Postanowiła wziąć się do dzieła. Kiedy skończy kurs, będzie mogła już tak naprawdę zarządzać firmą i postawi ją na nogi. Ojciec wyjaśnił jej, że przedsiębiorstwo nie działa już tak sprawnie jak kiedyś, że przez Mateusza straciło swoją reputację. Lemele pytała wielokrotnie, co zrobił jej najstarszy brat, ale nie usłyszała odpowiedzi. Jan wolał wtedy zmienić temat.
Pewnego dnia, kiedy schodziła pod schodach, usłyszała podniesione głosy, dochodzące z gabinetu ojca. Podeszła bliżej drzwi, które raptownie otworzyły się i wybiegł z nich zagniewany Mateusz. Z trudem rozpoznała go. Zmienił się w przeciągu trzech lat. Prawie ją potrącił:
- Zejdź mi z drogi, zniszczyłaś mi życie!- krzyknął jej prosto w twarz.- Dziwko! Jesteś taka sama, jak matka! Nic dziwnego, że przez ten cały czas.
Wymierzyła mu policzek. Mateusz stanął na równe nogi.
- Dziwko!!! Ty...
- Mateuszu, przestań proszę! Sam nawarzyłeś sobie piwa, więc musisz go wypić! Nie oskarżaj jej o coś czego nie zrobiła twoimi rękami.
- O tak, ona była zawsze niewinną ofiarą, jakiegoś psychopaty! Szkoda tylko, że nie został dotąd odnaleziony i złapany. A może to ona podcięła wtedy hamulec?
- Gdybym ja to zrobiła, nie leżałabym w śpiączce- rzekła spokojnie, choć serce waliło jej jak młotem- Nie oskarżaj mnie o śmierć mamy. Kochałam ją. Nigdy nie zabiłabym jej. Swoją drogą nie miałam żadnego powodu, by to zrobić. Ona kochała mnie i była ze mną kiedy najbardziej tego potrzebowałam.
- Ha, ha! Nikt nigdy ciebie nie lubił Lemele. Od chwili kiedy....- Mateusz machnął ręką- Ale to już nie moja sprawa.
- Święte słowa, Mateuszu – rzekł Jan, wpatrując się w twarze dzieci. Kiedyś jeszcze miał nadzieję, że syn zmieni się, wydorośleje ( chociaż miał przecież trzydzieści pięć lat, żonę i dwójkę dzieci), ale mylił się. Narkotyki, alkohol, zabawa z kobietami lekkich obyczajów sprawiły, że stał się wyzuty z wszelkich ludzkich uczuć. Jan wskazał synowi drogę do drzwi- A teraz wynoś się i więcej nie wracaj. Nie tylko obraziłeś Lemele, ale i moją świętej pamięci żonę. Nie waż się wracać do tego domu, dopóki nie zmądrzejesz, a wiem, że nie stanie się to zbyt prędko. Pomagałem ci już wiele razy i nie widzę rezultatów. Wyjdź i nie wracaj.
- Tato... – spojrzała na ojca badawczo.
- Nie broń go. On nie jest tego wart.
Mateusz zaklął pod nosem.
- Jesteście siebie warci.- rzekł i wybiegł z domu.
Pisk odjeżdżającego samochodu spowodował, że Lemele zadrżała.
Powiem tak.
Ja bym to inaczej poukładał. Trochę słów wywalił.
Podoba mi się. Konflikty rodzinne, tragedie itd są wdzięcznym tematem do opisywania, bo każdy z nas ma to za sobą albo przed i szuka usprawiedliwień.
Idę do następnych części.
_________________ - Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
Daria [Usunięty]
Wysłany: 2009-01-20, 23:17
jeszcze przemyślę...i dam jutro całość...dzięki Jorg za przeczytanie, choć...
Zawsze warto.
Jeżeli chodzi Ci o mój komentarz dotyczący innego układu i niepotrzebnych słów, to mogę pocytować. Warsztat to coś bardzo nieuchwytnego dla autora i czasami warto dowiedzieć się jak odbiera czytelnik. Przecież nie piszemy dla siebie.
_________________ - Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
Daria [Usunięty]
Wysłany: 2009-01-21, 11:27
nie chodziło mi o Twoój komentarz, jestem bardzo przychylnie nastawiona do wszelkich wypowiedzi czytelników, którzy widzą jakieś błędy, jakich ja nie zauważyłam wcześniej. To poprawia warsztat, szlifuje język, ale czasami tak to twórca ma kiedy dopada go twórcze zwątpienie. I czekam na Twoje propozycje, co by tu zmienić:)
Postanowiła wziąć się do dzieła. Kiedy skończy kurs, będzie mogła już naprawdę zarządzać firmą i postawi ją na nogi. Ojciec wyjaśnił, że przedsiębiorstwo nie działa sprawnie jak kiedyś, że przez Mateusza straciło swoją reputację. Lemele pytała wielokrotnie, co zrobił jej najstarszy brat, ale nie usłyszała odpowiedzi. Jan natychmiast zmieniał temat.
Pewnego dnia, gdy schodziła pod schodach, usłyszała podniesione głosy, dochodzące z gabinetu ojca. Podeszła bliżej. Drzwi raptownie otworzyły się i z gabinetu wybiegł Mateusz. Z trudem rozpoznała brata.
- Zejdź mi z drogi, zniszczyłaś mi życie!- krzyknął. - Dziwko! Jesteś taka sama, jak matka! Nic dziwnego, że przez ten cały czas. ( co przez cały czas?)
Wymierzyła mu policzek.
- Dziwko!!! Ty...
- Mateuszu, przestań, proszę! Sam nawarzyłeś sobie piwa, więc musisz go wypić! Nie oskarżaj jej o coś czego nie zrobiła twoimi rękami - powiedziała.
- O tak, ona była zawsze niewinną ofiarą, jakiegoś psychopaty! Szkoda tylko, że nie został dotąd odnaleziony i złapany. A może ona podcięła wtedy hamulec?
- Gdybym ja to zrobiła, nie leżałabym w śpiączce- rzekła spokojnie. - Nie oskarżaj mnie o śmierć mamy. Kochałam ją. Nigdy bym jej nie zabiła. Swoją drogą nie miałam żadnego powodu, by to zrobić. Ona kochała mnie i była ze mną kiedy najbardziej tego potrzebowałam.
- Ha, ha, ha! (zawsze trzy razy) Nikt nigdy ciebie nie lubił Lemele. Od chwili kiedy....- Mateusz machnął ręką- Ale to już nie moja sprawa.
- Święte słowa, Mateuszu – rzekł Jan, wpatrując się w twarze dzieci.
Kiedyś miał nadzieję, że syn się zmieni, wydorośleje, chociaż miał trzydzieści pięć lat, żonę i dwójkę dzieci. Mylił się. Narkotyki, alkohol, zabawa z kobietami lekkich obyczajów sprawiły, że stał się wyzuty z ludzkich uczuć. Jan wskazał synowi na drzwi.
- A teraz wynoś się i więcej nie wracaj. Nie tylko obraziłeś Lemele, ale i moją świętej pamięci żonę. Nie waż się wracać do tego domu, dopóki nie zmądrzejesz, a wiem, że nie stanie się to zbyt prędko. Pomagałem ci już wiele razy i nie widzę rezultatów. Wyjdź i nie wracaj.
- Tato... – spojrzała na ojca badawczo.
- Nie broń go. On nie jest tego wart.
Mateusz zaklął pod nosem.
- Jesteście siebie warci.- rzekł i wybiegł z domu.
Pisk odjeżdżającego samochodu spowodował, że Lemele zadrżała.
Poprawiłem to po swojemu, co nie oznacza że tak być musi. Łatwiej było mi tak, niż cytować.
_________________ - Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
Sobie poczytałam, wszystkie części
Moim nieskromnym zdaniem czyta się jak scenariusz do sitcom, czy telewizyjnego serialu.
Na razie nie będę oceniać, poczekam aż się rozwinie.
Ładne imię: Lemele. Cygańskie?
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E