Nocy złodziej podchodzi pod nieba drzwi,
czeka, by księżyc otworzył swe okno.
Srebrny aster, co zapłonie, jeszcze śpi,
wtulił głowę w puch chmury, płatki mokre.
Cisza wokół, senna pustka nad światem,
ta pora kolorami nie szafuje.
Mrok i złodziej, jak rodzony brat z bratem,
kradzież nocy na migi planują.
- Ten księżyc mogę schować do kieszeni,
będzie pewnie mi próbował uciekać,
może w krążek blaszany się zamieni,
albo szklankę wypełnioną białym mlekiem.
Potem łapać gwiazdy, lecz tych bez liku,
jak poradzę tu sobie z ich wielością?
Czy pozwolą się schwytać bez krzyku,
bez wołania pomocy, czy litości.
Będę musiał je zwabić sposobem,
jakimś gestem, lukrowymi słówkami,
żeby tylko nie pogasły po drodze,
zanim umknę z moimi skarbami.
...
Okno w niebie na oścież otworzył,
księżyc, z ciągle zaspanymi oczami,
zaskoczony, że o właściwej porze
nikt nie zbudził go serenadami.
Nie wie jednak, że ta cisza nie wróży
nic dobrego, zwykłej nocy, jak co dzień,
że pod drzwiami po krętej podróży
czyha w mroku, cierpliwie, nocy złodziej.
Złodziej kieszeń pod pazuchą odpina,
dłonią sięga do okna i strąca
kulę srebra, zaspanego olbrzyma,
łagodnego przeciwnika dla słońca.
Ech, księżycu mogłeś dziś zastrajkować,
zamiast spiesznie otwierać okiennice.
Trzeba było w ciemny kąt zanurkować,
a nie błądzić na podniebne ulice.
Teraz gwiazdy na scenę plejadami...
Wchodzą: lwy, płyną: ryby a łabędzie
rozpryskują, jak diamenty, skrzydłami
konstelacje, senny mak skrzy się wszędzie.
Bez podejrzeń utartymi drogami,
biegną bawić się i pleść andromedy,
pisać morsem światła krótkie telegramy,
puszczać błyskiem latawce-komety.
...
- Mam już kieszeń wypełnioną księżycem,
z promieniami chłodniejszymi od srebra.
Teraz tylko się uwinę z gwiazdami.
Jak najwięcej, choćby w dłonie, pozbieram.
...
Rozbawione, wesoło puszczają
perskie oczka bez złego przeczucia,
że przy drzwiach północnego raju
złodziej nocy czatuje w ukryciu.
Pierwszą złapał, gdy odeszła na chwilę,
żeby siostrę odnaleźć zbłąkaną.
W dłoni ukrył ją - ze światła motyla,
po niej inne, bo nie chciały być same.
- Jestem sprytem! jestem nocy złodziejem!
Mam już wszystkie jej ozdoby, klejnoty!
No i z nikim się nie będę dzielił!
Powymieniam błyskotki na banknoty.
...
Smutna noc w ciemności welonie,
opuszczona, samotna i niczyja,
pewna prawie, oto nadszedł jej koniec,
że ostatnia jej minuta przemija.
Jednak złodziej nie ukradł wszystkiego,
choć tak bardzo nicpoń próbował,
bo nie zwinął rolek cienkiego
atłasu, aksamitu, co nieba osnową.
Księżyc, gwiazdy, pogasną, gdy tylko
światło dnia wyjdzie z mrocznej pieczary.
Nocne skarby zamienią się w szkiełka,
bez wartości, bez duszy, bez czaru.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E