Wysłany: 2026-04-01, 11:33 z teki dwudziestoośmiolatka
wyszłaś z ramek -
ramek własnego obrazu -
błądząc wokół wymyślonego świata
wymyślonych domów i drzew
wymyślone pełne iluzji i kontrastu
twe myśli i uczucia
błądzisz nie znając przyczyny
i nawet nie wiesz że błądzisz
bo jesteś falsyfikatem -
falsyfikatem jędrnych ud i piersi
wpojonym falsyfikatem
zatraconej wizji tych
co cię poczęli
oni też byli falsyfikatem
wyimaginowanego wizjonerstwa
twoich dziadków pradziadków
sto tysiąc pokoleń
ja też błądzę - jak ty
pełen kontrastu i złudzeń -
jak wszyscy...
'71
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Hm? Mam dylemat z tym wierszem Witku. Z jednej strony mówi o czymś ważnym, już samo wyjście z ram, by być wolnym (świetna metafora) jest dużym krokiem naprzód, także falsyfikat pełni tutaj swoją bardzo ważną rolę, ale momentami miałam poczucie, że rytmicznie dominuje nad resztą tekstu. Może gdyby o jeden mniej, to puenta na końcu uderzyłaby jeszcze mocniej? Tak tylko głośno myślę Z drugiej zaś strony osobiście szukam w poezji troszkę lżejszej formy. Operujesz mocnymi, klasycznymi środkami, które dziś rzadko się spotyka, dlatego ten wiersz jest dla mnie bardzo intensywną lekturą. Pozdrawiam.
tetu, dzięki Ci bardzo i pięknie. Masz rację, ale ten wiersz został napisany w roku 1971, a więc 55 lat temu.
W wierszu zwracam się do przyjaciółki, z którą przez wiele lat prowadziliśmy zawzięte rozmowy związane, ogólnie rzecz biorąc, z istotą życia. Wiersz formułuje moje credo poglądów na życie. W nim nasze miejsce, naszą sztuczność, naszą pychę, a w konsekwencji wyalienowanie ze środowiska. - Od zawsze czułem się dzieckiem przyrody nie cywilizacji, będącej dla mnie tworem sztucznym; merdający ogonek pychy. - Niestety, zdawałem sobie doskonale sprawę, że dzieckiem tegoż i ja jestem.
W ciągu tych 55 lat mój stosunek do życie nie zmienił się, przez co permanentnie byłem z kimś lub czymś skonfliktowany. Oczywiście, najczęściej bez jakichś głębszych skutków. Ewoluowałem ja, ewoluowało życie i choć powoli, to drogi nasze rozchodziły się coraz bardziej. Dotyczyło to wiary, nauki i istoty 'życia'.
Przełomem był rok 2007 i moje Spotkanie z Mamą, w dziesiątą rocznicę jej 'śmierci' (dla mnie, coś takiego jak śmierć, nie istnieje). Ale to już zupełnie, zupełnie inny rozdział dziejów.
Przepraszam za gadulstwo, pozdrawiam, witekk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk