POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Chce się żyć!
Chce się żyć!
Autor Wiadomość
Owsianko 
owsianko


Wiek: 78
Dołączył: 01 Lip 2009
Posty: 227
Wysłany: 2009-07-02, 16:45   Chce się żyć!

Ostatnimi czasy czuł się paskudnie, jak obrabowany, zdradzony, istny cioł i nieokrzesaniec, którego teleportowano z buszu prosto na światła rozpędzonej ulicy. Stał na niej sam, głupi i opuszczony, zagubiony pośród mętliku skrzyżowań, zaułków i wieżowców gwarnej metropolii, ogłuszony klaksonami, z włócznią w pozłotku, w plugawej sukni z walkmanem na Irokezie.

Osobiście nie znosił mieć się z pyszna, robić za wała na lipnej gwarancji, być branym za światowca z kurnej chaty: zżerała go zazdrość. Miał dosyć upokorzeń, za cholerę nie chciał być ubogim krewnym, stanowczo miał niewiele ochoty na odstawianie muskularnego chojraka, bo wiedział, że jest słabeuszem i nie wzdychał do tupania, wrzeszczenia, pouczania, jak się powinien miewać.

Obawiał się tylko, czy po męsku zniesie cios, gdy zrozumie, że nic mu nie jest, a nawet, że jest gorzej niż przypuszczał, bo na szczegółowych badaniach wylazło szydło z wora i okazało się, że to tylko przeziębienie, w zasadzie ma końskie zdrowie i na próżno usiłował cienko prząść. Dręczyły go wątpliwości: zastanawiał się, czy ujedzie bez narzekania, czy choć z godzinę uda mu się wytrzymać bez zbolałej miny; jeszcze mu zostały w pamięci pokazowe strzykania, tiki, łupanie w stawach. Jeszcze pamiętał swoje artystyczne skrzywienia, nieśmiałe załamania rąk, wznoszenia i zamknięcia oczu z kataraktą.
W domu, gdzie mógł cierpieć bez przeszkód, gdzie był otoczony markotną troskliwością, gdzie byle łachudra nie utrudniał mu chlipania w mankiet i stale wybaczano mu nieznośne nastroje, gdzie, do woli i do przesady posługiwał się taranem swojej choroby i lubił patrzeć, podglądać, jak ich skręca, jak międlą w sobie obsceniczne wyrazy na jego temat, stwierdził naraz, że stracił wszelkie specjalne prawa i nikt mu nie schodzi z drogi, a przeciwnie, popychają go na niewinną szafę, trącają łokciem i dają sójkę w bok, że ludzie, którzy, gdy szedł, pryskają na boki, zaczynają przestawiać go po kątach i ośmielają się drwić z niego prosto w nos, ośmielają się komentować, wykpiwać i podważać każdy jego krok i każde posunięcie. Z niego, co było niesłychane, nie do przyjęcia!

*

Ale dzisiaj wstaje wypoczęty i od razu gotowy do podjęcia kieratowej pracy. Żwawym truchtem podąża w stronę umiłowanej wygódki. Nie trapią go daremne rozważania. W życzliwej scenerii secesyjnych rur, nucąc ogryzki przebojów, doprowadza się do dziarskiej formy, zmywa nocne zacieki i goli chytrą mordkę śledziennika.

Nienawykły do żmudnej schludności, unicestwia natarczywy kudełek tkwiący nad miejscem przewidzianym na czoło. Konwaliowo rozpachniony, ubrany w czyściutką włosiennicę, udaje się do kuchni. Spóźnionym duszkiem chłepcze lurę o bezkofeinowym smaku, chowa do teczki drugie śniadanko i zbiega ze swojego terrarium na parking.

Tam warczy na niego i przestępuje z koła na koło - podstawiony pojazd. Punktualnie i bezszelestnie zawozi go pod bramę Zakładu.

Przed wejściem na teren wita go cierpka oferma nosząca ksywę szef, a na murze dozorcówki wisi tablica ogłoszeń. Jej słowa ostrzegają: „z powodu braku nafty, a także ze względu na turbulencję narastających problemów, tarapatów oraz pozostałych rozrywek, publiczne strzępienie ozora na temat indywidualnych trosk jest surowo wzbronione i wstrzymane do kolejnego odwołania.”

