POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Senna z(jawa)
Senna z(jawa)
Autor Wiadomość
Elf 

Dołączył: 09 Sty 2019
Posty: 134
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2021-06-15, 22:58   Senna z(jawa)

Obudziło mnie delikatne muśnięcie wiatru. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, jak przez uchylone okno przenika do pokoju zwiewna, biała mgiełka. Zaczęła falować, układać się w dziwne kształty, wreszcie przybrała kobiecą postać. Miała na sobie tylko jedwabną koszulkę. Poznałem ją – to byłaś ty. Cała pachniałaś konwaliami.
- Kochana, skąd się tu wzięłaś? – wyszeptałem zaskoczony. – Przecież powinnaś być w innym miejscu, daleko stąd. – Nie pytaj, nie wolno mi powiedzieć, bo wtedy pryśnie czar i natychmiast zniknę. A ja chcę być z tobą... – Patrzyłaś na mnie czule, choć jeszcze nie tak dawno byłem dla ciebie, jak wróbel na płocie. Twoje piękne, kasztanowe włosy lśniły fluoryzującym blaskiem. Opuszczone rzęsy podniosły się i odsłoniły oczy. Głęboki błękit objął mnie ciepłym, pytającym spojrzeniem. Natychmiast pojąłem jego sens.
- Najdroższa, tak długo na ciebie czekałem. - Jesteś samym światłem i kolorem – odpowiedziałaś szeptem rozchylonych warg. Ogarnęła mnie fala niezwykłej tkliwości. Lękliwie i niezdarnie wyciągnąłem do ciebie obie ręce – Ja chyba mam naprawdę bzika na twoim punkcie – próbowałem przybrać żartobliwy ton. – Kocham twojego bzika – wyszeptałaś, uśmiechając się do mnie samymi oczami.
- Zdejmij tę koszulkę – poprosiłem. – Udając zdziwienie, zatrzepotałaś oczami. - Nie mogę, ona ukrywa najcenniejszy skarb – zaczęłaś się przekomarzać. Jeszcze przez chwilę dzieliły nas nocne stroje, lecz wkrótce sforsowaliśmy tę przeszkodę. Ze zręcznością wiewiórki wślizgnęłaś się do łóżka. Przyciągnąłem cię, tuląc, całując, całą pieszcząc. Z początku delikatnie się odsuwałaś, aż nagle coś się w tobie załamało. Z jakimś szaleńczym oddaniem owinęłaś się wokół mnie, aż przemieszały nam się stopy, ramiona, włosy. Byłaś jak dziki bluszcz - zaborcza, delikatna, jedwabista. Na chwilę zastygłaś w napięciu, tkliwa i gorąca, po czym zgięłaś nogi w kolanach i rozrzuciłaś szeroko smukłe uda. A ja znalazłem po omacku drogę do twojego największego skarbu...
Wchłonęłaś mnie z całkowitą uległością. Twoje rozrywane namiętnością ciało drgało konwulsyjnie, na twarzy malował się wyraz niemal mistycznego uniesienia. Herbaciane sutki wbiły się we mnie z cudowną nieustępliwością. Byłaś jak buchający, trzaskający ogień. Jak nienasycona ośmiornica. Jak dzika, kąsająca bestia. Drapieżna, bezwzględna pirania. Pożerałaś mnie, unicestwiałaś.
Nie pozostałem dłużny. Moje dłonie, niby kolczaste krzewy, delikatnie szarpały twoje plecy, biodra i pośladki, a usta wbijały się w piersi i ramiona. Połączeni w jedno, wirowaliśmy w pierwotnym, dzikim tańcu. Zdawało się, że z góry spadają na nas płatki różnokolorowych kwiatów. Po kopule granatowego nieba krążył księżyc - jego blask wydobywał z ciemności dwa nagie, splecione ciała.
Twoja twarz jaśniała. Oddawałaś się z zapamiętaniem, w oczach ukazały się łzy, a we mnie wzbierało radosne poczucie nieskończonej siły. Doznawałem uczuć, których istnienia nawet nie podejrzewałem. Za chwilę weszliśmy razem na szczyt – poczuliśmy dotyk gwiazd…
- Gdybym był rzeźbiarzem, wykułbym twój profil na szczycie Mount Blanc – powiedziałem. – Ależ jesteś rzeźbiarzem – wyszeptałaś łagodnie i melancholijnie – Wyrzeźbiłeś naszą miłość. W twoich objęciach czuję się nieśmiertelna. – Położyłaś głowę na moim ramieniu i po chwili usnęłaś
Przez okno zaczęła się skradać szarość poranka. Otworzyłaś oczy, pocałowałaś mnie w usta i wstałaś, sięgając po koszulkę. – Kochana, co się stało? – spytałem. – Niestety, czar mija z blaskiem dnia, muszę wracać tam, skąd przyszłam.
Twoja postać zaczęła się zamazywać, w końcu stała się znowu białą mgiełką. Poczułem podmuch wiatru. Zobaczyłem jeszcze, jak ulatujesz przez okno na zewnątrz, oddalasz się i giniesz w mroku…
Potem przychodziłaś wielokrotnie do moich snów. I zawsze pachniałaś konwaliami..
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Senna z(jawa)


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo