tabula rasa jak ślepe szczenię
bierzemy wszystko co dzień przynosi
okruchy przypadkowych strzepnięć
słuchamy głosu wewnętrznego dotknij
ze świadomością wybory się mnożą
przed nami droga co jawi się prostą
w biegu mignięcia dni nocy mijamy
jeszcze zdążymy wszak jeszcze nie pora
pierwszym zwiastunem to że zapał zastygł
i coraz więcej pozostaje oddać
na początkowym wykazie skreślenia
a możliwości wyznaczają przedział
kiedy jesiennie pragnienia pożółkną
smutek spogląda na szczyt niezdobyty
grymas uśmiechu zabierany jest ustom
i próbujemy dochodzić przyczyn
nic to jest wtedy najlepszym orężem
krętą prostuje siwiejący mędrzec