Zauroczenie! Więc pozbywam się zimowych skorup. Odrywam z sierści
fermenty i sople. Nie trzeba pralek, żeby przejść do kolejnego rozkwitu skór
i masek. Rozetnijcie opończe. Niech wiosenne kasztele zawstydzą gwiazdę.
Niech się kołyszą ich pijane pochwy i nadmuchane idiotyczną gwarą balony.
Idioci to najpiśmienniejszy z wszystkich narodów. Oni to dopiero
potrafią wdepnąć słowo! Gdybym miał w sobie choć zalążek mądrości
klękałbym, ich ciężkim językiem łeb nosiłbym mocno przekrzywiony.
Znów to samo. Przecież miałem podlatywać; rozkwilać uparcie.
!
Przyjemnie jest się wpatrywać w prototypy sukiennych wzorów;
zwiewnie rozszyte szpargały zakrywają śliniące się niemowlę,
a ja już chciałbym tulić! Karmić i przebierać. Wycierać soki.
Wiosna! Zaczną się białe święta dzieci i dorosłych. Ze świecami
i wódką. Z komunią i zaweselnym pokojem, gdzie się spod woalu
prędko wyjmuje przyjemność – czy to żona czy siostra – nieważne!
Markizowa niemal chuć nad łąkami się błyskawicą oprószy.
Już się po małżowinie toczy moneta zabawy i błogich przeżyć.
Słyszę jak spada! Po różowych dywanach pierwsza hiszpanka
rozkłada okruchy. Mają mnie za głupie zwierzę – no i prawda!
Ciągnie się świeżonka; ciepły rozmaryn i kurz prowansalski wzdłuż twardych
jak orzech kości. Powoli, ząb po zębie dojdziemy do miąższu. Wrzenie
jest obowiązkiem , gdy ciało ostyga ze znużenia i świątecznego znoju.
Kolorowe lampiony! To chińskie przedszkola z papieru ułożone
nad urzędami się wznoszą wierszowane flagi. Piwne rewolucje
Połyskują złożone maszty; na zapas bele wina - niech się kropla kołysze
na skrzydle ust kradzionych wesołym wieczorem. Niech wzlatuje szaleństwem
utkany parasol, by przykryć zmurszałe planety i nowe wyznaczyć
gwiezdnemu bydłu niebowskazy. Jesteśmy tylko zrzuconymi w dół
szalupami w których nie mędrcy żadni czy fizycy siedzą, a płoche zające,
w uszy możemy jedynie łapać co mocniejsze skargi:
,,Lekarza! Zapada się ten młody człowiek, który do szyjki butlę
zbyt ciężką przyłożył. Majaczy, chociaż o miłości nie było mowy!
Czy to zawód nad życiem? A może przeciwnie: z bezrobocia traci
na umyśle. Utkane z czerwonych włókien mokną jego przedsionki.
Magika! Niech na jego wątrobie rozłoży rentgen karciany.
Niech mistyk go obejrzy obłąkanym rogiem - w jego podżebrze
wsiąknie – bo dla nas te krzyki jak czarne i drętwe idiomy.
Takiego ptactwa nasz naród w herb wpiąć na pewno nie może.”