Czyta, że jeżeli już jakaś awanturnicza pierdoła nie może za siebie, nie umie powstrzymać się od głośnego wyrażania myśli, ma moralne wapory i ciśnie ją, by się z nimi podzielić, to siła wyższa, niech sobie warcholi do woli, lecz tylko i wyłącznie po godzinach wydajnej pracy, w miejscach rzadko uczęszczanych, zadaszonych i wyznaczonych przez Wysoką Komisję. Na koniec tablica informuje go, że manifestacyjne obnoszenie się z frustracją jest nawykiem szkodliwym.

Po zapoznaniu się z odezwą, stoi w umysłowym rozkroku. Nie wie, co robić, jak się zachować. Z emocji zapomina przystroić twarz we właściwy i pożądany grymas powagi. Zamiast niego wykwita mu na obliczu mimowolna, lecz ostentacyjna radość, co zmusza go do korekty wyglądu. Szef jednak udaje, że nie dostrzega nagannej miny i na stronie, dyskretnie, zawiązuje but.

Po okazaniu dowodu tożsamości, przechodzi przez strażniczą dziurę na drzwi i w ten oto sposób jest w środku Zakładu. Szef prowadzi go do hali z taśmociągiem, skąd wypływa strumień haftek do balowych sukien.

Gdy stwierdza, że po latach bijatyki z losem, przyjdzie mu dorobić się uznania i być może dadzą mu pozażywać odrobiny szczęścia, roznosi go nagła i nieprzerwana duma. Wydaje mu się, że chwycił Pana Boga za nogi, a haftki są jego skarbem, znalezioną, obrzmiałą skrzynką wymoszczoną perspektywami, alternatywami, złotem i bezlikiem wspaniałości.

Czuje, jak życie puszcza do niego zajączki i przestaje go nękać podpuchami. Obiecująca myśl o skarbie stepuje mu po głowie, toteż bez ceregieli rozpoczyna ksiuty z fantazją.

Na wstępie postanawia, że choćby się waliło i paliło, nie będzie sobie kutwić na marzeniach i nie da się wpędzić w smutek. Solennie przyrzeka sobie, że od tej pory będą w nim istnieć bez ograniczeń powodujących wzdęcia, przy otwartej kurtynie, na pełen regulator.

Dostrzega namiętne stado wystrzałowych kobiet, zwiewną płeć z biustami sprężynującymi od silikonowych możliwości. Na myśl o tym, że wkrótce będą mu leżeć u wyniosłych stóp, z obleśnych ust na transmisyjny pas cieknie mu oskoma, a po plecach tupią miłosne ciarki. Poczuł w sobie moc, a na twarzy pojawia mu się optymistyczna zgorzel.

Idzie za ciosem i rzuca się w stronę upojnych wizji: wyobraża sobie, że zamiast być tu i teraz, w świecie wybrakowanych dążeń, jest tam, gdzie nigdy nie był, a rozpędzona rzewność fabrykuje mu dalsze profity, te mianowicie, że niebawem ujrzy się w jeszcze ciekawszych otoczeniach i wkrótce zacznie lśnić od niespotykanego szacunku.

Nieoczekiwanie, jak spod ziemi, na jego zwiędłe oblicze wyborykał się dawno nie używany i od nowa promienny uśmiech człowieka, który wprawdzie wie, co to obciach i plucha w głowie, ale że nie pozwolił się zabiadolić i zredukować do mało ważnego bycia w niebycie, może teraz, ze skarbem na dłoni, zamiast z ręką pod kościołem, być zadowolonym do ostatniej kropli krwi.

Oto nareszcie, jako finansowy ozdrowieniec, łaskawca gotowy do otrzymywania rzęsistych splendorów, stanie w rzędzie ludzi, którym się powiodło, odkuje się za wszystkie chude lata i ofiaruje swoim prześladowcom wdowi grosz niespodzianego majątku, będzie ich spróchniałą deską ratunku, zmieni im poharatany i ziewający byt w tarantelę karnawałowych podskoków.

Już widział się obryzganym atencjami i upaćkanym nagrodami oraz owacjami na stojąco; już dostrzegał siebie na wszelkich możebnych i niemożebnych piedestałach, i patrzył, jak się na nich rozpościera, wierci, nadyma, już zobaczył, że wataha domokrążnych poetów zmawia się, by ułożyć o nim szaszłykową piosenkę do wycia przy grillu, a on odbiera należne ordery, aplauzy i dostojeństwa, już zezowatym okiem imaginacji dostrzegał, że jest uhonorowany estymą i został nominowany na człowieka stulecia; już niemal tak było, gdy przyturlała się do niego nad wyraz upierdliwa myśl, że czego by nie dokonał, i tak nie doigra się uznania u Anny, potulny więc i rozgoryczony, do cna wyczerpany swoimi wizjami, zdezorientowany i przerażony, postanawia rzucić dotychczasowe sposoby na przetrwanie, spakować manatki i wypiąć się na sterczenie przy taśmie, wyjechać w nieznane, gdzie można być sobą, a na upartego, gdzie można być nikim, schodzi więc z obłoków, a kiedy wraca do domu, nie mówiąc za dużo, wkłada do kufra swoje zgrywne miny, łzy i cierpienia, nostalgie i rekwizyty, dekoracje i przyklejane wąsy. Bez żalu, zrównoważonym krokiem opuszcza rodzinny rezerwat, udaje się w stronę dworca, by najbliższym osobowym z przesiadką pojechać do diabła.
  
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-07-02, 22:16   

No i jakże nie czytać, skoro tak ciekawie tutaj.


Pozdrawiam
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-07-02, 22:59   

el napisał/a:
skoro tak ciekawie tutaj.

bardzo ciekawie
na jeden bezdech albo tchnienie - co kto woli - ;)
(akapity omijałem bo by tchu zbrakło!) :P
 
 
Lucy 
Lucyna Mamczur


Dołączyła: 07 Lut 2008
Posty: 2997
Skąd: strawberry fields
Wysłany: 2009-07-02, 23:11   

Owsianko napisał/a:
Już widział się obryzganym pokłonami i czapkowaniami, upaćkanym nagrodami i owacjami na stojąco; już dostrzegł się na wszelkich możebnych i niemożebnych piedestałach, i zobaczył, jak się na nich rozpościera, wierci i nadyma, i ujrzał, jak wataha domokrążnych poetów zmawia się, by ułożyć o nim szaszłykową piosenkę do wycia przy grillu, jak odbiera ordery i dostojeństwa, jak jest uhonorowany estymą i zostaje wydystyngowany na człowieka millenium; już niemal tak było, gdy przyturlała się do niego nad wyraz upierdliwa myśl, że czego by nie dokonał, i tak nie doigra się uznania u Anny, potulny więc i rozdeptany w sobie, schodzi z obłoków i włazi między haftki.

Zacytowany akapit - rewelka!
Gratuluję całości. Czytało się świetnie. :)
_________________
Każdy ma swój kawałek nieba
 
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-07-02, 23:21   

Owsianko napisał/a:
potulny więc i rozdeptany w sobie, schodzi z obłoków i włazi między haftki


acha, jakby o takim jednym z Miasteczka G. co się tu podpisuje:
M.
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 70
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19078
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-07-03, 05:26   

przyłączam się do ochów bo tekst z polotem, fantazją i pomysłem. Wartko się toczy w sferze materialno- iluzorycznej ułudy. Świetnie czekam na następne. :)
 
 
stary krab 
awanturnik w stanie spoczynku

Wiek: 89
Dołączył: 12 Gru 2007
Posty: 1118
Skąd: Małopolska
Wysłany: 2009-07-03, 08:07   

Oto przykład świetnej roboty na nie wart wzmianki temat. Wyjątkowo bogate słownictwo użyte z zacięciem wartym lepszej sprawy. Delektowanie się procesem tworzenia aż do granic absurdu. ;)
Pod pewnymi względami tekst ten przypomona mi najlepsze wprawki mistrza Tadeusza Nowaka. Powiedzmy z "Półbaśni". :cool:

A ten fragment prawdy warto częściej przypominać:

manifestacyjne obnoszenie się z frustracją jest nawykiem szkodliwym
_________________
Autorów setki, a czytelników niewielu, gadających tysiące i miliony, a słuchać nie chce prawie nikt.

Ariana Nagórska
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Chce się żyć!


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo