instruktor piąta zero to taki dziwny gość
który się brata ze świtaniem
jednego jest pewien że nigdy nie powie dość
przyzwyczajenia łamie
w porannej rosie szybowce kąpie
na krótkiej lince mimowolnych zwątpień
machnięciem wita mgły snujące się po polach
sarny zające zatrzymują się zdziwione
naprężaj juniform ktoś w eter woła
to już ta chwila nadszedł moment
gdy wyłoniła się za plecami tarcza
wpis piąta zero przyjmuje kartka
Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1584 Skąd: Sheffield
Wysłany: Dzisiaj 17:40
Świetne!
Znam ten greps. Zaiste "od śmigła" musiał mieć instruktor meldujący się przed piątą rano na lotnisku.
Szczególnie podobają mi się dwa ostatnie wersy pierwszej części.
Zdjęcia piękne.
Pozdrawiam.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Świetne!
Znam ten greps. Zaiste "od śmigła" musiał mieć instruktor meldujący się przed piątą rano na lotnisku.
Szczególnie podobają mi się dwa ostatnie wersy pierwszej części.
Zdjęcia szybowców piękne.
Pozdrawiam.
To są zdjęcia z dzisiaj. Dwóch instruktorów i dwóch uczniów spotkało się o 4 w Mirosławicach. O 5.00 był pierwszy lot. Wykonaliśmy 12 lotów. Jak jeden instruktor był w szybowcu z uczniem, to drugi go holował, a drugi uczeń samochodem ściągał szybowiec z pasa do startu. O 9.00 skończyliśmy latać i o 10.00 pojechaliśmy do domu jeszcze przed największym upałem.
Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1584 Skąd: Sheffield
Wysłany: Dzisiaj 18:56
Ten wiersz wygląda tak jakby Ci się napisał na jednym oddechu. Jest taki radosny.
Upał we Wrocławiu musi być trudny do zniesienia. Pamiętam jak wrocławianie przyjeżdżający nad Bałtyk latem mówili, że czują się nareszcie dobrze nawet jak nad morzem było grubo ponad trzydzieści stopni.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Ten wiersz wygląda tak jakby Ci się napisał na jednym oddechu. Jest taki radosny.
Upał we Wrocławiu musi być trudny do zniesienia. Pamiętam jak wrocławianie przyjeżdżający nad Bałtyk latem mówili, że czują się nareszcie dobrze nawet jak nad morzem było grubo ponad trzydzieści stopni.
Większość moich wierszy napisałem "na jednym oddechu". Gdy wiersz piszę ponad 20 minut, to pozostawiam go i nie ciągnę na siłę. Ryzyko jest tylko takie, że gdy dopisuję w innym dniu ciąg dalszy, to często zmierza ku innemu zakończeniu.
Jak skończyliśmy latać, to było już 31 stopni, a gdy po 10 jechałem do domu, to miejscami na obwodnicy było 37 stopni.