Pierwsza wizja dopadła Karola podczas rutynowej ceremonii wieczornego rozluźnienia, kiedy to po dziesięciu godzinach pracy siadał na ulubionym, rozlatującym się krześle, przy zgaszonych światłach, i popijając whiskey zaciągał się papierosem.
Więc siedzi. Siedzi bez widoku. Przy otwartym oknie. Powinno być jeszcze ciemniej i jeszcze więcej wiatru. Wyciąga kolejnego papierosa i zapala. Ale nagle:
- Cześć – mówi do niego szara twarz wystająca z mroku.
- Cześć. Chcesz zapalić?
- Nie. Po co? – powiedziała twarz. – Jestem żałobą.
- To pomyłka – powiedział.
- Poczekaj – twarz wysunęła język na którym leżała szara karteczka. - Karol Kruger?
- Nie, on mieszka dwa piętra nade mną
- A to przepraszam – zmieszała się lekko, cmoknęła grubymi ustami i zniknęła.
Siedzi z papierosem. Zakłada nogę na nogę i poprawia kołnierz koszuli. Myśli sobie, że
skoro przyszła żałoba, to na pewno niedługo przyjdą inni. No i nagle:
- Witaj – mówią do niego dwie białe nogi.
- Witajcie – powiedział. – Chcecie zapalić?
- Nie. Śpieszymy się – zaczęły tupać. – Jesteśmy namiętności.
- To pomyłka.
- Jak to? Czekaj – prawa noga podniosła stopę, a druga przejechała po jej podbiciu.
- Karol Kruger?
- Nie. On mieszka dwa piętra pode mną.
- To przepraszamy i uciekamy – krzyknęły dwugłosem i wybiegły w ciemność.
Tego wieczoru nikt więcej nie przyszedł. Zadzwoniła jedynie Karolina – dziewczyna Karola. Karol po zimnym prysznicu położył się na pościeli. Włączył telewizor. Zatknął nos i spróbował wciągnąć nim powietrze. To nie sen. One naprawdę tu były i ja naprawdę z nimi rozmawiałem. O nic nie pytałem, to dobrze, bo mogłyby coś podejrzewać, ale kim były?
Namiętności? Żałoba? Wszystko mam za sobą. To nie mogły być one.
Dobrze, że je zmyliłem. Tak, to bardzo dobrze. Nie można ufać kłamiącym duchom.
W ogóle nie można ufać duchom.
Z taką też myślą zasnął. Kolejna wizja miała nadejść dwie minuty później. Po dwóch minutach spokojnego i głębokiego snu Karol otworzył oczy.
- Cześć – usłyszał kobiecy głos, rozejrzał się po pokoju, by dostrzec piękne ciało,
z którego wydobyło się owe ,,cześć”. Po chwili zorientował się, że wstrzymuje oddech, ba! - Że wcale nie musi oddychać. Nie czuł ruchu powietrza w nozdrzach, nie czuł przyjemnego, chłodnego strumienia opływającego zazwyczaj ściany przełyku.
- To Ty? - zapytał.
- Nie. To przez morze. – kiwnęła głową, by sam się przekonał. Przed nimi rozciągał się potężny błękit; tym zieleńszy, im dalej na niego spoglądał.
- Pięknie – westchnął.
- Czy ja wiem? Siedzę tutaj tak długo. Jestem znudzona pięknem. Ale teraz wszystko się zmieniło.
- Aha...teraz będę tutaj z tobą i będę robił za ,,brzydką część wyspy”? Cholera, czyli jednak mnie dopadły. A wiedziałem, że coś z nimi jest nie tak.
- Nie, spokojnie. Nie zostaniemy tutaj długo. To ty zabierzesz mnie do siebie.
- Ja? Nie no, bardzo mi miło. I co? Będziesz mieszkać ze mną? Bo wiesz, ja jestem trudny w codziennym współżyciu. Rzadko piorę, rzadko jem, często natomiast nie opuszczam klapy w toalecie. W zasadzie to nigdy. Czasem jej nawet nie podnoszę,
ale to przez alkohol. Aha! Strasznie dużo piję. Piję jak wieloryb.
- Ehe.
- Co? Nie mów mi, że wieloryb nie pije? No wiem, wyławia ten…ten plankton…aaa, no tak! Ma tę dziurę na plecach, przez którą sika! To ja jestem zupełnie jak wieloryb. Dużo piję, dużo sikam.
- Przestań! Za dużo gadasz.
- O, właśnie. I za mało sypiam.
- Teraz się to zmieni.
- Dlaczego? Chcesz mnie wymęczyć seksualnie?
- Kiedy tylko wyrwiemy się z tego miejsca i znajdziemy się w twoim świecie…
- Ja nie mam własnego świata. Wszystko jest państwowe.
- …KIEDY ZNAJDZIEMY SIĘ W TWOIM ŚWIECIE! To! Zaczniesz być małomówny, skryty, zaczniesz unikać ludzi.
- Taaak…nic nowego.
-Nie będziesz mógł zasnąć wieczorami, nie będziesz mógł się cieszyć, ani płakać.
- A może frytki do tego? No, weź, przestań. Mam dwadzieścia lat. Nie powinienem mieć czasem snów czysto erotycznych? Powiedz mi lepiej skąd jesteś, kim jesteś.
- Och, przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem hiszpańską Call Girl z trzycyfrowego kanału.
- No! Widzisz. Mogłaś zacząć tak od razu.
- Słuchaj. Musisz pomóc mi znaleźć drzewo życia.
- Drzewo życia? To jakieś centrum odnowy biologicznej?
- To drzewo, które jest źródłem i może spełniać wszelkie marzenia.
- Mhm, i gdzie jest to drzewo?
- Poza snem.
- Poza snem jest wiele drzew. Miliardy pompujących tlen krzaków. Jak mamy znaleźć właściwe drzewo? Poza tym drzewa też są państwowe. Politycy na świecie…
- Nie interesują mnie politycy, ani to, co robią ze światem. Interesuje mnie tylko…
-… drzewo życia, kapuję.
- Tak. Drzewo życia. Nad ranem przelotne burze na zachodzie i uwaga, mgły na obszarach północnej Polski?
- Eee…słucham?
- Muszę je znaleźć, muszę! Słyszysz? Nadchodzący weekend w końcu przyniesie nam długo oczekiwane słońce. Od pasa wybrzeży aż po Tatry świecić będzie…
Karol dusił się. Gwałtownie zerwał się z łóżka i klęknął na podłodze ciężko oddychając. Po chwili zwymiotował i położył się na wznak. Dziękuję, Anita Sobczak z Meteo…Podniósł głowę i spojrzał na telewizor.
- Życzę państwu miłych snów - powiedziała pogodynka i zniknęła w odmętach telewizyjnej tafli.
- Wal się – parsknął, a po chwili roześmiał się głośno. – To tylko alkohol, Karol, znowu się nawaliłeś, eh, ty idioto – skarcił głośno samego siebie i mimowolnie sięgnął po butelkę, na której dnie lekko kołysała się resztka nektaru. Wypiwszy ostatnią kroplę padł na łóżko.
- Ależ nie – powiedział kobiecy głos i podrapał go po plecach. Najpierw przeszedł go dreszcz, potem zbladł i wcisnął twarz w poduszkę. – Mówiłam ci, że będziesz musiał ograniczyć sen. Wstawaj. Musimy omówić szczegóły. Musimy znaleźć…
- Drzewo życia, tak, wiem – westchnął rozczarowany.
Do tego momentu był pewien, że przebrnie przez resztę życia bez problemów. Owszem, momentami nieznośnie, w bólach, w znudzeniu i apatii, ale bez problemów, zmartwień. Do tego momentu uważał się za człowieka, jakkolwiek to rozumieć, pełnego. Za skończoną rzeźbę marnego artysty, który najpierw odrąbał mu dłutem pół ciała, by później we własnym wstydzie strugać o połowę mniejszą postać. W jednej chwili uświadomił sobie, że odczuwa coś na kształt niepokoju, który targał nim kiedyś. Zrozumiał, że jego twórca wcale nie skończył. Jeszcze chce mnie poprawić - tam pogłębić, tam wysmuklić. Przeraził się. Jego myśli nabrały teraz żałosnego tonu rosnącej nadziei.A co jeśli rzeźbiarz wcale nie jest rzeźbiarzem, tylko rzeźnikiem?
Tak. Ta myśl była dla niego jak otarcie się nogami o dno. Muliste, nieprzyjemnie ciepłe, ale dno. Jest szansa, że zdoła znowu na nim osiąść i przeczekać życie, tak jak zamierzał.
poczytam wieczorkiem jak wrócę z lasów...dzisiaj nie zabieram lapka
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2009-08-22, 15:06
W sumie to środkowy dialog ,,ostatecznie" skróciłem, ale tutaj wklejam wersję dla cierpliwych .
Miłej jazdy, Marku!!!
( Uwagi mile widziane, bo to, w przeciwieństwie do pierwszej części, dość niepewny grunt dla mnie. Nie czuję jeszcze smaku na tyle, by rozpoznać potrawę. - Już widzę, że się nie polubię z tym fragmentem, ehh... )
o! więc 24 km rowerkiem + z 500m w jeziorze (tylko tyle bo nie miał kto rowerka pilnowac i musiałem blisko pływać - nikoguśko wokół a za każdą sosną złodziej )
a mi się ten Twój tekst podoba - o! bez uzasadnienia!
ino mi się to nie podoba (fizycznie):
gamin napisał/a:
Muliste, nieprzyjemnie ciepłe
- ono dno - kiedyś się wpadło w trzęsawisko...brrrrrr
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2009-08-22, 20:48
Marek napisał/a:
a za każdą sosną złodziej )
czyhający na biedne rowery
Marek napisał/a:
a mi się ten Twój tekst podoba - o! bez uzasadnienia!
Dzięki, żeś mnie oszczędził, bo jednak sam już widzę, że z tym fragmentem jest jednak coś nie tak. Trza go na warsztat, albo za szopę, co by go rdza ,,uszlachetniała"!
Nie, właśnie skutki starałem się w miarę odciąć od pojęcia świadomego śnienia!
Natomiast przyczyny są tak namacalne, że trudno mi co do nich wyrokować.
Mnie się nie skojarzyło ze snami, a raczej z wizjami. Mowa o alkoholu, więc można by to złozyć na stany upojenia, ale czy to nie za proste wytłumaczenie. Myślę, że to się rozwinie. Czy ten dialog za długi? Chyba nie, bo przecież dialogi tworzą istotną warstwę w opowiadaniu.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
ach, te "wizytacje" i perosnifikacje "ducha" - znakomite ! ("szara twarz" i "dwi białe nogi" o "lasce" nie wspomnę - chyba kupię" łiskacza na wyposażenie do Ł.)
i ma rację El - te dialogi wcale nie za długie w sam raz, nienużące - jak dla mnie !
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2009-08-22, 21:07
el napisał/a:
Mowa o alkoholu, więc można by to złozyć na stany upojenia, ale czy to nie za proste wytłumaczenie.
Już chciałem wtrącić małe naprowadzenie ( a raczej mój domysł ), ale doczytałem
el napisał/a:
Myślę, że to się rozwinie.
No prawda. Po co uprzedzać, skoro zamierzam wrzucać kolejne części ( jeśli się odważę. Na razie muszę przeboleć powyższą)