gdy go wieszam na oparciu krzesła – on opuszcza rękawy,
smutnie i bezradnie. Teraz jestem jak wytrawna szwaczka,
wszywam w niego przeszłe cienie, ceruję to całe rozdarcie
po tobie, czyszczę z kurzu i martwych nitek jego moherowe ciało.
milczę do niego, milczę do między nami najsmutniejszego napięcia,
aż krew zaczyna krążyć w jego wełnianych żyłach. powoli
płoszy nicość, napina kark, nabiera ciała. w jego wnętrzu
czuję twój oddech, na jego brzuchu napotykam twoje ręce. są
jeszcze guziki, pełne twoich linii, śladów pośpiechu i roztargnienia.
grzechoczą niczym skrawki wspomnień
i teraz rozpinasz poły sweterka, teraz ładnie i niedbale
siedzisz na podwiniętej nodze, na krześle na wprost mnie.
czy ty rozumiesz, czy rozumiesz mamo ile trzeba smutku,
żeby tak kłamać, że jesteś?
Niesamowity wiersz o próbach wypełnienia pustki, której nic nie potrafi wypełnić. "Milczę do niego" to słowa zarówno wykrzyczenia jak i bezradności, zadumy i przywoływania. Cokolwiek by się napisało pod wierszem, to nie jest w stanie wyrazić tego, co w nim zawarłaś.