POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Pisma Zwrotnikarza III
Pisma Zwrotnikarza III
Autor Wiadomość
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-16, 10:06   Pisma Zwrotnikarza III

23:00 - 1:00
marzec, 2009


Jest noc. Czuję nad sobą kręgi płaskobrzuchych ważek, których szmer przypomina opisy starożytnego mormona. A więc moje zmysły nie są utkane jedynie z organicznej rosy, ale też z lęków i uporczywej niepewności. Boję się tych stąpnięć, którymi chcę ogłuszać atlantyckie ośmiornice. Chcę panować nad stworzeniami przykładającymi po dziesięć atramentowych macek do moich skroni. Wyznaczam ścieżki, po których wyciekną rany. Może i przybiorą maskę mądrości. Boję się mądrości i tym głośniej pukam w nocne okiennice, a moja pięść pokryta jest słodkim narkotykiem.

Między dziąsłami zostały mi nici wytrawnej zwierzyny. Ja! nowoczesny barbarzyńca, czyny niepiśmiennych braci przekładam na biblioteczne regały, jestem nieudolnym łowcą. Nawet winna płeć umyka prędko w ciasnotę mojego gardła. Ofiara nie chce spojrzeć w oczy marnotrawnego zabójcy – on cały żyje w opętaniu. Morduje w rozkoszy. Zasypia w szaleństwie. Przyznaję się. Jestem oprawcą winnic. Najgłębszym z dzbanów, którego nie słyszalne dno pokryte może być jedynie gorzkim piaskiem i tkanką szesnastoletniej poczwarki.

Karolino, nim cię dotknąłem żyłem jedynie w czarnych wodach płodu.
Niech i będą nazwane tęczowymi. Niech będą napiętnowane dzieciństwem.
Dla mnie to była zwykła czerń; gęsta niepamięć, z której wystawały jedynie nocne piaskownice, do których uciekałem pod cyframi księżycowych obliczeń. Pięcioletni zabawkarz. Tak szeptali o mnie śpiący rodzice. Nim w twoich włosach złożyłem potomstwo byłem bezużytecznym bogiem. Bezgrzesznym dziedzicem niepewnych reliktów i przykazań. Prowadzili mnie, jak baranka bożego na rzeź do ślubnego ołtarza. Do komunijnych melodyjek. Twarz, której woal odjąłem wstydliwe była krzykiem miliarda niemowląt rozwleczonych po wszystkich kontynentach. Nosiła rysy islandzkich źrebaków, delikatność biskajskich ostryg i wstrzemięźliwość w uśmiechu najstarszych z trapistów.


I. Twój oddech. Morze spokojne o ciepłych prądach i słodkich brzegach.

II. Oczy przedarte błękitem, tak jak moje - błękitnoocy kochankowie. Źrenice ich ciał były w kosmicznym rozkwicie

III. Uszy. Kształty afrodyty. Perskie dywany prześwitujące wschodem słońc najstarszej z cywilizacji. Zwinięte muszle o ciepłych rysach grzbietu. Rozgrzane opuszki różowego niemowlęcia. Sądy sprawiedliwe każdego z przesytu.

IV. Twoje nadgarstki. Żelazny pomost dla moich kroków. Kruche zagadki, które rozwiązywałem językiem aż do pierwotnych haseł: czerwień, ogień, rozród.

V. Upojne podbrzusze, gdzie pulsowała płaczliwe samotność. Sakralne płyny, których moje usta się nie brzydziły ani trochę. Rybie rozcięcie - widziałem tam aleksandryjskie sekrety


Narodziłem się właśnie - w świętych lasach kartuskich krajobrazów. W ciepłym pniu, gdzie unosił się pszczeli pył i zapach wciąganej tabaki. Nasza młodość mogła być uznaną za idealne małżeństwo; za umierających starców składających na dłoniach pożegnalne pocałunki. Cierpkie były nasze głody. Tak mocno powiązane ze sobą pruły nastoletnie łodzie. Tylko przystań okazała się niepewna. Odwróciła się grzbietem od ciebie i wchłonęła pod rozpędzone bele. Płakałem miesiąc. Płakałem nad twoim wrakiem, choć wciąż czułem zapach rumu i smak twoich węzłów, błądząc w suchych szkieletach pokładu. Głaskałem szczątki pochowanych masztów. Szukałem wciąż wiatru, Karolino. Grzebałem się w północnych wiatrach jak kłębek pustynnego piasku.


Dorosłem i boję się coraz bardziej. Dorosłem i zagłębiam się w paraliż. Moje członki flaczeją, choć tarcza oznajmia stadium wzrostu. Apogeum młodości. Więc apogeum niech będzie umieranie. Jestem teraz z diabłem stróżem i oboje kręcimy się pijani. To sztuka upić słowem własny cień, by ten odstąpił od nękania i pozbawił blizn; rozproszył obawy. Czuję się jak na przyjęciu. Siedzę w sieni z papierosem w lepkich wargach. Spisuję. Diabeł już swój żywot skończył głośnym wsiąknięciem w nadkuchenny krzyż. Będzie się kochał ze swoim odwiecznym wrogiem. Ja kocham się z nocą. Jutro znów będę to samo - przeżywając połóg bogatej choroby. Moje ciało to za mało na tyle samotności i wściekle rozrosłej gorączki.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Pisma Zwrotnikarza III


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo