POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Publicystyka » Traktat o szpilce
Traktat o szpilce
Autor Wiadomość
Owsianko 
owsianko


Wiek: 77
Dołączył: 01 Lip 2009
Posty: 226
Wysłany: 2025-11-15, 15:00   Traktat o szpilce

Przechodzimy przez bramkę do wykrywania niezamożnych portfeli i po załatwieniu sprawy z wypełnieniem ankiety na temat stanu majątkowego, wstępujemy do wnętrza supermarketu. Witani przez diabolicznie uśmiechnięty personel w hawajskich przyodziewkach, idziemy do punktu sprzedaży mydła und powidła.

Zaraz za wejściowymi drzwiami dostajemy palpitacji, bo ogarnia nas głupawka i atakuje gałki oczne widok półek oblepionych dobrami wszelakimi.

Być może znaleźć szpilkę w stogu siana jest niesłychanie trudno. Lecz jeszcze trudniej odnaleźć WŁAŚCIWĄ, ukrytą w kopcu innych szpilek. Pragniemy odszukać taką z czerwonym łebkiem. Chociaż z czerwonym, to akurat pomysł felerny jest, bo ten kolor za mocno kojarzy się z komuchami. No, ale dla świętego spokoju niech będzie, że chcemy zdobyć szpilkę o barwie wyblakłej i apolitycznej.

Jakkolwiek interesują nas (tylko i wyłącznie) szpilki i jakkolwiek przywiało nas tu, by zakupić (tylko i wyłącznie) jedną z nich, a potem dać dyla przed kompletną utratą finansowej wiarygodności, to nie możemy oprzeć się pokusie i odczuwamy mus, by spenetrować resztę sklepu.

Wytrzeszczony, pożądliwy wzrok przekłada wajchę i atakuje nasze handlowe ślinianki; w tempie zreumatyzowanego żółwia przemieszczamy się od regału do regału; nie straszne nam ceny i nic to, że w domu czeka nas awantura pod tytułem: a na cholerę żeś to kupił/a.

Kupujemy, bo a nóż za sto lat nam się przyda. Ale jako że jesteśmy wycwanieni w nabieraniu na plewy i nie mamy w zwyczaju kupować kota w worku, prosimy subiekta o pomoc, bośmy się pogubili w przyciskach.

Chcemy, by nam powiedział, co to tam jest, bo niby wygląda jak telefoniczna komórka, tyle że z boku ma jakiś wrzód niejasnego przeznaczenia.

Sprzedawca w hawajskim przyobleczeniu podjeżdża do nas na służbowej deskorolce i tłumaczy, że wrzód, to zwykły wtyk na słuchawki do radia. I dodaje, że podobnych bajeranckich dynksów komórka ma więcej, bo aparat jest uniwersalny, multimedialny, a zwłaszcza modny.

Ma też maciupcią latarenkę z barometrem i zapalniczkę z gwizdkiem, a gdy prosimy, by nam zademonstrował, jak to działa, proponuje nam wizytę u producenta, bo jemu nie płacą za inteligencję.

W tym miejscu przypominamy sobie rozrzewniające czasy opisywane przez Prusa w „Lalce” i początki zawodu ekspedienta Rzeckiego. Zanim stary Mincel dopuścił Ignasia do lady z klientami, przeczołgał go przez zajęcia z towaroznawstwa, by chłopak wiedział, co sprzedaje.

Wracając do igły: co półka z produktami, to bardziej namolna, zaś wszystkie są wielkości tankowca. Przy każdej należy przyklęknąć i pomodlić się do Fiskusa.

Kiedy, docieramy nareszcie do zbiornika z przysłowiowymi szpilkami, okazuje się, że w naszym koszyku na zakupy nie ma ani milimetra wolnego miejsca i wypiętrzył się problem: gdzie wetknąć to, po co przyszliśmy. Zatem decydujemy się na heroiczny gest i odkładamy najmniej niezbędne. Przy czym odkładamy byle jak, ponieważ nie pamiętamy, gdzie leżały wprzódy.

Po wykonaniu zadania meldujemy się w kolejce do kasy. Przed nami ze dwa mendle postaci z pojemnikami wypełnionymi po brzegi oraz paru emerytów z niewielką trochą bułek i czymś samotnym owiniętym w toaletowy papier ze świątecznym zajączkiem. Toteż stwierdzamy, że czeka nas godzinny postój.

Starzy klienci blaszaka okazali się zapobiegliwsi od nas i przynieśli ze sobą rozkładane krzesełka, my zaś przebieramy odnóżami mając desperacką nadzieję, że nikt nie zwędził naszego samochodu i będziemy mieli czym dojechać do domu.

Ale skończyło się na strachu i oto jesteśmy we własnej chałupie i oto odwijamy szeleszczące opakowania. Naszym złaknionym oczom ukazują się SPRAWUNKI, a wśród nich upragniona szpilka. Co prawda ma łebek niezgodny z naszym życzeniem, gdyż takowej nie mogliśmy znaleźć, lecz nie bądźmy drobiazgowi! Przypomnijmy sobie chwile, gdy zamiast mięsa, wisiały smętne haki. Pocieszmy się: widok półek z badziewiem w sreberku jest mniej traumatyczny od pójścia do sklepu z widokiem na napis: TOWARU BRAK.
_________________
https://studioopinii.pl/dzia%C5%82/felietony/jastrzab-lata?fbclid=IwAR3sw4fWEmhro2I53CHzl8BSIAdKLdXLpz9_Q82y7ekDErbqhByP-GwjL5k
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Publicystyka » Traktat o szpilce


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo