W ten wieczór miały się ku sobie tylko lipa i kasztan
zakleszczone nad pawilonem kiosku
i szpagatową kawalerką w misterium darcia łacha
po jesiennym ćmaku.
Odstający Janek niespodziewanie zdetonował ciszę:
w tym roku chyba nie było chrabąszczy.
W śmiechu dogaszał się sezon pierwszych podpałek
w piekle świetlików.