Oczami powoli jej ciało rysował ,
tam nogi i biodra, tu piersi i głowa,
rękami poprawiał, co oczom umknęło,
ustami smakował, jak pyszne to dzieło.
Gdy uda znęciły zapachem kobiety,
już nie mógł, już nie chciał hamować podniety,
aż nerwy poczuły
co oko widziało,
więc sprężył muskuły
i ciało wbił w ciało.
To z góry, jak mustang,
pod spód, na leniucha,
to dłonie, to usta,
do piersi, do brzucha,
to z prawa, to z lewa ,
w cielesnej obręczy,
a ona już śpiewa
i krzyczy i jęczy,
już rozkosz kiełkuje,
spełnienie jest bliskie
i ona to czuje,
oddaje uściskiem,
raz jeszcze i jeszcze
i w górę i w dół,
a uda jak kleszcze,
już wiedział, już czuł....
gdy nagle do głowy
dźwięk jakiś się wdziera,
zgrzyt klucza,
to żona !
O jasna cholera !
...............................................................
Nad grobem ksiądz pięknie przemawiał godzinę,
jak dobrym był mężem, jak kochał rodzinę.