POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Kilimandżaro - góra złych duchów
Kilimandżaro - góra złych duchów
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-12-10, 18:51   Kilimandżaro - góra złych duchów

Wersja bezkropkowa opowiadania, po rozmowach z Czytelnikami, którym kropki przeszkadzały w czytaniu. Pod nią zostawiłam wersję kropkowaną.


Kilimandżaro – góra złych duchów



- No, komunistą to ja na pewno nie będę.

Szli całym chodnikiem, nie zwracając uwagi na świat. Była środa.

- Czemu nie? – odezwał się Ryży. – Wszystkim wszystkiego po równo. Nie musisz się o nic martwić.
- Wiesz, pieprzysz po prostu, pieprzysz, ja mam w dupie wszystkiego po równo, to gówniana zasada – twierdził Jasiek.
- Ale nie musisz myśleć, papu podane do pyska, jednakowa ścieżka – Ryży najwyraźniej nie miał ochoty ustąpić.

Środy kończą się historią i to historią z młodą historyczką.
- Pani psorko, muszę wyjść – mówi Ryży uśmiechając się od ucha do ucha, szczerząc żółte zęby. Reszta klasy czeka, co będzie dalej.
- Słuchaj Romku, za chwilę i tak przerwa. Już kończymy – tłumaczy spokojnie historyczka.
- Ale ja naprawdę muszę wyjść ... – chwila zawieszonej ciszy i Ryży kontynuuje – muszę pobyć w samotności.
- Czy coś się stało? – historyczka jest najwyraźniej przejęta.
- Nie, nic takiego, wzruszyłem się, muszę coś przemyśleć – Ryży, szczerząc żółte zęby, patrzy nauczycielce w oczy i zbiera książki do torby.
- Co takiego? – nie daje za wygraną historyczka, dając się wciągnąć w grę.
- No, wie pani psorka, ta równość, to takie piękne. Tak ładnie nam pani o tym opowiedziała. Ja się chyba zmienię, dzięki pani, będę wzorowym komunistą.

Dzwonek przychodzi w samą porę.


•••••••
- Dzisiaj eksperymentowałem – mówi Jasiek. – Wysikałem się pod drzewkiem Jabłonkowskiej. Olałem, olałem drzewko, kurde. Mogłem w domu, ale chciałem spróbować, co się stanie. Tyłem stałem, ale czułem jak się gapią. Cyrk, mówię wam, ale kurde cyrk.

Idą całą szerokością chodnika. Andrzej pali, Krzysiek kopie jakąś butelkę, czekając aż szkło rozpryśnie się o płyty chodnika, Ryży gryzie lekko przywiędłe jabłko, które od kilku dni nosił w torbie. Gdy dogryza się do środka żółtej kuli wypluwa pestki, w końcu rzuca ogryzek na trawnik.

- No i teraz też, ty też nadajesz się kurde do mojego eksperymentu – komentuje lot ogryzka Jasiek.
- Co za kurde eksperyment? Co ty pieprzysz? Ogryzek żem rzucił i tyle – Ryży stara się zrozumieć o co chodzi Jaśkowi.
- Anarchizm, stary, anarchizm, to jest to, czego nam potrzeba – Jasiek ma błysk w oczach i to taki, jak w chwilach, gdy patrzy na tę osiedlową pięknotkę, do której nie potrafi podejść i zagaić, nigdy pewnie nie podejdzie.

- Co ty pieprzysz? Jaki anarchizm? – Ryży nie rozumie powiązania ogryzka i anarchii.
- To ty pieprzysz. Jak pieprznąłeś tym ogryzkiem, to byłeś anarchistą. Nie dostosowałeś się do normy. Norma, kapujesz? to kosz, kurde, kosz, rzut do kosza. Ogryzek świadomie wrzucony na miejsce. A ty, kurde na trawnik. To jest anarchia.
- Zaśmiecanie, stary, zaśmiecanie, nie anarchia – wtrąca Andrzej, rzucając na chodnik peta.
- Ale to też anarchia, bo się nie pieprzysz, stary. Rozumiesz? Rzucasz, gdzie chcesz. To jest to, czego szukałem.

Słońce grzeje, zupełnie jak w lipcu a tu przecież dopiero kwiecień.
Matura za ...


•••••••
- Stary, widziałem dzisiaj tę małą – Ryży ma błysk w oczach.
- Kurde, a,gdzie? – pyta Jasiek.
Idą całą szerokością chodnika. Andrzej pali, Krzysiek, trzymając ręce w kieszeniach, w milczeniu pokopuje puszkę po koli.

- Rano, przed szkołą. Kurde, mówię wam, takie warunki! Cycki jak Kilimandżaro – rozmarza się Ryży.
- Jakie cycki? Czy ty wiesz, co mówisz? – nie wytrzymuje Krzysiek.
- No jak nie wiem? pieprzysz, cycki, każda baba ma cycki a ta mała to szczególnie – upiera się Ryży.
- Chcesz ją zerwać? – pyta Krzysiek.
- Kurde, idiota, no idiota żeś całkiem! Kto by nie chciał? Jakbym ją gdzie dopadł po ćmoku – Ryży ma błyski w oczach.
- I co byś jej ciulu jeden powiedział? – kpi Krzysiek.
- Nic, nic bym nie powiedział. Za cycki bym złapał, ten śnieg na Kilimandżaro był roztopił – chichocze Ryży.
- To byś w mordę dostał, stary, jak nic w mordę – włącza się Jasiek.
- W mordę, kurde mówisz? Myślisz, że by nie chciała, żebym ją za te cycki? – dziwi się Ryży.
- Naucz się podejścia do kobiet – mówi Krzysiek.
- Kurde podejścia? Pieprzysz, stary – Ryży jest w swoim mniemaniu ekspertem od kobiet. Już dwa razy udało mu się pocałować dziewczynę, dwie dziewczyny, dwa razy, on wie jak postępować z kobietami.

- Podejdziesz i co? – mówi Krzysiek – Co dalej?
- Jak to co? Ja wiem co. Przycisnę ją. I od razu do tych cycków, tak szybko, żeby się nie spodziewała – rozmarza się Ryży.
- A ona w mordę, kurde da ci od razu, w mordę i wrzasku narobi, takie będziesz miał Kilimandżaro – Jasiek nie wytrzymuje głupiej gadki Ryżego.
- No, przecie się zgrywam – spuszcza z tonu Ryży. – Jakbyście widzieli...
- Te cycki – dokłada Andrzej.
- Co mam zrobić? Podejść i co? – poddaje się Ryży.
- Dzień dobry – Jasiek zmienia ton głosu, udając Ryżego. – Ładnie pani wygląda. Już od dawna się pani przyglądam ...
- Ja jej się nie przyglądam, tylko cycki widzę – wzdycha Ryży.
- Od dawna się pani przyglądam. Pani mieszka na osiedlu? Bo widzę panią tu często, przy kwietniku? - podchwytuje Krzysiek.
- Kurde, stary, ja się nie przyglądam, mam gdzieś kwietnik, ja chcę do Kilimandżaro! – krzyczy Ryży. – Cycki, stary!
- Kurde, daj skończyć. Albo się odwal, to właśnie jest twój problem. Nie cycki, nie Kilimandżaro w śniegu, ale: piersi. Rozumiesz idioto? To się nazywa piersi. Jak nie zrozumiesz, kurde tumanie, że to piersi, to żadna z Tobą nie pogada, a co dopiero macać.

Ryży milknie, Andrzej zapala następnego papierosa. Idą całą szerokością chodnika.


•••••••
- Co u Ciebie? – głos w słuchawce lekko przycicha. Czasem, przy złej pogodzie tak się dzieje.
- U mnie? Wszystko OK. Praca, do pracy, o pracy, z pracą.
- Takie czasy. U mnie też dużo roboty. Wracam bardzo późno do domu. Ewa się złości. Ale co ja mogę? Komunizm się nie udał, socjalizm przeszedł błyskawicą, teraz mamy kapitalistyczne podejście do rzeczywistości.
- Tu zawsze tak było... A jak syn? Ciągle się wspina?
- Tak. Teraz w Tanzanii. Wyprawa na Kilimandżaro, śladem Jakubskiego. Ewa się martwi. Ja też.
- Co ty? Kilimandżaro? Pamiętasz? Ale cyrk!
- Już nie pamiętam, prawie. Czasem tylko.
- Eee, stary, tego się nie zapomina.
- Nie zapomina, ale ewoluuje... A jak twoja robota? Kryzys zaczęliście. Światowy - nie przymierzając. Pamiętasz ten twój anarchizm? Co z nim?
- Pamiętam, pamiętam, ale co z tego.
- No, możesz teraz eksperymentować, masz tam wszystko, masz pole do popisu.
- Nie, nie mam. Mam kupkę pink slips na biurku... Dzisiaj wyrzucam trzydzieści osób z roboty.


© Elżbieta 12.10.2008

Lektura uzupełniająca, zupełnie nadobowiązkowa:

Autor tekstu: Bernard Korzeniewski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3728

Cytat:
„Zewnętrzną weryfikację pojęć zapewnić może tylko świat zewnętrzny. To właśnie konfrontacja pojęć ze światem stanowi wtórny ich generator i właśnie dlatego tak istotną rolę należy przypisać naukom przyrodniczym (być może proces ten nie jest w ścisłym sensie „generowaniem", ale na poziomie sieci pojęciowej takie rozróżnienia znaczeniowe ulegają zatarciu). Weryfikacja jest tu znacznie surowsza, niż w obszarze samej sieci pojęciowej. Dzieje się tak z powodu braku zrelatywizowania zależnościami konotacyjnymi, świat zewnętrzny w filozofii wewnętrznej jest „absolutny", „sam w sobie". Nawet ścisłość matematyki nie jest całkowicie autonomiczna, ponieważ operuje ona obiektami (jak liczba, punkt, prosta) zaczerpniętymi pierwotnie ze świata (czy też jego projekcji na potoczną mapę pojęciową). Tak więc, choć niemożliwa jest relacja ścisłej denotacji pomiędzy siecią pojęciową i światem realnym, to fakty tego świata stanowią punkty, wokół których muszą się zacieśniać oka sieci pojęciowej, o ile ma ona utrzymać kontakt ze światem. A ponieważ tego właśnie wymaga pragmatyzm ewolucji biologicznej, nasza sieć pojęciowa jest w jakiś sposób przystosowana do eksploracji świata zewnętrznego. Z drugiej strony to, co wystarczało naszym przodkom do polowań na mamuty, może zawodzić w dalszym poznawaniu świata, teraz, kiedy przestał już właściwie funkcjonować dobór naturalny. Innymi słowy, struktura aparatu pojęciowego na pewno nie jest preadaptowana przez ewolucję do rozwiązywania problemów naukowych czy filozoficznych.

Poza tym, naszą psychiką kierują, poza popędem poznawczym, także inne popędy (np. instynkt samozachowawczy), odciągające nas od „prawdy obiektywnej" w kierunku komfortowania psychicznego. Jednakże zasadniczą przeszkodę w „absolutnym" poznaniu świata stanowi konotacyjność sieci pojęciowej. Z drugiej strony, psychika konotacyjna jest jedyną możliwą i jako taka jest skazana na sprzeczności i niekonsekwencje. Twór jakoś denotacyjny, na przykład komputer, pozostanie z zasady apsychiczny (można by oczywiście wymodelować w komputerze psychikę konotacyjną, ale wtedy polegałoby to po prostu na powtórzeniu ewolucji biologicznej; taka psychika funkcjonowałaby na niejako wyższym poziomie, niż struktura operacyjna komputera).

Możemy podać jeszcze jeden przykład na konieczność wewnętrznej sprzeczności psychiki stworzonej przez ewolucję. Analiza logiczna zawsze wykaże, że „nic nie ma sensu". Inaczej mówiąc, nie da się uzasadnić sensu czegokolwiek. Jednakże osobnik pozbawiony poczucia sensu życia jest z punktu widzenia ewolucji biologicznej bezwartościowy i zostanie wyeliminowany przez dobór naturalny. Istota obdarzona świadomością, istniejąc, popada w sprzeczność logiczną. Dlatego może ona powstać tylko w procesie ewolucji, która ma pewne autonomiczne „cele" (czy raczej mechanizmy) i posiadać tylko psychikę konotacyjną. Jednakże drugą (a właściwie pierwszą) stroną medalu jest fakt, że aparat poznawczy człowieka (a więc i jego sieć pojęciowa) jest w jakimś stopniu skierowany na badanie świata zewnętrznego i na opracowywanie danych z niego napływających. Dobra (przynajmniej w sensie pragmatycznym, instrumentalnym) przystawalność sieci pojęciowej do świata zewnętrznego stanowiła o powodzeniu ewolucyjnym. Jest to powodem, dla którego nauki przyrodnicze, stanowiące wysublimowane narzędzie w badaniu tego świata, uznajemy za tak istotne w procesie generowania pojęć.

Odmiennie sprawy mają się w filozofii. Jeżeli zostaje ona skazana na tworzenie nowych pojęć tylko we własnym zakresie, to proces ten z zasady musi być mało wydajny, a powstałe pojęcia niewiele więcej znaczące od pojęć pustych. Filozofia nie posiada bowiem ani dobrze dookreślonej sieci pojęciowej (a więc i dobrze zdefiniowanego języka), ani bezpośredniego kontaktu ze światem. Nie ma więc możliwości ani wewnętrznego, ani zewnętrznego weryfikowania swych pojęć. Dlatego też filozofia współczesna jest skazana na przyswajanie pojęć z nauk ścisłych i stanowi to praktycznie jedyną szansę jej rozwoju. Zdanie powyższe to główna teza tego rozdziału. Inaczej mówiąc, w naukach ścisłych należy upatrywać głównego generatora pojęć (i paradygmatów) dla filozofii. Zamiast, jak dotąd, wyprzedzać nauki w eksploracji poszczególnych aspektów rzeczywistości, musi ona teraz poczekać na ukształtowanie się w łonie nauki nowych pojęć i sposobów ujęcia rzeczywistości, którymi mogłaby się posłużyć. Relacja pomiędzy filozofią i nauką nie uległa zresztą zupełnemu odwróceniu. Filozofia, jako „bufor semantyczny" na granicy pustki znaczeniowej, będzie zawsze w jakiś sposób wyprzedzać naukę w opisie świata. Jako analogia może tu służyć przykład sukcesji biologicznej. Tak jak na gołej skale najpierw pojawiają się porosty i, zmieniając podłoże, czynią ją dostępną dla innych roślin, które z kolei je wypierają, tak filozofia przygotowuje pewne przestrzenie semantyczne (chociażby przez formułowanie odpowiednich pytań), które następnie zajmuje nauka, dookreślając i weryfikując prowizorycznie ukształtowane przez filozofię pojęcia. Można więc w tej sytuacji mówić o wzajemnej stymulacji. Jednakże o truizm zatrąca stwierdzenie, iż punkt ciężkości przesunął się zdecydowanie w kierunku nauki.

Niniejsza praca nie powstałaby bez zaczerpnięcia z nauk ścisłych pojęć, osi semantycznych czy paradygmatów, takich jak ciągłość, pole, mapy i ich uzgadnianie, czy koncepcja względności. Pochodzą one przede wszystkim ze sfery fizyki i matematyki. Jednakże mniej chodzi tu nawet o poszczególne pojęcia, natomiast bardziej o sposób widzenia świata, w którym nauki ścisłe filozofię wyprzedziły.”

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3728



Wersja kropkowana:
Kilimandżaro - góra złych duchów



- No, komunistą to ja na pewno nie będę.

Szli całym chodnikiem, nie zwracając uwagi na świat. Była środa.

- Czemu nie? – odezwał się Ryży. – Wszystkim wszystkiego po równo. Nie musisz się o nic martwić.
- Wiesz, pier...sz po prostu, pier...sz, ja mam w d...ie wszystkiego po równo, to gów...a zasada – twierdził Jasiek.
- Ale nie musisz myśleć, papu podane do pyska, jednakowa ścieżka – Ryży najwyraźniej nie miał ochoty ustąpić.

Środy kończą się historią i to historią z młodą historyczką.
- Pani psorko, muszę wyjść – mówi Ryży uśmiechając się od ucha do ucha, szczerząc żółte zęby. Reszta klasy czeka, co będzie dalej.
- Słuchaj Romku, za chwilę i tak przerwa. Już kończymy – tłumaczy spokojnie historyczka.
- Ale ja naprawdę muszę wyjść ... – chwila zawieszonej ciszy i Ryży kontynuuje – muszę pobyć w samotności.
- Czy coś się stało? – historyczka jest najwyraźniej przejęta.
- Nie, nic takiego, wzruszyłem się, muszę coś przemyśleć – Ryży, szczerząc żółte zęby, patrzy nauczycielce w oczy i zbiera książki do torby.
- Co takiego? – nie daje za wygraną historyczka, dając się wciągnąć w grę.
- No, wie pani psorka, ta równość, to takie piękne. Tak ładnie nam pani o tym opowiedziała. Ja się chyba zmienię, dzięki pani, będę wzorowym komunistą.

Dzwonek przychodzi w samą porę.


•••••••
- Dzisiaj eksperymentowałem – mówi Jasiek. – Wysikałem się pod drzewkiem Jabłonkowskiej. Olałem, olałem drzewko, k...a. Mogłem w domu, ale chciałem spróbować, co się stanie. Tyłem stałem, ale czułem jak się gapią. Cyrk, mówię wam, ale k...a cyrk.

Idą całą szerokością chodnika. Andrzej pali, Krzysiek kopie jakąś butelkę, czekając aż szkło rozpryśnie się o płyty chodnika, Ryży gryzie lekko przywiędłe jabłko, które od kilku dni nosił w torbie. Gdy dogryza się do środka żółtej kuli wypluwa pestki, w końcu rzuca ogryzek na trawnik.

- No i teraz też, ty też nadajesz się k... do mojego eksperymentu – komentuje lot ogryzka Jasiek.
- Co za k... eksperyment? Co ty piep...sz? Ogryzek żem rzucił i tyle – Ryży stara się zrozumieć o co chodzi Jaśkowi.
- Anarchizm, stary, anarchizm, to jest to, czego nam potrzeba – Jasiek ma błysk w oczach i to taki, jak w chwilach, gdy patrzy na tę osiedlową pięknotkę, do której nie potrafi podejść i zagaić, nigdy pewnie nie podejdzie.

- Co ty pier...sz? Jaki anarchizm? – Ryży nie rozumie powiązania ogryzka i anarchii.
- To ty pier...sz. Jak pieprz...łeś tym ogryzkiem, to byłeś anarchistą. Nie dostosowałeś się do normy. Norma, kapujesz? to kosz, k...a, kosz, rzut do kosza. Ogryzek świadomie wrzucony na miejsce. A ty, k...a na trawnik. To jest anarchia.
- Zaśmiecanie, stary, zaśmiecanie, nie anarchia – wtrąca Andrzej, rzucając na chodnik peta.
- Ale to też anarchia, bo się nie pie....sz, stary. Rozumiesz? Rzucasz, gdzie chcesz. To jest to, czego szukałem.

Słońce grzeje, zupełnie jak w lipcu a tu przecież dopiero kwiecień.
Matura za ...


•••••••
- Stary, widziałem dzisiaj tę małą – Ryży ma błysk w oczach.
- K...a, gdzie? – pyta Jasiek.
Idą całą szerokością chodnika. Andrzej pali, Krzysiek, trzymając ręce w kieszeniach, w milczeniu pokopuje puszkę po koli.

