POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część trzecia
Oaza - część trzecia
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-16, 04:41   Oaza - część trzecia

I już żałowała, że tu przyszła, że się odezwała, że tak głupio postępuje, że się narzuca, że powinna była zostać w domu, że ma jeszcze czas, żeby wyjść, że może nie jest za późno, że powinna zaczekać, aż on sam zadzwoni, albo przyjdzie, albo zaprosi ją do kina, wyjaśni, czemu milczał, przyśle jej jakiś drobiazg pocztą.

Stała jednak i czekała. Ktoś wyłączył odkurzacz, usłyszała kroki.


Część trzecia

- Kazuki? – usłyszała echo swojego wołania.
Przed Midori stanęła kobieta w nieokreślonym wieku, w uniformie sprzątaczki, w różowych rękawiczkach na drobnych dłoniach.
- Kazuki? O, moja kochaniutka, Kazuki Daichi? Ten z ufarbowanymi włosami? – pytała Midori, żeby się upewnić, że mówią o tym samym Kazuki.
- Tak, Kazuki Daichi – Midori była trochę zadowolona, że szum odkurzacza nie zaprowadził jej do Kazuki.
- Nie pracuje. Już tu nie pracuje – krótka odpowiedź miała być jedyną, jaką usłyszała Midori, bo kobieta w różowych rękawiczkach włączyła odkurzacz.

Midori nie chciała jednak dać za wygraną. Pierwsza myśl o wycofaniu się z biura, o ucieczce, zanim miała skonfrontować ukrywającego się przed nią Kazuki, teraz wydawała się błędna. Nie wyjdzie stąd, dopóki nie dowie się, co się stało.

- Jak to? Nie pracuje? Może mówi pani o kimś innym? On tu, on zawsze pracuje. Długo i tu jest jego piętro – Midori rozglądała się dokoła, sprawdzając numery na kubikach, była przekonana, że to był „rewir” Kazuki.
Kobieta z odkurzaczem nie reagowała. Szum maszyny zagłuszał Midori. Dziewczyna zaczęła więc machać rękoma, żeby sprzątaczka wyłączyła odkurzacz.
- Przecież już powiedziałam: nie pracuje – różowa rękawiczka wyłączyła guzik i maszyna przestała warczeć.
- To na którym piętrze? Teraz na którym? Gdzie go mogę znaleźć? – wypytywała Midori.
- On tu w ogóle nie pracuje – różowa rąkawiczka sięgnęła po miotełkę do odkurzania.
- Czy wie pani dlaczego? – tym razem z dziwnym spokojem zapytała Midori.
- Wiem, ale kto ty jesteś, żeby pytać? – różowa rękawiczka była trochę zirytowana. Miała jeszcze dużo pracy a ta dziewczyna zabierała jej cenne minuty.
- Ja? Jestem jego, jestem jego – zastanawiała się co powiedzieć – siostrą.
- Siostrą? I nie wiesz, że tu nie pracuje? – teraz różowa rękawiczka spojrzała podejrzliwie na Midori.
- Bo, no mieszkam daleko, w innym mieście i długo mnie tu nie było i przyjechałam dzisiaj i chciałam się z nim zobaczyć – czuła, że się plącze, ale było jej już wszystko jedno. Brnęła w kłamstwo, przekonana, że kobieta jej pomoże.

- No to ładnego masz braciszka – różowa rękawiczka odłożyła miotełkę, wskazującym palcem dotknęła ramienia Midori.
- Nie rozumiem? – Midori poczuła się nieswojo, gest sprzątaczki był nieprzyjemny.
- Dwa tygodnie temu, coś koło tego, miało być duże przyjęcie w biurze. Kazuki miał przypilnować, żeby wszystkie kubiki były dokładnie wysprzątane, miał odświeżyć kwiaty, zmienić zasłony. Rano okazało się, że nic nie zrobił. Taki wstyd. Menadżer dzwonił do niego do domu z reprymendą, ale telefon nie odpowiadał. To znaczy odpowiedziała jakaś starsza kobieta, ale gdy tylko usłyszała imię Kazuki zaczęła szlochać i menadżer w ogóle nie mógł z nią rozmawiać. Dzwonili do niego jeszcze parę razy, ale ciągle odpowiadał im ten sam płaczliwy głos.
- I nikt nie wie, co się stało z Kazuki? – zapytała Midori i w chwili zadawania pytania wiedziała, że jest niepotrzebne.
- No mówię, przecież mówię, na telefon odpowiadał płaczliwy głos – tym razem różowa rękawiczka miała dosyć rozmowy i wróciła do pracy.



Kazuki powoli tracił poczucie czasu. Po przejściu lewej strony terminalu, zaglądnąwszy do każdego sklepu po lewej stronie holu, odwrócił się na pięcie i już miał zacząć zwiedzanie prawej strony, kiedy poczuł głód. Zapamiętał znaki na szybie sklepu, który miał obejrzeć w następnej kolejności i ruszył w kierunku mapy korytarza. Pomyślał, że na niej na pewno znajdzie wskazówki, gdzie są restauracje, czy bary. Wcześniej, po drodze minął kilka różnych lokali, ale wtedy jeszcze nie był głodny.

Na mapie, u dołu w jej legendzie, zobaczył rysunek noża i widelca, i teraz szukał tego rysunku przy kwadracikach lokali. Postanowił, że wejdzie do pierwszego lepszego z brzegu.

Przez kilka godzin, jakie spędził już na lotnisku, a może więcej niż kilka, bo przecież przespał co najmniej dwie, przyzwyczaił się do odgłosów, do dźwięku obcej mowy, do głosu dobiegającego z głośników, do zapachów snujących się z restauracji. Nie zwracał już uwagi na zdziwione spojrzenia niektórych mijających go osób. Zauważył i postanowił zapamiętać, że nawet w pośpiechu tłum był tutaj spokojniejszy i cichszy niż w Tokyo. Ludzie spieszyli się, ale nie w tempie tokijskim, i nikt do tej pory nie potrącił go, nie wpadł na niego.

Kazuki od czasu do czasu wyciągał z dolnej kieszeni kurtki broszurkę, którą tyle razy przeczytał w czasie lotu z Tokyo, i później na lotnisku w San Francisco, że mógł recytować całe jej fragmenty z zamkniętymi oczyma. Jej papier nie był już tak świeży, jak na początku, gdy odbierał ją wraz z biletem od agenta biura podróży, ale nadal pachniała drukiem. Wyjmował ją po to, żeby popatrzeć na zdjęcia.

Złote plaże, szmaragdowe laguny, zielone kosmate palmy, kobiety w długich falbaniastych spódnicach, z koronkami wpiętymi we włosy, wąsaci mężczyźni w białych koszulach, jaszczurki z zawiniętymi ogonami, ruiny dziwnie wyglądających budowli, przypominające piramidy, uśmiechnięte pucołowate buzie jasnoczekoladowych dzieciaków, kwiaty o kolorach jak ze snu.

Zastanawiał się, czy to wszystko prawda, czy za drzwiami terminalu jest ten świat z fotografii. Nie był jednak gotowy, jeszcze nie w tej chwili, żeby wyjść i przekonać się, czy zdjęcia pokazują właściwą rzeczywistość.

Pierwszy raz od momentu przylotu do Mexico City pomyślał o matce, pomyślał też z rozrzewnieniem o Midori.

cdn
© Elżbieta
piętnastego dnia stycznia 2009 roku
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-01-16, 21:07   

Elżbieta napisał/a:
Pierwszy raz od momentu przylotu do Mexico City pomyślał o matce, pomyślał też z rozrzewnieniem o Midori.


to i tak dość szybko ... :(
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-01-16, 21:09   

Czytam Elu, czytam. Lubię Twoje opowieści.
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-17, 17:41   

el napisał/a:
Czytam Elu, czytam. Lubię Twoje opowieści.

El, cieszę się, imienniczko :)
Za chwilę kolejna część.
serdeczności z Janella
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 65
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2009-01-18, 09:03   

Lecę do następnej części :)
_________________
a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-20, 21:59   

amandalea napisał/a:
Lecę do następnej części :)

Li, zaraz będzie kolejna :)
serdeczności z Janella
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Daria
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-21, 19:52   

hm.....wciągnęło do reszty, czyta się szybko, bo wartka akcja pisana z rozmysłem...zastanawiam się, czy Kazuki przeniósł się w drugi wymiar, czy też stał się duchem...Muszę przejść do dalszej części. :padam:
 
 
Lucy 
Lucyna Mamczur


Dołączyła: 07 Lut 2008
Posty: 2997
Skąd: strawberry fields
Wysłany: 2009-01-22, 16:34   

Przypominają mi się dawniejsze radiowe powieści w odcinkach. ;)
Na szczęście nie muszę czekać do jutra na dalszy ciąg. :D
_________________
Każdy ma swój kawałek nieba
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część trzecia


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo