POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » ODSKOCZNIA » Lubię poczytać... » Marina Cwietajewa
Marina Cwietajewa
Autor Wiadomość
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-02, 12:36   Marina Cwietajewa

(ur. 8 października 1892, Moskwa, zm. 31 sierpnia 1941, Jełabuga)
Jedna z najoryginalniejszych, najwyrazistszych i najbardziej namiętnych, bezpośrednich rosyjskich poetek. Brodski określił ją jako ,,jedynego poetę, z którym on konkurować nie zamierza", a urzędnik wypełniający akt jej zgonu w rubrykę zawód wpisał: ewakuowana. ( w wyniku wojny ewakuowano m.in ją, wraz z synem, do miejscowości Jełabuga, gdzie popełniła samobójstwo )



***

Żeby dojść do ust i łoża-
Mimo groźnej cerkwii bożej
Muszę iść

Mimo karet iść weselnych.
Karawanów.
Jego próg pieczęcią
Zaznaczył anioł.

Tak o nowiu nocą nocy
Wbrew żeliwnych stróżów mocy:
Baczny wrót-

Do drzwi śpiewnych i świetlanych
Poprzez opar kadzidlany
Pożądam.

Tak jak dąży wciąż od wieków
Mimo Boga- do człowieka
Człowiek.




***


Skąd we mnie tyle tkliwości?
Nie po raz pierwszy- kędziory
Jak twoje gładzę i jeszcze
Ciemniejszych zaznałam- warg.

Wschodziły i gasły gwiazdy
(Skąd we mnie tyle tkliwości?)
Wschodziły i gasły oczy
I w oczach mych blask ich nikł.

Cudowniejszymy pieśniami
Śród ciemnej, przepastnej nocy
(Skąd we mnie tyle tkliwości?)
Mnie darzył śpiewaka głos.

Skąd we mnie tyle tkliwości?
I co uczynić mam z nią, chłopcze
Podstępny, śpiewaku wędrowny,
Długorzęsy- jak chyba nikt?




***


Dusza, co nie wie, czym jest miara,
Dusza fanatyka, wandala,
Wyczekująca tęsknie bata.
Dusza, co wprost w objęcia kata,
Jak ćma do światła ciągnie czule!
Duszo, trawiona wiecznie bólem,
Że wiedźmy nie są już palone.
Jak smolnej żagwi lotny plomien
Pod włosienicą ćmi bez końca...
Ta heretyczka zgrzytająca,
- Savonaroli siostra z głosu -
Dusza zaiste godna stosu!



* * *

Kawalerze des Grieux*, na próżno
Tak szalejesz za swoją próżną,
Grzeszną, wietrzną, od wszystkich różną,
Niebezpieczną swoją Manon.
Korowodem sennym i strojnym
Wychodzimy z waszych pokoi.
Nikt się o nas nie niepokoi.
Kawalerze, tak musi być.
Odchodzimy w nocne zawieje,
Nie pragniemy dla siebie wiele
Prócz kolacji i sznura pereł
I, być może, jedynej łzy.
Kawalerze, cóż honor? Słowo.
Niech ci Bóg da kochankę nową.
Pozostając zawsze gotową —
Kochającą namiętnie



***

Z tkliwością - bo po kryjomu
Wszystkich porzucę jutro-
Czule rozmyślam komu
Zostawię me wilcze futro,

Komu - mój pled prześwietny
I z chartem cienką laskę,
Komu me bransolety
Z turkusów cennym blaskiem...

Wszystkie notatki i kwiaty
Zachować - nie w mojej mocy...
I ciebie, mój rymie bogaty,
I ciebie, ostatnia nocy!



***

Podoba mi się, że Pan na mnie nie jest chory,
Podoba mi się, że na Pana nie choruję,
Że nigdy ziemski glob stabilnej swej podpory
Spod naszych nóg znienacka nie usunie.
Podoba mi się także, że śmieszną być można,
wręcz rozpuszczoną - a nie bawić się słowami,
I nie czerwienieć falą dławiącą przemożnie,
zetknąwszy się przypadkiem rękawami.

Podoba mi się jeszcze, że przy mnie Pan może
Spokojnie całkiem inną czule obejmować
I że w piekielnym ogniu nie każesz mi gorzeć,
Gdy to nie Pana zechcę pocałować.
Że imię moje zwiewne, mój Ty delikatny,
Nigdy przez Pana nie jest brane nadaremno,
I że w cerkiewnej ciszy nawet w dzień ostatni
Ty "Alleluja!" nie usłyszysz ze mną.

Dziękuję Panu za to i sercem i dłońmi,
Że choć nie znasz mnie wcale - miłość Twa gorąca,
Że cichy spokój czuję wśród nocy ogromnej,
Za spotkań sporadyczność o zachodzie słońca,
Za nasze pod Księżycem nie-amory,
Że nie nad nami niebo wstaje z rana,
Za to że Pan jest -Och!- nie na mnie chory,
Za to, że -Och! -tak cierpię nie przez Pana.

3 maja 1915
  
 
 
pejcz
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-02, 12:47   :)

A masz jeszcze jakieś wiersze tej Autorki?
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-02, 12:55   

* * *

Kawalerze des Grieux*, na próżno
Tak szalejesz za swoją próżną,
Grzeszną, wietrzną, od wszystkich różną,
Niebezpieczną swoją Manon.
Korowodem sennym i strojnym
Wychodzimy z waszych pokoi.
Nikt się o nas nie niepokoi.
Kawalerze, tak musi być.
Odchodzimy w nocne zawieje,
Nie pragniemy dla siebie wiele
Prócz kolacji i sznura pereł
I, być może, jedynej łzy.
Kawalerze, cóż honor? Słowo.
Niech ci Bóg da kochankę nową.
Pozostając zawsze gotową —
Kochającą namiętnie



***

Z tkliwością - bo po kryjomu
Wszystkich porzucę jutro-
Czule rozmyślam komu
Zostawię me wilcze futro,

Komu - mój pled prześwietny
I z chartem cienką laskę,
Komu me bransolety
Z turkusów cennym blaskiem...

Wszystkie notatki i kwiaty
Zachować - nie w mojej mocy...
I ciebie, mój rymie bogaty,
I ciebie, ostatnia nocy!



***

Podoba mi się, że Pan na mnie nie jest chory,
Podoba mi się, że na Pana nie choruję,
Że nigdy ziemski glob stabilnej swej podpory
Spod naszych nóg znienacka nie usunie.
Podoba mi się także, że śmieszną być można,
wręcz rozpuszczoną - a nie bawić się słowami,
I nie czerwienieć falą dławiącą przemożnie,
zetknąwszy się przypadkiem rękawami.

Podoba mi się jeszcze, że przy mnie Pan może
Spokojnie całkiem inną czule obejmować
I że w piekielnym ogniu nie każesz mi gorzeć,
Gdy to nie Pana zechcę pocałować.
Że imię moje zwiewne, mój Ty delikatny,
Nigdy przez Pana nie jest brane nadaremno,
I że w cerkiewnej ciszy nawet w dzień ostatni
Ty "Alleluja!" nie usłyszysz ze mną.

Dziękuję Panu za to i sercem i dłońmi,
Że choć nie znasz mnie wcale - miłość Twa gorąca,
Że cichy spokój czuję wśród nocy ogromnej,
Za spotkań sporadyczność o zachodzie słońca,
Za nasze pod Księżycem nie-amory,
Że nie nad nami niebo wstaje z rana,
Za to że Pan jest -Och!- nie na mnie chory,
Za to, że -Och! -tak cierpię nie przez Pana.

3 maja 1915





Paryż, 1925 r.


;)
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-03, 18:09   

Dario, jeśli będziesz chciała więcej, to w najbliższym czasie odzyskam jej 'tomik' z rąk pożyczających i wkleję jeszcze :)
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-10-06, 23:06   

Kamil? Kto był tłumaczem? Podoba mi się - chyba spróbuję dotrzeć do oryginału.
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2009-10-06, 23:11   

Marina Cwietajewa (1892-1941) stała się ikoną rosyjskich poetów „wieku srebrnego”. W muzycznym wykształceniu poetki (jej matka była pianistką) upatrywać można źródeł muzyczności jej poezji, która stała się wyrazem buntu wobec form tradycyjnych i z założenia miała służyć prowokacji. Josif Brodski miał się wyrazić, że Cwietajewa rytmizowała frazy wierszy wzorem metronomu, który odmierzał bieg jej dzieciństwa. Uwikłana w sieć pułapek ideologicznych, „wieczna buntowniczka” – jak ją określili monografiści – popełniła samobójstwo.
Szostakowicz umuzycznił sześć wierszy Mariny Cwietajewej, komponując w roku 1973 suitę na alt i fortepian op. 143, rok później opracowując też wersję z orkiestrą kameralną. Pisząc te pieśni, myślał o Irinie Bogaczowej – młodej śpiewaczce, obdarzonej pięknym głosem altowym, która stała się ich prawykonawczynią 27 grudnia 1973. Jak pisze Krzysztof Meyer, „Jest to muzyka wyjątkowa – by tak rzec – intelektualna i ascetyczna, podobnie jak Sonat skrzypcowa; emocja kryje się na dalszym planie, zaś środki muzyczne są ograniczone i nad wyraz proste”.
Sześć wierszy Mariny Cwietajewej wpisuje się w krąg liryki wyznaniowej i refleksyjnej: Moje wiersze (Moi stichi) i Skąd taka delikatność? (Otkuda takaja nieżnost?), Dialog Hamleta z sumieniem (Diałog Gamleta s sowiestju) Poeta i car (Poet i car), Nie, bił bęben… (Niet, bil baraban...), a także inwokacyjnej – Annie Achmatowej. Muzyka wywiedziona zostaje bezpośrednio z melodyjnej poetyckiej frazy i jej zadaniem jest przekaz sensów – piękny to przykład połączenia się słowa i dźwięku.
Opus 143 przynależy do ostatniej fazy twórczości kompozytora i reprezentuje tzw. styl późny, którego znaczącą cechą jest ucieczka w sferę metafizyki i symboli, a także uproszczenie języka przekazu i skupienie się na wartościach najważniejszych. Pieśni – podobnie jak cała muzyka kameralna – stały się u Szostakowicza enklawą wypowiedzi osobistej, poruszającej, bez maski „przodownika pracy”. W sytuacjach lirycznych „zniewolony geniusz”, jak określił kompozytora Aleksander Sołżenicyn, mógł wypowiadać się jako artysta głęboko odczuwający i przeżywający zło świata, w którym przyszło mu żyć i tworzyć. Pieśń uszła cało...


Małgorzata Janicka-Sły
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-06, 23:14   

Kurcze, powiem ci, że teraz to ci nie powiem, bo sam nie wiem ;) ,
ale mam gdzieś jej teksty po rosyjsku - i to chyba na komputerze
(yhhh....jak chciałbym znać rosyjski dobrze...kiedyś się nauczę )
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-06, 23:19   

Była córką profesora Iwana W. Cwietajewa oraz Marii A. Meyn, która była pianistką. Ponieważ matka zachorowała na gruźlicę, Marina podróżowała po wielu krajach Europy z kurującą się za granicą matką: Włoszech, Szwajcarii i Niemczech. Częściowo też odbywała nauki za granicą,
w tym na pensjach w Lozannie i Freiburgu. W 1909 r. uczestniczyła w kursie literatury francuskiej na Sorbonie.
Matce była wdzięczna za wpojone poczucie obowiązku, surowość wobec samej siebie, wstręt do gazet i pieniędzy i przede wszystkim za lirykę.
"Mając taką matkę, pozostało mi tylko jedno, stać się poetką". I tak w wieku sześciu lat Marina zaczęła pisać wierszyki, a ktoś kiedyś w przyszłości miał powiedzieć, że jej poezja wyraża to, co tylko muzyka jest w stanie osiągnąć.Jako dziecko pisuje więc wiersze
(także w języku francuskim i niemieckim), w 1910 roku własnym nakładem wydaje debiutancki tomik poezji "Album wieczorny", dość ciepło przyjęty przez krytykę. Jej wiersze zostały dostrzeżone przez krytyków i poetów rosyjskiego "Srebrnego wieku", m.in. Walerego Briusowa, Wołoszyna i Nikołaja Gumilowa.
Tak więc przystojna, ale nie urodziwa, za to ekscentryczna, z masą pierścionków na palcach i z papierosem w ustach Marina wtargnęła w świat moskiewskiej bohemy, gdzie nie opowiadając niczego o swym życiu, nie przestawała właściwie nigdy mówić o sobie.
Ala (Ariadna Efron, córka Cwietajewej) mówiła, że matka sama się wykreowała w młodości, że z charakterystyczną dla jej natury stanowczością i energią zaczęła kształtować siebie od nowa, na przekór naturze. Mało jadła, zamęczała się chodzeniem. Próbowała nadać swojej twarzy wyraz ascetyzmu.
Strzygła się nietypowo, zasłaniając policzki włosami. Została nałogową palaczką, papieros stał się nieodłącznym atrybutem jej wizerunku.
Okulary wyrzuciła. Ostatnie zdjęcie w binoklach wykonane zostało prawdopodobnie w roku dwunastym, na zdjęciu nie ma dokładnej daty.
Nie pozwalała sobie garbić się i nie próbowała siłą woli dojrzeć tego, co z powodu krótkiego wzroku było dla niej niewidoczne.

W 1911 porzuciła liceum, nie uzyskując matury. W styczniu 1912 roku wyszła za mąż za Siergieja Efrona,niepozornego grużlika pisującego jak ona wiersze, będącego wówczas w liceum.

Napisała wtedy:
"Już ilu ich runęło w tę głębinę
Rozwartą wśród przestrzeni
Nastąpi dzień, kiedy ja również zginę

Zastygnie wszystko, co śpiewało, lśniło,
W dal rwąc się bezpowrotną:
Zieleń mych oczu,głosu tkliwa siła
I włosów moich złoto.

Świat będzie trwał z powszechnym jego chlebem,
Gdy mnie niepamięć zmiecie,
I będzie wszystko - jak gdyby pod niebem
Nie było mnie na świecie."(tłumaczył Włodzimierz Swobodnik)

We wrześniu tego roku urodziła córkę Ariadnę i też wydała własnym kosztem kolejny tom poezji "Latarnię czarnoksięską", który jednak zyskał słabe recenzje, gdyż uznano te wiersze za mocno infantylne. Młode małżeństwo żyło na koszt ojca Cwietajewej("Kochany, uroczy Tata! Przez
całe życie zbierał pieniądze na potrzeby swoich dzieci, sobie odmawiając wszystkiego" wspominała później), a po jego śmierci w 1913 ze spadku.

Będąc na Krymie pisała:
"Dla wierszy mych,tak wcześnie pisanych,
I niśewiadoma byłam, że to - słowa poety,
Co wytrysnęły ze mnie, jak strugi z fontanny,
Jak snop iskier z rakiety.

I wtargnęły jak diabliki pełne wesołości
Do świątyni,gdzie śniłam w dymie kadzidlanym,
Dla wierszy moich, o mierci i modoci
- Dla wierszy nieczytanych! -

Poupychanych w zakurzonych magazynach
(Bo nie było i nie ma amatora!)
Dla wierszy moich, jak dla szlachetnego wina,
Jeszcze nadejdzie pora!" (przełożyła Rena Marciniak)

Mężczyźni byli w życiu Mariny od...zawsze. To ona wzniecała pożary. "Aby napalić w olbrzymim piecu, potrzebne są drwa, drwa i drwa. (...) Gorsze spalają się szybciej, lepsze - płoną dłużej"- pisał o jej licznych romansach obolały mąż, który po pewnym czasie zrozumiał, że on sam średnio nadaje się na rozpałkę i że te wszystkie miłości to życiodajne źródło Mariny, clou jej poezji. "Tylko przy jego boku mogę żyć tak, jak pragnę, to znaczy w wolności" zaś przyznawała z kolei Cwietajewa.
Nie ukrywała swoich romansów, otwarcie o nich pisała w listach i wierszach.
Jednak kiedy zdradziła go z kobietą, upokorzony, słabowity i chorowity Siergiej uciekł przed nią na front pirwszej wojny światowej,a od 1917 walczył w armii "Białych" .

Związek Mariny z energiczną poetką Sofią Parnok zaowocował cyklem wierszy "Do przyjaciółki" i pięknymi erotykami ("Miłość rozpoznać umiem bólem/ Całego ciała w dół").
Dziewczyny pojawiały się wszędzie razem i budziły zgorszenie.
Wiersz z tego okresu:
"Cudownie pusta głowa. Niebywale.
A serce jest przepełnione po prostu.
Iskrzą się dni me jak maleńkie fale,
Niektóre patrzą godzinami z mostu.
Czyjeś spojrzenia są już nazbyt czułe
W czułym powietrzu, którym się poimy..." ( przełożył Anatol Stern)

Marina lubiła żyć na przekór, taki miała styl. Mimo antysemityzmu jej środowiska związała się z Żydem.
Chociaż Niemcy wypowiedziały Rosji wojnę, krzyczała, że kocha Niemcy (dostała trójjęzyczne wychowanie: rosyjskie, niemieckie i francuskie).
Była z kobietą. "W wieku 22 lat cierpiałam z powodu Sofii P.: ona odpychała mnie od siebie, przymuszała do prób, rzucała na kolana, ale mnie kochała" tak pisała Marina.

A po kilkunastu miesiącach, kiedy było już po wszystkim (po drodze Cwietajewa zdążyła przeżyć fascynację o rok starszym Osipem Mandelsztamem), pokorna wysłała mężowi na front czułe strofy:
"Przyszłam do ciebie o czarnej północy
Prosząc pomocy
Ja - włóczęga bez matki, bez ojca,
Nawa tonąca".
I to poskutkowało. W kwietniu 1917 roku Marina urodziła drugą córkę Irinę.
Ale w jej wierszach wciąż rozlega sie krzyk miłości. Miłości której nikt nie może jej zapewnić tak jak ona tego oczekiwała.

Rewolucję październikową przyjęła z wrogością, widząc w niej powstanie "sił szatańskich". Jednocześnie czas ten był okresem powstania znakomitych wierszy, opublikowanych w tomiku "Wiorsty" (1921). Nie mając zawodu ani praktycznych umiejętności, utraciwszy w wyniku rewolucji oszczędności, żyła w Moskwie w nędzy.

Wyprzedawała starą biżuterię, książki i ustawiała się w kolejkach do punktów pomocy społecznej po jedzenie dla dzieci.
Jeszcze przed chwilą wielbiona jako wybitna poetka, teraz dorabiała przy biurku w Ludowym Komisariacie do spraw Narodowości.
Pranie, sprzątanie, ziemniaki, rąbanie drewna, znoszone ubrania i straszny głód. Niedożywiona Irina źle się rozwijała i okazała się upośledzona umysłowo, więc wkrótce zdesperowana Marina oddała ją do przytułku dla dzieci w jednej z podmoskiewskich miejscowości.
Niedługo potem przyszła wiadomość, że trzylatka zmarła z wycieńczenia.

W 1922 r. bolszewicy pozwolili jej na emigrację. W maju wyjechała do Berlina, gdzie połączyła się z żyjącym na emigracji mężem i przeniosła się z nim do Pragi, gdzie żyli głównie ze stypendium wypłacanego emigrantom rosyjskim przez miejscowy rząd. Tu w lutym 1925 urodziła ostanie dziecko, Georgija (być może ojcem był Borys Pasternak, jednak oficjalnie uznał dziecko mąż Efron). Jeszcze w Berlinie emigracyjne wydawnictwa wydały dwa tomy poezji Cwietajewej: "Wiersze do Błoka"

"Twoje imię-ptaszyna w rękach,
Twoje imię -zimno sopelka,
Jedno jedyne ust poruszenie,
Twoje imię-sylaba, drgnienie,
Schwytana w locie piłeczka,
W ustach srebrny dźwięk dzwoneczka.

Kamień rzucony na dno strumienia
Pluszcząc zapłacze twoim imieniem.
W lekkim tętencie kopyt po nocy
Rozgłośnie imię twoje się toczy.
Wypowie nam je u skroni
Dźwięczny szczęk broni.