- Rano, przed szkołą. K...a, mówię wam, takie warunki! Cycki jak Kilimandżaro – rozmarza się Ryży.
- Jakie cycki? Czy ty wiesz, co mówisz? – nie wytrzymuje Krzysiek.
- No jak nie wiem? pie...sz, cycki, każda baba ma cycki a ta mała to szczególnie – upiera się Ryży.
- Chcesz ją zerwać? – pyta Krzysiek.
- K...a, idiota, no idiota żeś całkiem! Kto by nie chciał? Jakbym ją gdzie dopadł po ćmoku – Ryży ma błyski w oczach.
- I co byś jej ci...u jeden powiedział? – kpi Krzysiek.
- Nic, nic bym nie powiedział. Za cycki bym złapał, ten śnieg na Kilimandżaro był roztopił – chichocze Ryży.
- To byś w mordę dostał, stary, jak nic w mordę – włącza się Jasiek.
- W mordę, k...a mówisz? Myślisz, że by nie chciała, żebym ją za te cycki? – dziwi się Ryży.
- Naucz się podejścia do kobiet – mówi Krzysiek.
- K...a podejścia? Pie...sz, stary – Ryży jest w swoim mniemaniu ekspertem od kobiet. Już dwa razy udało mu się pocałować dziewczynę, dwie dziewczyny, dwa razy, on wie jak postępować z kobietami.

- Podejdziesz i co? – mówi Krzysiek – Co dalej?
- Jak to co? Ja wiem co. Przycisnę ją. I od razu do tych cycków, tak szybko żeby się nie spodziewała – rozmarza się Ryży.
- A ona w mordę, k...a da ci od razu, w mordę i wrzasku narobi, takie będziesz miał Kilimandżaro – Jasiek nie wytrzymuje głupiej gadki Ryżego.
- No, przecie się zgrywam – spuszcza z tonu Ryży. – Jakbyście widzieli...
- Te cycki – dokłada Andrzej.
- Co mam zrobić? Podejść i co? – poddaje się Ryży.
- Dzień dobry – Jasiek zmienia ton głosu, udając Ryżego. – Ładnie pani wygląda. Już od dawna się pani przyglądam ...
- Ja jej się nie przyglądam, tylko cycki widzę – wzdycha Ryży.
- Od dawna się pani przyglądam. Pani mieszka na osiedlu? Bo widzę panią tu często, przy kwietniku? - podchwytuje Krzysiek.
- K....a, stary, ja się nie przyglądam, mam gdzieś kwietnik, ja chcę do Kilimandżaro! – krzyczy Ryży. – Cycki, stary!
- K...a, daj skończyć. Albo się odp...rz, to właśnie jest twój problem. Nie cycki, nie Kilimandżaro w śniegu, ale piersi. Rozumiesz idioto? To się nazywa piersi. Jak nie zrozumiesz, ku....a, że to piersi, to żadna z Tobą nie pogada, a co dopiero macać.

Ryży milknie, Andrzej zapala następnego papierosa. Idą całą szerokością chodnika.


•••••••
- Co u Ciebie? – głos w słuchawce lekko przycicha. Czasem, przy złej pogodzie tak się dzieje.
- U mnie? Wszystko OK. Praca, do pracy, o pracy, z pracą.
- Takie czasy. U mnie też dużo roboty. Wracam bardzo późno do domu. Ewa się złości. Ale co ja mogę? Komunizm się nie udał, socjalizm przeszedł błyskawicą, teraz mamy kapitalistyczne podejście do rzeczywistości.
- Tu zawsze tak było... A jak syn? Ciągle się wspina?
- Tak. Teraz w Tanzanii. Wyprawa na Kilimandżaro, śladem Jakubskiego. Ewa się martwi. Ja też.
- Co ty? Kilimandżaro? Pamiętasz? Ale cyrk!
- Już nie pamiętam, prawie. Czasem tylko.
- Eee, stary, tego się nie zapomina.
- Nie zapomina, ale ewoluuje... A jak twoja robota? Kryzys zaczęliście. Światowy - nie przymierzając. Pamiętasz ten twój anarchizm? Co z nim?
- Pamiętam, pamiętam, ale co z tego.
- No, możesz teraz eksperymentować, masz tam wszystko, masz pole do popisu.
- Nie, nie mam. Mam kupkę pink slips na biurku... Dzisiaj wyrzucam trzydzieści osób z roboty.


© Elżbieta 12.10.2008

Lektura uzupełniająca, zupełnie nadobowiązkowa:

Autor tekstu: Bernard Korzeniewski; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3728

Cytat:
„Zewnętrzną weryfikację pojęć zapewnić może tylko świat zewnętrzny. To właśnie konfrontacja pojęć ze światem stanowi wtórny ich generator i właśnie dlatego tak istotną rolę należy przypisać naukom przyrodniczym (być może proces ten nie jest w ścisłym sensie „generowaniem", ale na poziomie sieci pojęciowej takie rozróżnienia znaczeniowe ulegają zatarciu). Weryfikacja jest tu znacznie surowsza, niż w obszarze samej sieci pojęciowej. Dzieje się tak z powodu braku zrelatywizowania zależnościami konotacyjnymi, świat zewnętrzny w filozofii wewnętrznej jest „absolutny", „sam w sobie". Nawet ścisłość matematyki nie jest całkowicie autonomiczna, ponieważ operuje ona obiektami (jak liczba, punkt, prosta) zaczerpniętymi pierwotnie ze świata (czy też jego projekcji na potoczną mapę pojęciową). Tak więc, choć niemożliwa jest relacja ścisłej denotacji pomiędzy siecią pojęciową i światem realnym, to fakty tego świata stanowią punkty, wokół których muszą się zacieśniać oka sieci pojęciowej, o ile ma ona utrzymać kontakt ze światem. A ponieważ tego właśnie wymaga pragmatyzm ewolucji biologicznej, nasza sieć pojęciowa jest w jakiś sposób przystosowana do eksploracji świata zewnętrznego. Z drugiej strony to, co wystarczało naszym przodkom do polowań na mamuty, może zawodzić w dalszym poznawaniu świata, teraz, kiedy przestał już właściwie funkcjonować dobór naturalny. Innymi słowy, struktura aparatu pojęciowego na pewno nie jest preadaptowana przez ewolucję do rozwiązywania problemów naukowych czy filozoficznych.

Poza tym, naszą psychiką kierują, poza popędem poznawczym, także inne popędy (np. instynkt samozachowawczy), odciągające nas od „prawdy obiektywnej" w kierunku komfortowania psychicznego. Jednakże zasadniczą przeszkodę w „absolutnym" poznaniu świata stanowi konotacyjność sieci pojęciowej. Z drugiej strony, psychika konotacyjna jest jedyną możliwą i jako taka jest skazana na sprzeczności i niekonsekwencje. Twór jakoś denotacyjny, na przykład komputer, pozostanie z zasady apsychiczny (można by oczywiście wymodelować w komputerze psychikę konotacyjną, ale wtedy polegałoby to po prostu na powtórzeniu ewolucji biologicznej; taka psychika funkcjonowałaby na niejako wyższym poziomie, niż struktura operacyjna komputera).

Możemy podać jeszcze jeden przykład na konieczność wewnętrznej sprzeczności psychiki stworzonej przez ewolucję. Analiza logiczna zawsze wykaże, że „nic nie ma sensu". Inaczej mówiąc, nie da się uzasadnić sensu czegokolwiek. Jednakże osobnik pozbawiony poczucia sensu życia jest z punktu widzenia ewolucji biologicznej bezwartościowy i zostanie wyeliminowany przez dobór naturalny. Istota obdarzona świadomością, istniejąc, popada w sprzeczność logiczną. Dlatego może ona powstać tylko w procesie ewolucji, która ma pewne autonomiczne „cele" (czy raczej mechanizmy) i posiadać tylko psychikę konotacyjną. Jednakże drugą (a właściwie pierwszą) stroną medalu jest fakt, że aparat poznawczy człowieka (a więc i jego sieć pojęciowa) jest w jakimś stopniu skierowany na badanie świata zewnętrznego i na opracowywanie danych z niego napływających. Dobra (przynajmniej w sensie pragmatycznym, instrumentalnym) przystawalność sieci pojęciowej do świata zewnętrznego stanowiła o powodzeniu ewolucyjnym. Jest to powodem, dla którego nauki przyrodnicze, stanowiące wysublimowane narzędzie w badaniu tego świata, uznajemy za tak istotne w procesie generowania pojęć.

Odmiennie sprawy mają się w filozofii. Jeżeli zostaje ona skazana na tworzenie nowych pojęć tylko we własnym zakresie, to proces ten z zasady musi być mało wydajny, a powstałe pojęcia niewiele więcej znaczące od pojęć pustych. Filozofia nie posiada bowiem ani dobrze dookreślonej sieci pojęciowej (a więc i dobrze zdefiniowanego języka), ani bezpośredniego kontaktu ze światem. Nie ma więc możliwości ani wewnętrznego, ani zewnętrznego weryfikowania swych pojęć. Dlatego też filozofia współczesna jest skazana na przyswajanie pojęć z nauk ścisłych i stanowi to praktycznie jedyną szansę jej rozwoju. Zdanie powyższe to główna teza tego rozdziału. Inaczej mówiąc, w naukach ścisłych należy upatrywać głównego generatora pojęć (i paradygmatów) dla filozofii. Zamiast, jak dotąd, wyprzedzać nauki w eksploracji poszczególnych aspektów rzeczywistości, musi ona teraz poczekać na ukształtowanie się w łonie nauki nowych pojęć i sposobów ujęcia rzeczywistości, którymi mogłaby się posłużyć. Relacja pomiędzy filozofią i nauką nie uległa zresztą zupełnemu odwróceniu. Filozofia, jako „bufor semantyczny" na granicy pustki znaczeniowej, będzie zawsze w jakiś sposób wyprzedzać naukę w opisie świata. Jako analogia może tu służyć przykład sukcesji biologicznej. Tak jak na gołej skale najpierw pojawiają się porosty i, zmieniając podłoże, czynią ją dostępną dla innych roślin, które z kolei je wypierają, tak filozofia przygotowuje pewne przestrzenie semantyczne (chociażby przez formułowanie odpowiednich pytań), które następnie zajmuje nauka, dookreślając i weryfikując prowizorycznie ukształtowane przez filozofię pojęcia. Można więc w tej sytuacji mówić o wzajemnej stymulacji. Jednakże o truizm zatrąca stwierdzenie, iż punkt ciężkości przesunął się zdecydowanie w kierunku nauki.

Niniejsza praca nie powstałaby bez zaczerpnięcia z nauk ścisłych pojęć, osi semantycznych czy paradygmatów, takich jak ciągłość, pole, mapy i ich uzgadnianie, czy koncepcja względności. Pochodzą one przede wszystkim ze sfery fizyki i matematyki. Jednakże mniej chodzi tu nawet o poszczególne pojęcia, natomiast bardziej o sposób widzenia świata, w którym nauki ścisłe filozofię wyprzedziły.”

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3728
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 69
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19039
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-12-10, 19:40   

byłem przeczytałem dobrze oddaną scenkę z młodości powiązana z brutalna prozą odanarchizowanej rzeczywistości :)
 
 
Lucy 
Lucyna Mamczur


Dołączyła: 07 Lut 2008
Posty: 2997
Skąd: strawberry fields
Wysłany: 2008-12-10, 21:38   

Też byłam, też przeczytałam. Podziwiam lekkość pióra, Elżbieto. :)

Lubię Cię czytać :)
_________________
Każdy ma swój kawałek nieba
 
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-12-11, 03:21   

Leszek Wlazło napisał/a:
byłem przeczytałem dobrze oddaną scenkę z młodości powiązana z brutalna prozą odanarchizowanej rzeczywistości :)

Leszku, dziękuję za przeczytanie i mini-recenzję :)

Rzeczywistość czasem po prostu przechodzi wszelkie oczekiwania.
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-12-11, 03:25   

Lucy napisał/a:
Też byłam, też przeczytałam. Podziwiam lekkość pióra, Elżbieto. :)

Lubię Cię czytać :)

Witaj Lucy :)
bardzo, bardzo mi miło, dziękuję za komentarz.

A tak na marginesie opowiadania i użytego w nim języka, to przeklinanie ... Nie umiem sobie poradzić z zapisem przekleństw ... To mój problem.
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2008-12-11, 17:02   

Zgodnie z sugestiami niektórych Czytelników, zamieszczam niekropkowaną wersję opowiadania.
:)
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Kilimandżaro - góra złych duchów


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo