Nie wiem kto komu pierwszy serce
Na dwoje
Jak być okrutnym to tylko poetą
Każdy od czasu do czasu bywa
I filozofem
Życie to nie puzzelki
Nie ułożysz jak byś chciała
Czasem wychodząc ze swojego ciasnego pokoiku
Uśmiechasz się do witryn
Na swoje szczęście i nieszczęście
Jak nikt rysy na szkle dostrzegasz
A te wszystkie miłe i serdeczne twarze nie do ciebie uśmiechnięte
Chociaż słona i cierpka
W tobie płynie krew wciąż gorąca
Zaś w nich pustka otoczona plastikiem
Zakopujesz więc serce
W postanowieniu kamienia
Lecz zapominasz
Cisza to jednak najpotężniejszy z żywiołów
Może skruszyć nawet skałę
Dlatego czasem komuś tę samotność opowiesz
I nawzajem
Trudno tak milczeć kiedy krzyk szuka ujścia
Trudno kochać i nienawidzić jednocześnie
Od zawsze na zawsze
Najbardziej niewybaczalny błąd jaki popełniłem
Pozostanie najcenniejszym skarbem
Moim