Moja wakacyjna robota fotograficzna na koloniach i obozach wiązała się przez wiele lat z ciągłym podróżowaniem ze Słupska do Rowów, Ustki, Jarosławca, Darłowa, Dąbek a także pomiędzy tymi nadmorskimi miejscowościami. Zdarzało się, że w pogodne dni pokonywałam dziesiątki kilometrów żeby zdążyć na umówione zdjęcia. Przez te wszystkie lata rzadko jeździłam pekaesem, najczęściej autostopem. Spotykałam najróżniejszych ludzi nie tylko z kraju.
Któregoś lata, któregoś dnia, zatrzymał się samochód z niemiecką rejestracją. Trzech mężczyzn jechało do Jarosławca. Zaprosili mnie do środka. Usiadłam z tyłu obok starszego pana po osiemdziesiątce. Ci obaj z przodu mieli trochę po czterdziestce i jak się później okazało kierowca był synem pasażera na tylnym siedzeniu. Na szczęście mówił po angielsku.
Od momentu kiedy dojechaliśmy do pierwszej bocznej drogi, starszy pan zaczął dyktować kierowcy jak ma jechać wybierając następne drogi przy rozwidleniach. Tak dojechaliśmy do wioski, w której wskazywał kolejne domy i podawał synowi nazwiska dawnych niemieckich mieszkańców a także swój dawny dom. Przedtem był skupiony i nie odzywał się. W swojej przedwojennej wiosce ożywił się a kiedy minęliśmy ją zamilkł i nie odzywał się już do końca naszej wspólnej podróży. Jego syn zaczął mi wyjaśniać, że tutaj, że przed wojną, że... Przerwałam mu mówiąc, że od razu się domyśliłam.
Po chwili milczenia zaczęłam opowiadać o swojej babci, która z dziadkiem i moją mamą musiała opuścić jeszcze w czasie wojny dom na kresach wschodnich i zamieszkać potem gdzieś niedaleko stąd. Powiedziałam, że przez wszystkie lata, kiedy chodziłyśmy razem do lasu, babcia powtarzała: "Jakie te lasy głuche, jak mało ptaków. U nas jak się weszło do lasu to cały las śpiewał." Kierowca aż odwrócił się do tyłu i z uśmiechem powiedział: "Mój ojciec mówi to samo, dokładnie to samo, kiedy jesteśmy w lesie pod Hamburgiem."
Te same lasy, które dla mojej babci były głuche, staremu Niemcowi kiedyś śpiewały.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
tak to już jest ptaki śpiewające w młodości słuchacza na łonie bliskiej sercu natury są nie podrabialne w innych lasach, innych krain. może nie pamięta się dokładnie subtelności tamtejszych treli ale twardy zrąb czirli czrli tkwi w pamięci jak stary dąb na skraju lasu. miejsce pierwszej randki, pierwszego pocałunku. pozdrawiam.
Rito, czytam Cie, czytam : )
I chyba ten tekst podoba mi się najbardziej z tych Twoich short-ów. No podobało mi się, jak czytałam.
Niby zwyczajna historia, jak zasłyszana na ulicy. Ale fajnie rozjarzona liryką samego zakończenia. I w ogóle liryka treści tego sformułowania: "Jakie te lasy głuche, jak mało ptaków. U nas jak się weszło do lasu to cały las śpiewał."
Nasuwa mi to na myśl taką piosenkę Janusza Gniatkowskiego "Chleb Twój i mój". Wydaje się banalna, ale szczypie za serce.
Są tam słowa: "Tu nawet ziemia i woda, Wiatr ma inny smak."
Piszesz dobrze, Twoje pióro jest ok. Więc pisz dużo i często. Może na koniec połączysz te anegdoty i wspomnienia w dużą prozę np. jako "wspomnienia czyli chodzenie po samej sobie” dodając analizowanie przeszłości, wracanie do swoich błędów lub nawet krytykowanie samej siebie. Ale też przedstawienie zdarzeń pozytywnych, przygód i nawet zasłyszanych anegdot.
Gorąco zachęcam. : )