Odwiedzili mnie Synkowie. pamiętają palce dłoni.
Mrówka też, choć bardziej stara się nie zlecieć
z balustrady i nie skręcić sobie karku
na żelastwie balkonowym. Goni rok za rokiem goni,
spiesznie jakby do parady i sposobiąc pośród żartów
do rozmowy dla nich ważnej.
Łyna spływa tu od wieków, czas złudzeniem nieporadnym.
W wodzie tonie piękno z grzechem ptak wieść niesie
jako życie, ktoś hieroglif jak przestrogę
wymalował na chodniku. Lato ogień trawi jesień
my w niej wcale nie zabawni; balkon w kwiatach tętni życiem
pszczół, a dzieci tylko w nicku.
25.07.26
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk