Wysłany: 2009-03-01, 22:15 Primus Inter Pares - Wiersze rymowane
Zapraszamy do głosowania!
Zagłosuj na jedną lub dwie prace (więcej głosów będzie ignorowanych).
Czas trwania ankiety: 14 dni, tj. do dnia 15 marca 2009 r. (do godz. 22:15)
• • •
bukowe licho
ponad ławeczką smutek bukowy
płacze żywicą las
tu w odpoczynku chylą się trawy
drzemie spokojem czas
ponad ławeczką świątek bukowy
śmieje się na zielono
swoją ukrytą w cieniu głowę
stroi drzewa koroną
ponad ławeczką taniec bukowy
dymu z ogniska pląs
kroplami światła na bursztynowo
znaczy nad nami noc
ponad ławeczką radość bukowa
zawraca plącze się echo
dwakroć oddaje nasze słowa
dwa razy gesty uśmiechy
ponad ławeczką liściasta cisza
zamyka krótki dzień
przysiada noc tylko ją słyszy
licho w bukowym śnie
2008.03.17
do robra jeszcze jedno rozdanie
dzień do dnia się składa klockami domina
na progu pokoju scałowań zasieki
byliśmy jesteśmy kadukiem owijasz
w spuchniętym słów gąszczu grzęźniemy jak ślepi
kto i na cholerę stworzył sakramenty
ty mnie a ja tobie i na całe życie
dziś syczą uczucia przez dziur pełen wentyl
my brniemy na szczudłach przez ironii kipiel
pilnujesz swojego ja chcę zajebiście
z wdziękiem śnieżnych rakiet na bosych wciąż stopach
połączą się czasem i znów będą bliskie
czasami popędzą przed siebie samopas
Łódź.22.02.2008.
Gracz
To ja wytrawny gracz – pamiętasz
Chroniłaś trwałość przed zmęczeniem
Gdy ja z wzniesioną w niebo głową
Kroczyłem dumnie na stracenie
We wszystkich oknach gesty święte
Na drodze otchłań skryta mgłami
I tylko gdzieś tam lśniły dale
Przegranych bitew oddechami
I po cóż było czekać na mnie
Wierząc że niosę ci wygraną
Być graczem a wygrywać przecież
To nie jest jedno i to samo
Mamy się spotkać tam gdzie czujesz
Przy brzegu rzeki słów wszelakich
Zdania na czyny pozamieniać
Zwycięstwa ujrzeć jakieś znaki
Lecz wszelkich złudzeń pozbawiony
Na żadne sztuczki nie mam siły
Ty jeszcze wierzysz - ufasz ciągle
Jakby istnienia twoje były
Klucz
Gdy bywasz wejściem do tego świata
Co to przed ludzkim skryty demonem
Gdzie światła gasną a świece płoną
Ja jestem płomień
A gdyś jest bramą do namiętności
Niedbałej – ale zawsze gotowej
Której nie zdławił ogień stuleci
Ja jestem płomień
Gdy będziesz przejściem do tajemnicy
Co między końcem skryta a bogiem
I pragniesz ciepła światłości złudnej
Ja jestem płomień
A jeśli jesteś drzwiami do piękna
To ja się do nich pukać nauczę
I choć solidny chroni cię zamek
Ja jestem kluczem
" Zwykle w ciemności " Listopad 07 - gdzieś w drodze ....
na chwilę
między miłowania kruchymi sprawami
czai się ważniejsze
jak bryłeczka gradu na prywatny kramik
zmraża zwykłe szczęście
masz układne światy porządek w szufladach
zawsze ważny bilet
a ja stapiam lody często nie dojadam
i mam cię na chwilę
gdybym obiecała troszkę oswoiła
nie skąpiąc powideł
to i tak niewiele bym się wydarzyła
miałabym znów chwilę
nieoczekiwane
to że była inna zauważył na pierwszym spotkaniu
kiedy dotykał zamyślenia wczesanego we włosy
miała wypisane na skórze imię tego co zawiódł
zziębniętą czułością okrył
zaplatał warkocze z rozczochranych myśli
pogubioną minkę przytulał na dobranoc
na dzień dobry wysyłał pocałunkowi prysznic
pobudzał zaparzoną kawą
chyba niezdarnie wyglądało z boku potykanie
żałosnym widokiem było jak z dołów się podnosili
stawali się silniejsi powracała młodzieńcza pamięć
zapachniało z winnic
panie muzyk
panie muzyk
oczy masz przymknięte wpół
choć trochę mży tak srebrem lśnią
ty nie chcesz aby zgęstniał tłum
w melodii na granicy świąt
dotykasz dłonią kilku strun
jakby kochankę albo wroga
i ja w tym tłumie dźwiękiem muz
ty namiętności grasz na trwogę
panie muzyk
wieczór już rzednieje z chmur
a ty bezwiednie gładzisz nuty
ubierasz lęki w lekkość piór
wyjmujesz ciało z pustej duszy
żal i śmiech co znaczy wiesz
rozumiesz więcej niźli inni
spod cudzych dachów radość zbierz
nie szukaj już za życie winnych
poczekaj
jeszcze tylko zanurzę się w sen
zaplątana w objęciach
zanim słońcem zabłyśnie dzień
o tej porze
w nagich czereśniach
jeszcze tylko poczuję smak
delikatnie końcem języka
rozkołyszę jak gałęzie ptak
opadnę
byś w ramionach zamykał
jeszcze tylko zaplotę dłoń
zbiorę czułość tkliwie podaną
szepnę
przed cieniem broń
zanim powiesz
dzień dobry dobranoc
14.12.2008r.
Pragnienie
Nie wolno mi pisać, że kocham,
nie wolno – ku mojej rozterce
rymować dokładnie– bo wiocha,
ni wiersza napisać o sercu.
Nie wolno przecinków ni kropek,
litery nie duże, lecz małe
i prosto napisać nie mogę,
że białe to właśnie jest białe.
Więc niechże wolno mi będzie
(pragnienie może to głupie)
ogłaszać zawsze i wszędzie,
że mam te zakazy w ....
to stacja końcowa bez imienia
(mojej siostrze)
to stacja końcowa bez imienia,
tutaj ślady się może spotkają
duże żale, radości, cierpienia
wszystkie sierpnie i stycznie i maje.
to stacja bez nazwy przy końcu,
naszych dróg i ścieżek splątanych,
poprzez nieba, przez nadzieje gorące
zamazane łzą, deszczem spłakane.
to stacja z pewnością bez nazwy
i dotrzemy tu wszyscy jak cienie
bez walizek, pieniędzy, bez prawdy
w jednej chwili podróż z "ja" we wspomnienie.
to stacja bez nazwy, bez imienia,
jakby strach ukradł wszystkie słowa,
w jednej chwili odebrał natchnienie,
nieskończona, bez puenty rozmowa.
bez imienia, bez nazwy, na końcu
wysiadamy z nadzieją jak dzieci,
że w tym tłumie na nieznanym dworcu
iskra oczu znajomych zaświeci.
to stacja bez nazwy, bez imienia.
konduktora nie spotkał nikt wcześniej.
zawiadowca toczy w zapomnienie
czas, uczucia i myśli - jak we śnie.
tutaj proszę zostawić nazwisko.
a tu imię. nie, nie będzie potrzebne.
a tu, proszę jest miejsce na wszystkie,
każde inne, już zbyteczne zdrobnienia.
zabrać? zabrać można niewiele.
tylko to, co pomieszczą dwie dłonie.
zezwolenie na jedno wspomnienie.
jakie chcesz, ale jedno - Déja vue -