Stoję na mrocznej ulicy. Niewielki zielony autobus już ma ruszać, ale ja muszę wsiąść do niego, żeby powiedzieć do widzenia.
Wsiadam.
I
W środku jest tłoczno, lecz natychmiast zauważam koleżankę, która czeka na uścisk i cmok w policzek.
- No to jeszcze raz, trzymaj się, pa, postaram się zadzwonić po południu – mówię i zaczynam przepychać się do wyjścia.
II
Autobus ruszył zanim wysiadłam. Naciskam przycisk dzwonka, żeby dać znać kierowcy, że chcę wysiąść. Autobus jedzie dalej. Kierowca, nawet się nie obejrzał, żeby sprawdzić, kto nacisnął przycisk.
III
Czuję się jak w pułapce. Moja koleżanka zniknęła, na jej miejscu siedzi jakiś osowiały staruszek licząc drobne wysypane na kruchą dłoń.
- Jedenaście, trzynaście, piętnaście siedemdziesiąt pięć. Wystarczy – mówi do mnie. Podaje mi pieniądze i spogląda przy tym smutno. Ma bardzo jasne, zielone oczy.
IV
Wyciągam rękę po pieniądze, są kolorowe, jak żetony, pod spodem mają malutkie światełka. Nie ma na nich żadnych cyfr. Pytam:
- Skąd wiesz dziadku, że to piętnaście siedemdziesiąt pięć? – i patrzę na staruszka. Ale go tam, gdzie był - dopiero przed sekundą przecież - nie ma.
V
Autobus jedzie dalej. Przyciskam jeszcze raz dzwonek, ale kierowca nadal mnie ignoruje.
- Ja wysiadam – zaczynam przekrzykiwać pasażerów, ale nie wiem, czy mnie słyszy.- Słyszy pan? ja wysiadam!
- Niech pani nie krzyczy, ja dobrze słyszę.
- To niech się pan zatrzyma, ja wysiadam!
- A gdzie pani jedzie?
- Ja nigdzie, ja wysiadam!
- Tu nie ma przystanku – odpowiada kierowca i jedzie dalej.
VI
Autobus zatrzymuje się po chwili i wsiada grupka kobiet z małymi szczeniakami w koszykach. Zaczynam się przepychać do wyjścia, ale kobiety krzywo patrzą i strofują mnie, że przeszkadzam, że szczeniaki się boją i żebym się nie pchała.
- Ale ja wysiadam! – próbuję przekrzyczeć kobiety i szczeniaki.
VII
Nie zdążyłam. Autobus rusza. Kobiety siadają na ławkach, ustawiając koszyki, z których wysuwają się bukiety kolorowych kwiatów.
- Co się stało ze szczeniakami? – pytam.
- Urosły – prawie unisono odpowiadają chórem kobiety.
VII
Kierowca odwraca się w moją stronę i znowu pyta:
- Dokąd pani jedzie?
- Ja donikąd, ja wysiadam.
- Ale tu nie ma przystanku.
VIII
Jestem zmęczona, nigdzie nie chcę jechać, ja chcę wysiąść. Krążki pieniędzy zaczynają dźwięczeć w moich dłoniach i coraz jaśniej świecić.
- Dam panu wszystkie, całe piętnaście siedemdziesiąt pięć – mówię do kierowcy.
- Dziękuję – odparł i myślę, może się teraz zatrzyma, ale on jedzie dalej.
- Ja wysiadam! – krzyczę zdesperowana.
- Niech pani nie krzyczy, słyszę. Ale tu nie ma przystanku.
IX
- Ja wysiadam! – krzyczę jeszcze raz i rzucam całą garść kolorowych krążków w okno autobusu.
Okno rozpływa się.
Autobus znika.
Stoję na szczycie wysokiej wydmy, nad którą wisi niebieskie słońce.
W dole, na plaży w równych rzędach leżą ludzie.
Zaczynam schodzić w dół po gorącym piasku i nagle czuję, że lecę.
•••••••
budzę się.
odsłaniam okna.
szary poranek tonie w lekkiej mgle.
na czarnej komodzie nieporuszony siedzi budda.
pachnie cytrynową bazylią.
Uwaga do ilustracji: co prawda autobus był zielony, ale to drobny szczegół, który na jawie można łatwo zmienić. We śnie jest to po prostu niemożliwe.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Dołączyła: 22 Cze 2008 Posty: 14517 Skąd: Gliwice / obecnie Göteborg
Wysłany: 2008-11-02, 07:53
a budda za każdym razem cierpliwie na komodzie siedzi dodając całości tego niewidzialnego lśniącego pyłku co noszą go na skrzydłach egzotyczne motyle - A TY jesteś jednym z nich .............wśród nas..
_________________ wieczność przed nami i wieczność za nami
a dla nas ... chwila - między wiecznościami
a budda za każdym razem cierpliwie na komodzie siedzi dodając całości tego niewidzialnego lśniącego pyłku co noszą go na skrzydłach egzotyczne motyle - A TY jesteś jednym z nich .............wśród nas..
Witaj NN w prozaiczynch progach
Ja i motyl? Dziękuję, hmmm, aż się zarumieniłam , taki egzotyczny komplement.
I masz rację, budda siedzi,patrzy, myśli, zapamiętuje, wciąż w tym samym miejscu (prawie, bo czasem go przesuwam przy odkurzaniu).
Nota bene, niedługo się będzie przenosił...
jesiennie niezmiennie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
zgadzam się w 100 %
sen może i stresujący - bo to ani wysiąść ... ale jak ładnie opisany ... jednak ... kolorowy, niesamowity ...
Marku, dziękuję
Sen męczący, ale przyznasz, że życie na jawie czasem też trzyma nas w swoich ryzach i wysiąść nie można.
jesiennie niezmiennie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E