POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Kot
Kot
Autor Wiadomość
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-25, 14:51   Kot

Była druga w nocy. Z jednego z okien naprzeciwko rozbrzmiewało pianino.
Bezsenność – pomyślałem wpatrując się w wirujący nade mną wentylator.
Nie da się przed nią uciec. To jak druga osobowość; chłodna, wyważona,
kalkulująca każdy szmer i ruch. To jak twarz, z której zdejmujemy zmęczoną i wysłużoną maskę, by odetchnąć. Przeraża mnie moja twarz. Pod tym dziewiętnastoletnim zarostem kryje się gładka, chirurgiczna biel, której nikomu nie pokazuję. Sam sobie jestem lekarzem.

Wysunąłem się z wilgotnej pościeli i podszedłem do okna. Pięknie grał ten ktoś. Niemal widziałem jego kościste nadgarstki i długie palce powłóczące po błyszczących w świetle nocnej lampki klawiszach. To był mój przyjaciel. Mój nocny opiekun i zbawiciel.
Spojrzałem trzy piętra w dół; jakaś para zataczała się na boki; kobieta biła go gdzie popadnie, a on jęczał jak zarzynany szczur. Psuli wszystko.

- Zamknijcie się do cholery! – krzyknąłem wystawiając niemal całe ciało przez okno. Kobieta przestała bić szczura i spojrzała na mnie. Byłem nagi.
- Nie masz lepszych rzeczy do robienia niż wpieprzanie się w cudze sprawy? Zamknij sobie okno palancie! – krzyknęła i wróciła do bicia szczura, a ten powoli człapał do przodu. Po kilku minutach zniknęli za rogiem. Czy mam coś lepszego do robienia? Nie wiem.

Muzyka ucichła. Mój nocny kościotrup się spłoszył. Zostałem sam, kompletnie sam w dużym mieszkaniu, z własną bezsennością, która warowała przy mnie jak ślepy pies.
Nie odstępowała na krok i wszędzie czuć było jej cuchnący, rozgrzany oddech. Wysiorbałem resztkę piwa z najbliższej butelki i usiadłem na kanapie.

- Jesteś pustką – odezwał się głos w mojej głowie.
- Wiem – odpowiedziałem. – Jestem pieprzoną pustką.
- Jesteś lalką.
- Jestem pieprzoną lalką z wielkimi bliznami i woskową skórą.
- Ukrywasz się. Jesteś młody i niebezpieczny – syknął. – Powinieneś się zabić. I to szybko.
- Zabić? Chciałbyś. Chciałbyś, gnoju. Nie jestem tchórzem.

Gnój ucichł. Zasnął. Skulił się we mnie jak to zwykle robi po nieudanym gwałcie. Zacząłem wracać do siebie. Mój umysł stopniowo się rozjaśniał, a paraliż ustępował. Mijała pełnia, sierść znikała a zęby wracały do normalnych rozmiarów. Włączyłem telewizor i udawałem zwykłego faceta, nie mogącego w nocy spać. Udawałem przed samym sobą, że oglądam. W końcu poczułem na twarzy pierwsze promienie słońca i zasnąłem. Zmiana warty.

Przebudzenie przebiegło gładko. Był poniedziałek. Za oknem padał śnieg a wszyscy byli w pracy. To był piękny dzień, choć widziałem go dopiero pięć minut. Zawsze poznaję, czy dzień jest dobry czy zły, po pierwszych minutach. Przebiegła mi przez głowę myśl o kąpieli. Później przebiegła myśl o ubraniu się; jak te wszystkie myśli zapieprzają! W końcu założyłem kapcie i wyszedłem do kiosku. Kupując w kiosku nigdy nie schylam się do okienka. Po co? Skoro zostały zrobione na takiej wysokości to chyba znaczy, że sprzedawcy nie mają ochoty oglądać naszych pysków. I z wzajemnością.

- Poproszę Sauza Gold – powiedziałem do szyby.
- Osiemdziesiąt pięć złotych – odpowiedziała szyba.

Po wymianie niezbędnych dla każdej ze stron dóbr życiowych wróciłem do mieszkania i usiadłem przy biurku. Biurko ma jedną wielką szufladę i drugą mniejszą, podłużną tuż pod blatem. Dostałem je od sympatycznego dziadka, którego poznałem na wieczorze poetyckim jakiegoś nadętego grubasa. ,,Pisarz musi mieć dobre biurko! Może pisać nawet i na tyłku osiemnastolatki, ale biurko musi mieć dobre!” – powtarzał mi stale, aż jednego dnia, ogarnięty buzującym w ciele kacem, stanąłem w oknie i co zobaczyłem? Dwóch barczystych facetów w niebieskich kombinezonach, taszczących po chodniku masywny kawał rzeźbionego kloca; obok nich stał dziadek i podkręcał swojego krzaczastego wąsa z zadowolenia.

No więc usiadłem przy tym biurku i odkręciłem butelkę. Przechyliłem szyjkę dwa, trzy razy w krótkich odstępach i mlasnąłem wypuszczając powietrze. Otworzyłem komputer i włączyłem amerykańską audycję 88.1 fm. Kiedy tylko usłyszałem przepity głos otyłego murzyna, od razu zrobiło mi się lepiej. Też byłem murzynem, a moim buntem miało być pisanie. Szedł mi ten bunt dość marnie. Po kilku wymęczonych stronach tandetnego opowiadania nabrałem ochoty na napisanie listu na maszynie, do Anny. List był długi – pisałem go przez dwie godziny, a na koniec stwierdziłem, że jednak wyślę go mailem. Przepisałem całość na komputer, poprawiając kilka rzeczy i dopisując parę akapitów. Dużo pieprzenia o codzienności, tęsknocie za nią i tym podobnym. Wysłałem maila i poszedłem pod prysznic. Przez chwilę myślałem o masturbacji, ale nie miałem siły. Kolana uginały się pod ciężarem lecącej wody. Usiadłem w rogu kabiny i zacząłem walić głowę o wykafelkowaną ścianę.

Dzień toczył się jak każdy z ostatnich kilku tygodni. Anna powiedziała, że to koniec. Ja powiedziałem, że rozumiem. Ona powiedziała, że właśnie nie rozumiem. No i wtedy rzeczywiście już nie rozumiałem. Rozstaliśmy się w zgodzie - zaliczyliśmy lóżko, po czym uderzyła mnie w twarz, wzięła walizki i wyszła z mieszkania.

Wyszedłem spod prysznica i usiadłem z powrotem przy biurku. Została mi połowa butelki i już żałowałem, że nie kupiłem dwóch, albo trzech. Nie lubię wychodzić z domu więcej niż raz dziennie. Czasem wychodzę na kilkadziesiąt godzin, a czasem na pięć minut, ale zawsze wracam wycieńczony. Niektórzy pytają mnie ,,co cię tak męczy w ludziach”. Jak to co? Ludzie już sami w sobie są męczący. Wciąż cię zagadują, a jak im szczerze odpowiesz na jakieś pytanie to zachowują się jak obrażone dziewice. Błądzą wzrokiem nie wiedząc co ze sobą zrobić. Większość jest strasznie cipowata. Jak już nie wiedzą o czym rozmawiać, to poruszają najgłupsze tematy na świecie. Cholera. Jakby istniał jakiś odgórny nakaz rozmawiania ze sobą nawet o największych pierdołach.

Cisza zawstydza wielu ludzi, a szkoda. Milczenie powinno być obowiązkowym punktem w spotkaniach towarzyskich. Po sposobie milczenia można dowiedzieć się wielu rzeczy o człowieku.

Butelka była pusta. Mój żal sięgnął zenitu. Sprawdziłem pocztę – przyszła odpowiedź. Napisała ,, To miłe co piszesz.”. Pieprzony minimalizm. Już nawet zapomniałem, co do niej napisałem. Z drobno siatkowanych głośników komputera sączyła się wspaniała improwizacja jazzowego świata. Wielki sprężysty kontynent, który odkrywałem zmęczonym umysłem i zakopywałem się w jego ciepłych piaskach, które raz po raz zalewane były spienionym rytmem i tysiącem melodyjnych uderzeń.
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 69
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19039
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-03-25, 19:48   

Wybacz Kamilu, ale przeczytałem i niewiele mi z tego opowiadania pozostanie w pamięci. Młodzieżowy slang nie to jest dobry sposób na przyciągnięcie szerszego spektrum czytelników. Są miejsca, które zawierają dużo słów , ale niewiele przynoszących treści. Przynajmniej ja czegoś innego oczekuję od opowiadania. Są miejsca do poprawy np: Kobieta przestała bić szczura i spojrzała się na mnie, a są takie, których ja nie potrafiłbym poprawić. Jakby nie do końca po lekturze wiem co autor miał na myśli.
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-03-27, 23:28   

Trudno opisać to, co dzieje się z nami samymi, opisać chwile, nakładające się na nie chwile emocji, próby szukania drgnienia rozsądku, zamyślenia. Zaczytał mnie ten tekst - proza też jest też dla Ciebie.
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
justyna 
Kamil Rousseau

Dołączył: 27 Mar 2009
Posty: 1403
Wysłany: 2009-04-18, 08:17   

Leszek Wlazło napisał/a:
Wybacz Kamilu, ale przeczytałem i niewiele mi z tego opowiadania pozostanie w pamięci. Młodzieżowy slang nie to jest dobry sposób na przyciągnięcie szerszego spektrum czytelników. Są miejsca, które zawierają dużo słów , ale niewiele przynoszących treści. Przynajmniej ja czegoś innego oczekuję od opowiadania. Są miejsca do poprawy np: Kobieta przestała bić szczura i spojrzała się na mnie, a są takie, których ja nie potrafiłbym poprawić. Jakby nie do końca po lekturze wiem co autor miał na myśli.



bardzo podobnie
_________________
howgh.
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-04-18, 10:15   

Czyli tak samo.

Dzięki wam za czytanie.
 
 
Jorg 


Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 105
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-04-18, 11:29   

Mnie się podoba. Wiele bardzo wspólnych myśli. Czyta się dobrze i może gdyby zakończenie nie zawiesiło się w próżni, byłby z tego dobry tekst. Zabrakło suspensu, wyraźnej puenty, zaskakującego wyjścia z tej myślowej matni. Reszta jest jest OK.
_________________
- Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
 
 
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-04-18, 11:41   

To klatka z dłuższego opowiadania, dlatego jest wspomniany przez ciebie defekt :)

Pozdrawiam!

Chociaż, nie ukrywam, jazz mógłby być zakończeniem mojego życia :rotfl:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Kot


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo