, nie bijcie już piany!
Emocje rozognione niech prowadzą w tany!"
Tak też przeminęli, goniąc za wiatrem.
Na froncie
Nadchodzi nad brzeg piaszczysty, w wydmy warowny,
W środku dnia chłodna, liczna masa wojownicza.
Ten morski desant biały szaniec ogranicza,
Chmurny, pod niebo wyniosły, obrońca groźny.
Ja z cywilami, okopany parawanem,
Odpieram zimny wiatr, wypatruję opadu,
By w krzyżowym ogniu móc uniknąć kul gradu.
Tak wszystko wyglądało, jak to powiedziałem.
Dziwna dotknęła nas wojna, bezosobowa,
Ludzie dotknięci strachem, choć nikt miał nie zginąć,
Przyroda dała pokaz, niepotrzebne słowa.
Przyjdzie w mrokach historii tej walce przeminąć,
Choć nikt w niej nie walczył, w domach myśli tej brońcie,
Że tak to już bywa na morskiej bryzy froncie.
Sonet techniczny
Jedenaście sylab Włosi życzyli
I cztery strofy do sonetów - dobrze,
Zgodny Francuz, choć rymu nie przemoże.
Rymuje, jak chce buntowniczy Schelley.
Co ma podmiot do tego? Nie wiem, szczerze.
Jak próżnia pusta dla mnie ta dyskusja.
Za Sępem? Morsztynem? - słaba solucja.
Każdy swego wieszcza sobie wybierze.
Maszerują rymy w italskim szyku,
Ogarniają myśl ostatniego wersu.
Kto wie, może kiedyś nabiorą sensu?
Może to fraszka pisana na boku,
A może wycinek utworu pulsu?
Abba, abba, ce de de, ce de de. Ku?
Moje relacje w klasie architektonicznej
Relacje z archami, rozmowy z archami.
Dziwni są ci ludzie, nierozumiani.
Niezrozumiani i nierozumiejący,
Mnie i przeze mnie, gdyż jestem latający.
Rozmowy z archami prowadzą do pasji;
U archów można słyszeć i czuć obrazki:
Gorące zielenie, rytmiczne błękity,
Nuta chaosu - i jestem z tropu zbity.
Rozmowy z archami, lekcje też z archami,
Lecz i przerwy bywają z nimi do bani.
Idywidua, każdy różny od siebie,
A nikt nie wytrzymie powieści o niebie.
Rozmowy z archami, rozmowy z archami,
Ja nierozumiany i nierozumiani;
Moje lotnicze pasje ich udręczeniem,
Ich zachwycenie za to moim znudzeniem.
Rozmowy z archami, zdumienie archami,
W większości do końca niezdecydowani.
Mimo że wielu jest ich z woli wyboru,
Mało chce iść do architektów poboru.
Rozmowy z archami, przyjaźnie z archami,
Lotniczy szaleniec między wariatami.
Chociaż czasem brak wspólnego mianownika,
Żyjemy w zgodzie, nie mam tu przeciwnika.
Rozmowy z archami, debaty z archami,
Poglądów jest trochę, a jednak gadamy.
Lewica, prawica, centrowcy, ścisłowscy,
Teizm, ateizm, humany, spiskowcy.
Rozmowy z archami, rozmowy z archami,
Mówcie, nuże, jak mam zrozumieć się z wami!
Rozmowy z archami, rozmowy z archami,
Rozmowy z archami, rozmowy z archami.
Poszukiwanie
Usłyszałem głos wołający na pustyni,
Głos konającego, przygnieciony złem.
Wśród śniegu i piachu, nikogo.
Zgubiony zamilkłem. To ja wołałem.
Troski lotnika
Nie mogę się doczekać mego powrotu,
Bo każdy dzień nie daje spokoju,
Każdy dzień to przygotowanie do lotu.
Lecz nawet wśród szumu wiatrów boju,
Potrafi przyjść czas wątpliwości spowiedzi.
Czuję się wtedy jak zraniony zwierz,
Bo nie mogę znaleźć dobrych odpowiedzi.
Mam nadzieję, że kiedyś mi powiesz.
Wiesz, w podświadomości pozostaje ten ból,
Że wszystko robisz tylko dla siebie,
Brakuje kotwicy, co ciągnęłaby w dół,
Byś się wyżej mógł znaleźć na Niebie.
Człowiek nie ptak, nie jemu niebieskie strony,
Choć cieszy mnie każda chwila w górze.
Człowiek nie szybowiec, a ma być wyważony:
Związków ciężar tworzy straszną burzę,
Co zwykłych ludzi po ziemskim świecie goni.
Jednak brak przywiązania budzi lęk.
Ciągle żyć w tej atmosferycznej pogoni,
Na którą ludziom nieznany jest lek.
Powiedz, nigdy nie bałeś się, że nie wrócisz,
Że przez całą Ziemię będziesz szedł sam,
Nigdy już w twoim języku nie zanucisz
I martwy dotrzesz aż do piekieł bram?
Jak to jest, nie mieć nikogo, kto by przegnał
Huragan, który jest w twojej głowie,
Kto by się z tobą zawsze przed startem żegnał,
Kto ci po powrocie wieści powie?
Kto nie pozwoli ci zapomnieć,
Że życie toczy się również na Ziemi?
Kto nie da ci od zmysłów odejść,
Gdy nagle wszystko na złe się zmieni?
Kim jest osoba, którą wspomnisz,
Kiedy nastanie czas twojej próby?
Kim jest ta, dla której wyjawisz,
Jak ma uchronić ciebie od zguby?
Wracam na Niebo zmęczony pytaniami,
Przez które mój dobry nastrój tonie.
Będąc w morzu bezsilności, głośno krzyczę:
"Boże, niech mnie już Niebo pochłonie!"
Przepraszam
-Quo vadis, Domine? Dokąd idziesz Panie?
-Do ciebie idę, na ponowne krzyżowanie.
-Quo vadis, Domine? O czym mowa?
-Idę odkupić twe złamane słowa.
-Quo vadis, Domine? O czym ja skłamałem?
-Obiecałeś działać zgodnie ze swym planem.
-Quo vadis, Domine? Mogłem zrealizować swe życzenie?
-Mogłeś, ale wyczerpany porzuciłeś to marzenie.
-Quo vadis, Domine? Więc na nic moje dary?
-Tak, ponieważ zniechęcony porzuciłeś te ofiary.
-Quo vadis, Domine? A co ze mną Panie?
-Sam zadecydujesz, co się z tobą stanie.
-Quo vadis, Domine? Co będzie dalej?
-Pójdę daleko, do krainy dojrzałej.
-Quo vadis, Domine? Tam gdzie mądrzy i szlachetni?
-Gdzie mędrcy prowadzą projekt wieloletni.
-Quo vadis, Domine? A co z miłością?
-Znajdź sobie kogoś obdarzonego wiernością.
-Quo vadis, Domine? Gdzie ci ludzie drodzy?
-Pójdź za Mną i ucz się tej wiedzy!
Moje powroty (Napisane na wzór piosenki "Powroty" nieznanego mi autora.)
Boją się wiatru w moich oczach,
Krew ich zalewa, boją się lotów,
Ziemia niechętnie puszcza przy starcie,
Ludzie boją się mego powrotu!
Boją się chmur nad moim czołem,
Kiedy te Cumulusów szlaki
Trzymają wysoko poza domem,
Rodzina boi się mego powrotu!
Wiatr straszy, oczy skupione,
Zrobię wszystko, co tylko mogę,
Muszę wierzyć, przecież je kocham,
Krótka chwila i wracam,
Krótka chwila i wracam,
Krótka chwila i wracam na niebo.
Boją się nieba w moich myślach,
Kiedy jestem do drogi już gotów,
Wstaję wcześnie, kot kończy wartę,
Koty boją się mego powrotu!
Wiatr straszy, oczy skupione,
Zrobię wszystko, co tylko mogę,
Muszę wierzyć, przecież je kocham,
Krótka chwila i wracam,
Krótka chwila i wracam,
Krótka chwila i wracam na niebo.