Przyjedź miła jesienią -
powita cię mój las bukowy
liście jak złota danina spadną
ofiarowując swą miękkość
a ja zobaczę jak uśmiechasz się
do swoich wspomnień
Przyjedź miła zimą -
mój las świerkowy zdumiony
nowym odzieniem
w pokorze znosi jego ciężar
oczekując odwilży
Tak cicho
a ja zobaczę jak w zachwyceniu patrzysz
Przyjedź miła wiosną -
moje łąki przyleśne
podarują ci świeżość poranka
zapach dnia mgły wieczora
a ja zobaczę jak wyglądasz
w wianku z kaczeńców i stokrotek
Albo przyjedź latem -
w moim lesie sosnowym
przysiądziemy na chwilę
by posłuchać jak cichym poszumem
przyzwala na milczenie
a ja zaczekam na twoje pierwsze - miły
To jakby kontynuacja PIERWSZEGO - bo do tej samej osoby pisany
"zielonookiej" - nieco oszukanej
To proszę pana Marka, ile pan ma tego lasu? ile tych lasów? i łąki?
też bym przyjechała, każda pora dobra, żeby rozejrzeć się wokoło, posłuchać ciszy...
serdeczności Elżbieta
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
tysiące, tysiące hektarów sosen, buków, dębów, świerków
pośród nich polany, łąki, jeziora, mokradła, bagna
zwierzyna
minionej jesieni płynąc canoe widziałem orła bielika - ma siedziska na tzw. Markowych błotach, ma swoje gniazdo bocian czarny - ale to strefa do której jest zakaz wstępu ...
właśnie, za chwilę jadę rowerkiem do mojego Łośna, lasów - i w lesie - zapewniam - nie spotkam nawet jednego człowieka - więc cały mój !
No i właśnie - się było w lesie. Się pojeździło rowerkiem duktami kilkanaście kilometerków - ani żywej duszyczki; nawet jednej
tylko:
prawie jak w :
"Sytuacja 12"
Zamiast relanium
łażenie po lesie
sarny pokazują tyłki
jak życie
tyle, że zamiast łażenia było jeżdżenie ...
(a jakie słoneczko! - troszkę mroziku, wiatr wschodni...)