POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część czwarta
Oaza - część czwarta
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-01-17, 18:18   Oaza - część czwarta

Pierwszy raz od momentu przylotu do Mexico City pomyślał o matce, pomyślał też z rozrzewnieniem o Midori.
↑ ostatnie zdanie Części trzeciej

Część czwarta


Midori nie miała więcej pytań. O co mogła jeszcze pytać? Sprzątaczka w różowych rękawiczkach i tak wiele powiedziała. Wieczór zamieniał się w noc, prawie niepostrzeżenie. Prostokąty okien zanurzały się w czerni.

W chłodnym powietrzu nocy ulica brzmiała wyraźniej, światła ostrzej cięły ciemność. Wychodząc z bryły budynku, zatrzymując się kilka kroków od wejścia, Midori przez chwilę poczuła się jak na postumencie, jakby stała wysoko nad ulicą, rzeźba, która znalazła swoje miejsce. Po chwili ruszyła, mechanicznie stawiając stopy, zastanawiała się, co robić.

- Mamo, ty wiesz najlepiej, nie lubię niespodzianek – myślała.
W takich chwilach, kiedy życie dawało o sobie znać, boleśnie kłuło jak palec w różowej rękawiczce, rozmawiała z matką. Nie była pewna, czy rozmawia ze swoją mamą, ale to nie było istotne. Potrzebowała kogoś, kto mógłby wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, jeśli w ogóle był taki ktoś, jeśli gdzieś istniał taki przewodnik, w którym zapisano odpowiedzi, wszystkie, wyjaśnienia, czemu akurat tak, i co robić dalej. W takich chwilach chciała być znowu małą dziewczynką z mysimi ogonkami, bawić się lalkami, dawać im jeść i pić, układać do snu, kiedy wszystko było proste, dzień zaczynał się od krzesła z poskładanym ubraniem a kończył pocałunkiem w czoło.


- Tak wcześnie? – przywitała ją siostra. Trzymała w dłoni iPod i czarkę z herbatą. Była zaskoczona szybkim powrotem Midori.
- Jutro muszę wcześnie wstać – odpowiedziała, wymijając siostrę. – Jestem zmęczona, miałam trudny dzień.
- Dzwoniła mama, pytała o ciebie. Powiedziałam, że wyszłaś. Była ucieszona, że nie siedzisz w domu i prosiła żebyś jutro do niej zadzwoniła – usłyszała jeszcze Midori zanim nie weszła do swojego pokoju.

- Tak, tak zrobię – odpowiedziała sobie na bezgłośne pytanie. – Jutro rano zadzwonię do Kazuki. Nie ma sensu dłużej czekać. Przecież musi być jakieś sensowne wyjaśnienie.


Midori pracowała w fabryce słodyczy Meiji Milk Products Company, Limited. Na początku, gdy się tam zatrudniła, tuż po szkole, była przekonana, że nie może być lepszego, słodszego miejsca na ziemi. Fabryka miała długą historię, zatrudniała tysiące ludzi. Cukierki i słodycze, jakie produkowała, znane były na całym świecie, a na pewno w Japonii.
Wiele razy, jeszcze w szkole, Midori zastanawiała się z koleżankami:
- Które gumowe cukierki są najlepsze: kasugai? shigeki? morinaga?
Małej Midori nie chodziło wyłącznie o smak, ale o papierki, o torebki, pudełka, o całą sztukę zapakowania, schowania nieoczekiwanych smaków w kolorowych, miniaturowych gniazdach, zawiniątkach, zaskakujących barwami, rysunkami, historyjkami. Myślała wtedy, że to musi być wspaniałe zajęcie, robić takie cukierki, i ile można przy tym spróbować, obejrzeć obrazków.

Pamiętała, jak trudno było jej wybrać kulki mochi, gdy późnym popołudniem wychodziła z mamą na zakupy. W nagrodę za towarzyszenie mamie mogła mieć takie mochi, jakie tylko chciała. I nie umiała wybrać, chciała wszystkie. Dlatego te wyprawy niejednokrotnie kończyły się płaczem, bo mama spiesząc się do domu po jakimś czasie stania przed galerią różnych mochi po prostu traciła cierpliwość.
- Midori, nie płacz, proszę wybierz co chcesz i idziemy. Żółte papierki? Zielone? No, które? – pytała córkę.
Midori, jeśli tylko udało się jej wcześniej przemyśleć wybór, pokazywała na mochi, które akurat tego dnia chciała i wychodziły ze sklepu, obydwie zadowolone. Jeżeli płakała, mama sama decydowała i szły do domu.

Midori po którejś wyprawie, płaczliwej, postanowiła, że jak dorośnie będzie robić cukierki, i będzie jadła tylko te, co sama wymyśli. A jak nie cukierki, to będzie projektantką papierków do pakowania. Nie miała pojęcia, jak się zostaje projektantką papierków, ale wiedziała, że jeszcze ma trochę czasu i się dowie.

- Fabryka Meiji jest słodkim miejscem do pracy - wmawiała sobie Midori, gdy rano w szatni przed swoją zmianą zakładała biały ochronny uniform, który zakrywał prawie całe ciało. W hali produkcyjnej pracownice wyglądały jak wymyślone w czyimś śnie białe ptaki, albinosy, albo duszki, bawiące się stosami kolorowych kamyków. Samo zajęcie było monotonne, przed zmęczeniem ratowała przerwa na posiłek i rotacja stanowisk. Wiadomo było, że lepsze efekty ma się z pracy zadowolonych pracowników, więc dyrekcja starała się o rozrywkę dla białych duszków. Midori z rozrywkowych przerw najbardziej lubiła krótką amerykańską komedię o Lucy, sitkom retro, w którym Lucy pakuje czekoladki. Znała filmik na pamięć a mimo to za każdym razem nie mogła powstrzymać śmiechu, rozśmieszały ją też reakcje koleżanek.


Midori Hotaru liczyła na promocję. Z linii produkcyjnej chciała przenieść się do marketingu albo do działu projektowego. Musiała jednak wrócić do szkoły, a to nie było łatwe. Teraz jednak, gdy tymczasowo, jak wierzyła, zawieruszył się Kazuki przestała myśleć o promocji, czy szkole.

- Dzisiaj zadzwonię – obiecywała sobie w trzy dni po wieczornej wizycie w biurze Kazuki.
Po raz któryś jednak sama zmęczona swoim niezdecydowaniem, odkładała słuchawkę przed wystukaniem ostatniej cyfry, znowu podnosiła, odkładała. Czuła się jak kiedyś przy wybieraniu mochi, żółte, zielone, a może fioletowe? Ciągle łudziła się, że Kazuki zadzwoni do niej pierwszy.


Kazuki wszedł do restauracji. Napis El Burrito Taqueria na drzwiach zachęcał gości do wejścia. We wnętrzu, za szybą wisiało ogromne burrito z laminowanej tektury. Kazuki czytał o burrito w broszurce i miał ogromną ochotę spróbować jak smakuje.

W restauracji, przy kilku stolikach z blatami pokrytymi fajansową mozaiką, siedziało kilku podróżnych, a przy największym stole przy oknie, sądząc po mundurach, załoga jakiegoś samolotu.
Kazuki wybrał miejsce pod ścianą, położył pod stolikiem torbę. Wózek bagażowy musiał zaparkować w pobliżu wejścia El Burrito, i miał nadzieję, że będzie tam na niego czekał, a jeśli nie, to trudno, poszuka innego. Zajął się przeglądaniem menu, spojrzał też na zdjęcia nad bufetem, starając się po wyglądzie wybrać najlepsze jego zdaniem burrito.

- Hola! – uśmiechnięta kelnerka stanęła przed Kazuki.



Wózka przed restauracją już nie było. Kazuki nie zauważył odjazdu pomocnika na kółkach, gdy płacił za posiłek. Kelnerka - na wizytówce przypiętej do białej bluzki przeczytał jej imię - Rosita, sprzątnęła naczynia ze stołu. Kazuki był zadowolony, że burrito nie wymagało noża i widelca, którymi nie potrafił się dobrze posługiwać. Jadł kiedyś stek w angielskiej restauracji w Tokio, nożem i widelcem, ale to było dawno.

© Elżbieta
siedemnastego dnia stycznia 2009 roku
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Daria
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-21, 19:58   

chyba ktoś pominął tę część a mnie się podoba no i już:) :padam:
 
 
Lucy 
Lucyna Mamczur


Dołączyła: 07 Lut 2008
Posty: 2997
Skąd: strawberry fields
Wysłany: 2009-01-22, 16:40   

Malujesz słowami Elżbieto. :)
_________________
Każdy ma swój kawałek nieba
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Oaza - część czwarta


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo