Czy to wszystko nie było tylko złym snem? Czy nie zastanawiałaś się nad tym po raz kolejny?...
Głośne, przeciągłe westchnienie obudziło mnie dziś w nocy. Potem już nie zasnąłem, bo obserwowałem w milczeniu twoją kamienną twarz. Pogubiłaś się. Zaplątałaś we własnych myślach, a to, do czego cię doprowadziło?
Zniewoliło? Osaczyło? Kolejny dziwny wątek zabrany ci wprost z życia. Czy coś z tego pamiętasz?
Lepiej będzie jak przyznasz się do wszystkiego...Nie chcę nalegać, ale i tak wszyscy wskażą na ciebie palcem i osądzą bez skrupułów. Nie przekonasz ich do zmiany wyroku. O tak... To dopiero jutro ją zobaczysz....Zachwycisz się nią, a potem...
Potem będzie nicość? Być może, chociaż niekoniecznie. Przecież sami księża mówią: jako w życiu tak i po śmierci...Współczuję ci...Znowu będziesz śnić rzeczy niewytłumaczalne prostymi definicjami...Niezrozumiałe...Wolisz to? Czy wolisz....
Miejmy już to za sobą...Powiedz jedno krótkie słowo: tak...
Część pierwsza
Nie czekała aż ktoś zrobi to za nią. Wolała działać sama i zawsze do końca... Czasem tylko głośno zaklęła, dając upust swojej niepohamowanej flustracji. Wtedy była naprawdę sobą. Nie udawała. Nie kłamała. I klęła jak szewc...Oczywiście wtedy, gdy nikt nie słyszał. Wtedy naprawdę sama sobie się dziwiła, że potrafi tak przeklinać.
Dziś czuła, że potrafi wywrócić niebo do góry nogami i wybrukować je szarym kamieniem
sprzed trzydziestu lat. Zapaliła papierosa. Z nudów puszczała kółeczka dymu. Papieros przepijała czarną kawą bez cukru. Czasami dorzucała do niej jeszcze cynamon i wanilię. Rarytas...
- Nie wiem czy dobrze trafiłam...- jej rozmyślania przerwał młody, dziewczęcy głos, dochodzący przez otwierające się drzwi. W progu stanęła kobieta ubrana na czarno. Nie była jednak bardzo młoda jak się okazało. Jej twarz była bardzo pomarszczona a włosy przyprószone siwizną. Miała niespokojny wzrok.
- Witam, w czym mogę pomóc?- zapytała zaskoczona Natalia, odstawiając kubek z kawą. Ktoś wszedł do jej mieszkania bez pytania. Zostawiła otwarte drzwi? Dziwne...Ominęła kobietę. Znalazła się na przedpokoju. Drzwi były zamknięte. Zmarszczyła brwi.- I zależy kogo Pani szuka...I jak Pani tu weszła?
Gość rozglądał się wokół, jakby czegoś szukając. Nie wiadomo, co... Natalia obserwowała samicę... Taką samą jak ona...Wydawać by się mogło, że są w tym samym wieku, ale coś jej szeptało, że nowo przybyła jest o wieki starsza od niej. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdzieś kiedyś spotkało ją te same spojrzenie tej samej kobiety ubranej na czarno. I ta siwizna włosów zmusiła ją do myślenia...Kolor zielonych oczu przyciągnął... Poczuła się jednak jakoś tak inaczej, gdy nieznajoma zbliżyła się do jej biurka i stanęła prawie twarzą w twarz...Nie budziła litości...Raczej wrogość...
Coś jej podszeptywało do ucha...Uważaj...Nie zdradź jej kim jesteś tak naprawdę...Sumienie czasem potrafi być zabójcze...
- Szukam...ciebie...Mam ci coś ważnego do powiedzenia...- ton głosu przybyłej nie wróżył nic dobrego.
Natalia miała wrażenie, że zapada się w dziwny stan, którego nie potrafiła opisać. Westchnęła.
- Proszę usiąść. Może napije się Pani kawy? Herbaty?
- Nie mam na to czasu. Przyszłam tylko Pani powiedzieć, żeby Pani omijała nas z daleka. My nie jesteśmy dla Pani ani Pani dla nas.
- Nas?- Natalia zdziwiła się.- Kogo nas?
- Nas. Omijaj nas z daleka. Nie chcemy zrobić ci krzywdy, ale gdy zbliżysz się do nas...
- Pani mi grozi?- Natalia wpatrzyła się zdumiona w zielone oczy kobiety w czerni.
Kobieta spojrzała na Natalię z pogardliwym uśmiechem. Odwróciła się na pięcie i wyszła, wprowadzając Natalię w stan zdumienia i zaniepokojenia.
Natalia zapaliła kolejnego papierosa i nalała sobie kolejnej kawy. Tym razem słowa tej kobiety wystraszyły ją nie na żarty. Kim ona była? O kim mówiła? O nas? O jakich nas?
***
Oparła się plecami o oparcie krzesła. Miała wrażenie, że zapada się w sen. A czymże jest stan uśpienia? Hibernacja-przeczekanie...
Otrząsnęła się z paskudnych myśli. Zaczęła przeglądać pliki na komputerze. I nagle było słychać: Mam wirusa, mam wirusa.
Zaklęła głośno. Nie była w stanie powstrzymać swoich emocji. Zadrżała, ale potem uspokoiła skołatane nerwy. Dobrze, że miała wszystkie pliki zapisane na płytach. Komputer odda do naprawy. Przynajmniej na kilka dni będzie mieć spokój z papierkową robotą. No tak, ale przecież... Czy kiedyś się z nią upora?
Nagle dobiegł ją za drzwi odgłos kroków. Ktoś szedł szybko. Prawie biegł. Kto? Gdzie? Przecież korytarz kończył się tuż blisko jej drzwi, a przecież było słychać tak, jakby ktoś biegł i biegł bez końca. Zaciekawiona, choć z bijącym sercem wychyliła głowę zza wpółotwarte drzwi. Nie była pewna czy dobrze robi, ale...
Na korytarzu nic nie działo się jednak. Było spokojnie. Zdziwiona, wzruszyła ramionami i zniknęła z powrotem w domu. Chyba mam halucynację... Z zamyślenia wyrwał ją płacz dziecka, więc zniknęła na chwilę w sypialni. Kiedy poszła do kuchni, podgrzać dla córeczki mleka, ktoś zapukał do drzwi. Wyłączyła gaz pod garnkiem. Skierowała się w stronę drzwi.
Otworzyła je. Na korytarzu stał Sebastian. Był lekko zdyszany. Podpierał się ręką o ścianę.
- Wpuścisz mnie?- spytał drżąc. Spojrzała na niego niepewnie.
- Skąd znasz mój adres?
- Lepiej nie pytaj...Wpuścisz czy nie?
- Wejdź...- zamknęła za nim. – Kto ci powiedział, że tu mieszkam? Sebastian...
- Nie mogę ci powiedzieć...Słuchaj...Wysłano mnie do ciebie z pewną misją...Nikt nie ma prawa się o tym dowiedzieć...
- Ale ja już nie biorę w tym udziału...
- Wiem...
Dziecko rozpłakało się znowu. Natalia spojrzała na Sebastiana ciepło.
- Poczekasz?
- Jasne. Nie zamierzam nigdzie wyjść dopóki...
- Zaraz wrócę...
Sebastian podreptał za nią.
- To twoje dziecko?
- A jak myślisz?
- Śliczna. Zupełnie jak jej matka...- rzekł cicho, patrząc jak Natalia karmiła malutką dziewczynkę.
Kiedy nakarmiła, wrócili do kuchni.
- Napijesz się czegoś skoro już tu jesteś?
- Kawy...Słuchaj...Nie wysłano by mnie do ciebie, gdyby to nie było takie pilne...Nie mogę też wrócić bez ciebie...- uśmiechnął się do niej lekko.
Podała mu kawę z laseczką wanilii i cynamonu. Taką uwielbiał.
- Jestem już kimś innym niż byłam...
- Natalio nie prosilibyśmy ciebie o pomoc, gdyby nie...
- Nie. Nie zgadzam się. Wybacz mi, ale ja już przestałam się w to bawić. Powiedziałam coś śmiesznego?
- Nie... Skądże...Natalio...a może jednak nam pomożesz...
- Nie mam zamiaru. I zapomnij o tym adresie. Jak pamiętasz byłam...
- Wiem. Wiem. Przeczekałaś ten okres, więc może teraz...
- Nie.
Nastała chwila niepokojącej ciszy. Przeczekałaś...To zabrzmiało jak wyrok...Zerknęła ukradkiem na Sebastiana. Teraz każdy dowie się, że...
- Może najpierw opowiem ci o co chodzi...Przemyślisz całą sprawę...Bez ciebie nie damy sobie rady...
Po kiego licha była potrzebna ta zmiana nazwiska, adresu i miejsca pracy, skoro i tak... Ech... Na nic to się zdało, skoro i tak dopadną ciebie wszędzie gdziekolwiek będziesz. Sebastian mimo jej protestów zaczął snuć opowieść o tym dlaczego ma być im potrzebna. Słuchała, choć nie w tak dużym skupieniu jak jej się wydawało. Przytakiwała, chodziła po pokoju tam i z powrotem. Tak dokładnie nie wiedziała o czym mówi, a wydawało jej się, że przemawiał wieczność. Przeczekanie nie doszło do skutku...Cóż... Wzięła do ręki owoc granatu. Z czymś jej się kojarzył...Przypomniała sobie mitologię...Demeter i Kora... No tak...Za dużo wrażeń.
- I co? Zgodzisz się?- spytał z nadzieją w głosie
- Już mówiłam, że nie jestem tym kim byłam...- powiedziała z powagą.
Sebastian spuścił wzrok. Szkoda-pomyślał- znów pracowalibyśmy razem...
I byłoby jak dawniej?...Potrząsnął przecząco głową. Nie. Nie byłoby jak dawniej. Już nie jest tak jak przed rokiem. Coś zostało w jej psychice i nie chce wydostać się na powierzchnię, żeby dać jej odetchnąć. Ledwo ją rozpoznał, kiedy mu otworzyła. Zastał ją zaniedbaną, zmęczoną i pragnącą ucieczki od świata i ludzi, a jej nie tak łatwo uciec... Tyle razy próbowała zmienić swoje życie, ale ktoś lub coś na to nie pozwalało...Wolała się ukrywać, choć...
- Wiem, ale jesteś nam potrzebna. Pomóż nam.
- Sebastianie...Ja naprawdę nie mogę...Nie mam z kim zostawić małej... Straciłam kontakt z rodziną... Po tamtym wydarzeniu uważają mnie za wariatkę i nie chcą mnie znać, choć od dzieciństwa wiedzieli kim jestem...Wybacz, ale nie chcę żyć tak jak żyłam. Chcę być normalna. Zapomnijmy o tej rozmowie. Zapomnij, że tu byłeś...Do widzenia...
Wstał od stołu.
- Dzięki za kawę. Jeżeli jednak będziesz chciała...
- Wątpię... Żegnaj...
Wyszedł. Patrzyła za nim przez okno, jak wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon. Znów musi zmienić miejsce, bo będą próbować ją znaleźć...I... Zaczęła się pakować.
- Dokąd to się Pani wybiera?- drogę zastąpił jej właściciel kamienicy. Był mały, tłusty o wąskich oczkach i rzadkich, blond włosach. Orli nos, odstające uszy nadawały tej postaci groteskowy wygląd.
- Wyjeżdżam.
- Musi mi Pani jeszcze zapłacić za mieszkanie.
- Dobrze. Czy mogę u Pana uregulować czynsz?
- Oczywiście...Proszę za mną.
Zaczęli zmierzać w stronę jego mieszkania, kiedy Natalia dostrzegła na korytarzu krople krwi.
- Chwileczkę...Niech Pan poczeka...- poprosiła i kucnęła.
Dotknęła palcem krwistej mazi. Była świeża, choć zapach nie był zbyt przyjemny. Rozejrzała się wokół. Dostrzegła kilka następnych kropel.
- Widzi Pan to?- zapytała cicho. Mężczyzna rozejrzał się badawczo. Pokręcił przecząco głową.
- Nic nie widzę...Stroi sobie Pani ze mnie żarty? Nieładnie...
- Na pewno Pan tu niczego nie widzi?
- Niech Pani będzie poważna pani Gawrońska, bo zadzwonię po psychiatrę.
Wzdrygnęła się. W życiu...Pomyślała... Prędzej zginiesz, niż...
- Wejdźmy do domu. Moja żona wyszła właśnie. Może Pani usiądzie?
- Nie, dziękuję...Zapłacę szybko i odejdę...
- Ktoś Panią ściga? Może jest Pani przestępczynią?
- Jestem porządną obywatelką. Niech Pan wybaczy. To jest czynsz za dwa miesiące. Tyle ile się umówiliśmy.
- A może jednak napije się Pani czegoś? Jest Pani taka śliczna...Zawsze mi się Pani podobała...Ma Pani takie jędrne piersi... – powiedziawszy to, złapał ją mocno za nadgarstek i chwycił jedną dłonią za jej pierś. Kopnęła go, ale jej nie puścił. Trzymał mocno. I śmiał się szyderczo... Zupełnie jak...Splunął jej w twarz i uderzył w brzuch. Zwinęła się z bólu. Próbowała mu się wyrwać, ale nie dała rady. Niby był mniejszy od niej, tłuściejszy, ale...
- Auu.... – zawył nagle i wypuścił ją z uścisków. Upadł na podłogę i patrzył na nią błagalnie- Co mi zrobiłaś ty dziwko??? Co mi zrobiłaś suko??? Nie daruję ci tego...Nie daruję...
Patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczyma. Wił się po podłodze jak wąż. Z jego ust wyciekała gęsta, żółta i śmierdząca maź. Jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodeczki.