- Gdzie idziemy?
- Chcę ci pokazać. Już niedaleko.
Na zimowej ścieżce odciskały się ślady dwudziestojednoletniego Karola Krugera.
Kilkanaście miesięcy zażywania leków psychotropowych ( w szczególności neuroleptyków ) spowodowało, że Karol przybrał sporo na wadze, jego krok stał się chwiejny, nieregularny. Senność, którą odczuwał, pozostawała wciąż niezaspokojona. Bóle głowy nasiliły się do tego stopnia, że często zmuszał ciało do produkowania endorfin na najróżniejsze sposoby, poczynając od kaleczenia się, a kończąc na ostrym seksie. Kiedy przestał odczuwać adrenalinę, skupił się na starym, dobrym alkoholu i odpowiednich dawkach opium.
- Wiesz, kiedy miałem dziewięć, czy dziesięć lat i leżałem wieczorem już w łóżku, czekając na sen, myślałem o śmierci. Wciąż myślałem o śmierci. Tupałem stopami o ścianę i myślałem sobie ,, moi rodzice umrą moi rodzice umrą moi rodzice umrą” i szlochałem. Ryczałem w poduszkę jak bóbr, bo tak się bałem tego, co czeka mnie po ich śmierci. Później myślałem, że ja też kiedyś będę musiał odejść. Myślałem, co wtedy będzie?, już jako dziewięciolatek wyobrażałem sobie życie po śmierci jako wielką pustkę. To przynosiło mi ulgę, ale i tak ryczałem jak bóbr.
- He he, nie tylko ty tak miałeś.
- To prawda. No, ale teraz już się nie boję ich śmierci. Bardziej boję się własnego życia. Dziecko nie dostrzega ciężaru życia, a może to raczej dorosły nie dostrzega jego lekkości. Sam już nie wiem. Jesteśmy na miejscu. Tędy. Grób Eweliny jest w trzecim rzędzie.
- Zabijasz się.
- No wiem, ale chcę tu być. Dlaczego miałbym być gdzie indziej?
- Męczysz się. Zamęczasz się.
- Wiem. Nie gadaj, tylko módl się.
- Co? Mamy się modlić?
- No. A co jeśli bóg jest? Ja wiem, ja wiem, że to głupie, ale nie zaszkodzi raz powiedzieć. Ojcze nasz...mów ze mną!
- …Ojcze nasz…
- któryś jest w niebie…
***
- Halo?
- Dzień dobry, mówi Karol Kruger. Czy zastałem może Ewelinę?
- …Tak mi przykro. To moja wina…nie powinienem był prowadzić.
- Słucham?
- Ona…ona nie żyje. Zabiłem ją. Zabiłem ją, słyszysz!? Nawet nie jestem jej ojcem,
a teraz tylko ja ją opłakuję. Jej matka wciąż leży w szpitalu. Nie wiem co robić…Co robić?
***
- Wiesz, czuję, że odejdę młodo. Śniłam o tym.
- Śniłaś, że umierasz?
- Nie. Śniłam, o tym jak jest już po.
- I jak było?
- Nic nie było. Kompletnie nic.
- Ale mówiłaś, że będziemy żyć.
- Tak mówiłam? Przykro mi, Karolu, jednak nie będziemy żyć.
- Ale teraz możemy. Teraz żyjemy.
- Tak, teraz żyjemy.
- Nie chcesz, bym wrócił do szkoły?
- Nie chcę. Jestem głupią egoistką. Zależy mi tylko na własnym szczęściu.
Ty jesteś mi potrzebny. To wszystko przeze mnie.
- Wszyscy jesteśmy egoistami. Dbamy o innych, by samemu poczuć się lepiej.
To normalne, choć żałosne. A może to się wcale nie wyklucza? Normalność jest żałosna.
- Więc co? Zamieszkamy razem?
- Nie mamy pieniędzy. Nie mamy świnek skarbonek, ani mlecznych zębów.
- Zarobimy.
- I dalej będziemy się tylko śmiać.
- Tak.
- Zgoda.
- Tylko bez psów! Nie cierpię psów. Lubię koty. Możemy mieć kota?
- Tak. Koty są piękne. Możemy mieć kota.
noo, nie...
ZASADA NR 1 - nigdy nie odwiedzam domów, w którym mają psa/psy - zawsze gość będzie intruzem - pies jest na miejscu I, później dopiero ten, który przyszedł...mam doświadczenia w tym zakresie z niejednego miejsca
("wiesz, jak przyjdziesz to zamkniemy psa do drugiego pokoju - a zamknięty pies tak długo wali w drzwi, aż go wypuszczają - "bo szkoda zwierzęcia", "on tak lubi towarzystwo" a potem pies siada obok mnie (bo mnie lubi ) a ja boję się sięgnąć po filiżankę herbaty bo warczy... NEVER - NIGDY do ludzi co mają psa!!!!
No nasz wilk nigdy nie warczy na ludzi. Ma jednak paskudny zwyczaj żebrania o głaski - podpycha się z łbem pod dłoń każdemu. Ostatnio przesunał się grzecznie w progu i wpuścił do domu kogoś, kto szukał mojego Ojca. Po prostu piesa nie zakłada, że człowiek może coś nie tak - kocha WSZYSTKICH.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2009-08-26, 11:25
el napisał/a:
Po prostu piesa nie zakłada, że człowiek może coś nie tak - kocha WSZYSTKICH.
Dlatego się mówi, że psy są głupie. Kiedyś miałem kundla, to kochałem go na na zabój, chociaż latał po ścianach za światłem latarki - taki był durny.