w kształcie lekko zaokrąglonej łzy
nasączona słońcem spada przez wieczność
lepka słodka jak Ewa gdyby zamiast jabłka
podarowano jej kiść
gdy patrzysz pod słońce nie ma granicy
wszystko jest światłem
ciemność tu nie ma znaczenia
żyłki drżą jeszcze chłodem nocy
i odstraszanymi mechanicznie ptakami
żeby można było dojrzewać łagodnie
na czas
siedzisz przed zabłąkanym domem
tu wśród równin niespodzianka z Kalifornii
babie lato pod rękę z indiańskim
rysikami srebrzą fantazję
lecz z uwagą okna zostawiają w błękicie
chcesz wniknąć przez nie w kolejne pasmo spektrum
przeszkadzają jednak nasączone rękawiczki
i nożyce bo z nimi do nieba nie wpuszczą
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E