Mój ojciec był śniegiem w porzeczkach,
Przenajświętsza Panienka okryła
go osmaloną nałęczka z resztek strzechy sąsiadów
i zadaszyła na zawsze.
Odnosił poczerniałe od krwi pniaki,
wrzucał do bunkrów trzonkowe granaty,
żegnając je po chłopsku serią na krzyż.
Kiedy już z mamą żęli żyto
na nowe poszycia,
zza miedz waliły obuchy rozpoznawanych siekier.
Ćwiczenia na postaciach
Pamięć to nie jest utrzymanie lastryka na mogile.
Moją ojczyzną jest Polska Podziemna, powiedział może ostatni niezłomny,
tegoroczny maturzysta.
Ojciec, były partyzant chronił mnie przed nią,
bardziej zamknięty po skatowaniu przez milicję.
Otworzył się tylko raz,
nawet podczas bitki z Niemcami albo Banderowcami,
po wycelowaniu, zawsze zamykał oczy,
bo nie na ślepo wierzył,
że jest jeszcze coś, do rozpoznania przez Boga.
Hm, zbrakło tu miejsca na Ruska, najgorszego wroga, bo z judaszem w sercu,
ale rozumiem potrzebę ważenia; brunatna konfa kocha ruskich.
msz 'Ćwiczenia...' dobrym, bd skonstruowanym wierszem.
Dużo dużo lepszym, od 'Uciekinierki', choć użyto tam - jak zwykle u ciebie - ciekawych środków wyrazu obrazu. W tym jesteś bezsprzecznie pozytywny.
pozdrawiam, wk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
Pitolenie o ruskich, brunatnej konfie nie ma koleracji z tekstem.
Konfa, PIS, KO i pozostały, żarłoczny planton polityczny, to już nie moja bajka.
Jesteśmy skazani na odwiecznego wroga - mniejsze lub większe zło.
Nasze piekiełko, a po bokach Niemcy i Rosja, którzy zawsze grali i wciąż grają w dwa ognie.
To się nie zmieni.
Mój stary, często w niedzielę, w czas komuny podśpiewywał swoją zwrotkę:
,,Jeszcze Polska nie zginęła póki kura w garnku''.
Pozdrawiam.