na kuchennym stole chleboświat krajany w tartinki
i brzegopełne kawy dwa białawe dzbany w malinki
w każdej jednousznej filiżance bezdusznie topiony
światłocień kożucha kosmaty ciepły miły wybrzuszony
obok dłonie wyrosły dwie spracowane do czysta
potem jeszcze dwie i przejrzyste gładkie cukiernice
bez ucha jedna pełna druga pusta
i niech będzie pochwalony wymodliły usta
.......
I niech będzie pochwalony
I niech będzie poświęcony
Chleboświat Brzegopełny Dzban
.......
między dłonie weszły słowa tak mocne tak proste
i pogoda stanęła pod rękę z banałem
a za oknem szeptała pachnąco
samotna lipa z omszałym parkanem
.......
I niech będzie pochwalony
Nowy nowy nowy dzień
Lipoparkanowy Światłocień
On niech będzie poświęcony
.......
na kuchennym stole okruchy po chleboświecie
i tak pustki pełne dwa białawe dzbany
a obok wyciszone niby przed klaśnięciem
cztery dłonie i oczy wędrują poza piąte ściany
i nic nie tak dawno w pocałunku
łączone usta nie mają dla siebie
ratunku nie ma między nimi
nic prócz pogody z banałem chodzącej pod rękę i
- Wczoraj słyszałem ...
.......
na kuchennym stole chleboświat krajany w tartinki
i półpełny kawy wyszczerbiony dzban w wyblakłe malinki
i nie ma już dwu piątych ścian
tamte usta proszą o modlitwę pod lipą
i nie wiedzą czy to przy stole było ważne czy to
.......
na kuchennym stole drzemią dwie dłonie prawie śmiercią białe
i jest (zima lato jesień) wiosna rok pański pachnie czarnoziemią
i pogoda przechadza się znowu z banałem
za oknem drzewa krzyczą
ich światłośpiew pełen samotności
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E