Pomiędzy nami świeca - rozjaśnia drgające usta;
Płomień miga posyłając sobie znanymi znaki,
A nam dziwnie niespieszno, jakby któreś próbowało
Odgadnąć siebie, a może oboje naraz.
Zanurzamy palce w lampkach smakując je
Powoli – nasze oczy zaczynają uczyć się mroku.
Patrząc w okno, mówisz, że deszcz zmywa
To wszystko, co dopiero za jakiś czas powinno zgasnąć.
Nie pamiętam już, które z nas uznało pierwsze, że oto
Nadeszła pora - kelner zwinął banknot w rulonik,
Tanecznym ruchem wolno unosił rękę – to był drugi znak
I klucz, po którym zgasła świeca.
Nigdy więcej nie spotkałem już ciebie, chociaż czuję
Jak tkwisz we mnie świdrując źrenice pamięci –
Pomiędzy nami długi korytarz i schody,
Z muzyką w tle i bez końca gęstniejącym mrokiem.
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Niekiedy upłynąć musi dużo wody, byśmy z żalem zechcieli pochylić się na stanem swej bylejakości.
Doczekaliśmy czasu zaniku przyjaźni i zaparowanych okien, gdzie w mini kroplach wody, tylko nasze odbicie.
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Cudowny wiersz. Z pewną łagodnością ( która zapewne ma za zadanie zakamuflować smutek) przedstawiasz historię.
Każdy wers ważny, do zapamiętania. Jakbyś chciał,, świdrować źrenice pamięci,, mnie, każdemu czytelnikowi autorowi, który tu pisze.