Twoje imię-ach, tak nie można!
Twoje imię-pocałunek ostrożny
W lekki chłód nieruchomych powiek
Twoje imię-pocałunek śniegowy.
Błękitny łyk, lodowy, źródlany.
Z twoim imieniem-sen nieprzespany."( z "Wierszy do Błoka")

i "Rozłąkę"", pozytywnie przyjęte przez krytykę. W czasie pobytu w Czechosłowacji ukazał się kolejny tom wierszy "Rzemiosło", cieszący się wielką popularnością.
W sumie w tym okresie wczesnej emigracji powstały poematy manifestujące namiętny stosunek do życia, o kunsztownej retoryce. Na emigracji tworzyła także eseje oraz wspomnienia, zwłaszcza w późniejszym okresie, gdy jej poezje były coraz gorzej przyjmowane przez czytelników. W 1925 Efronowie osiedlili się we Francji, początkowo w Paryżu, potem, głównie ze względów finansowych, na prowincji. Jednocześnie zaczął się upadek kariery literackiej Cwietajewej. Nowe wiersze poetki cechowały się nowoczesnością formy i agresywnością stylu, co wzbudziło negatywne uczucia u wielu wydawców i czytelników. Co więcej były tam wypowiedzi, które uraziły praktycznie wszystkie kręgi rosyjskiej emigracji, a także władze sowieckie. Monarchistów oburzała krytyka roli caratu w złamaniu kariery Puszkina, bolszewików drażniły wiersze sławiące męstwo Białych, a także krytyka stosunków panujących w Rosji sowieckiej, a wszystkich emigrantów uraziło uznanie przez Cwietajewą wysokiego poziomu artystycznego bolszewickich pisarzy, np. Gorkiego i Majakowskiego. Dodatkowo Cwietajewa zaczęła silnie krytykować wyalienowaną i pozbawioną nadziei postawę całej emigracji. Przede wszystkim jednak, do izolacji Cwietajewej doprowadziła działalność jej męża, który od połowy lat 20tych
zaczął głosić coraz bardziej lewicowe poglądy, a następnie zbliżać się do bolszewików i działać na rzecz wyjazdu emigrantów do ZSRR. Ostatecznie został agentem OGPU. W 1937 do ZSRR wyjechała córka Cwietajewej Ariadna. Parę miesięcy później do tego kraju zbiegł też Siergiej, ścigany przez policję za współorganizację z ramienia OGPU morderstwa Ignacego Reissa, agenta sowieckiego podejrzewanego o zdradę.

Tymczasem apetyt na miłość Mariny rósł w miarę kolejnych niepowodzeń. Zakochuje w umierającym na gruźlicę Piotrze bracie męża Siergieja Efrona, a także już na emigracji w Aleksandrze Bachrachu, Borysie Pasternaku i Rainerze Marii Rilkem.

Borys Pasternak, którego łączyła z poetką wieloletnia korespondencyjna i literacka przyjaźń, a także płomienny romans, tak o niej mówił:
”Ona na co dzień żyje w egzaltacji. U niej nawet prymus pali się ogniem Zygfryda, tak przecież nie można.” Ale Cwietajewa inaczej żyć nie umiała.
Całe swoje życie, które obfitowało w cierpienie i biedę, które wypełnione było codziennymi troskami, fizyczną pracą, lękiem o siebie i najbliższych, poetka nie schodziła z owych uczuciowych wyżyn. I choć prawdopodobnie cierpiała przez to mocniej niż inni, można chyba zaryzykować stwierdzenie, że potrafiła żyć pełnią życia.
"Twe czułe usta — samo całowanie...
i to już wszystko, a ja — jak ten żebrak.
Kto ja? Jedyna? O nie nie, ich nie brak!
Zdobywca? Nie — zdobywcy posiadanie.

Czy to jest miłość, czy też podziwianie?
Czy kaprys pióra, czy też praprzyczyna?
A może to świętości chęć niewinna,
Lub trochę udawania — z powołania...

Czy smutek dusz, oczu oczarowanie,
Czy kaprys pióra — ach, to obojętne,
Jak to określą usta, dokąd będą
Twe czułe usta — samym całowaniem!"

W 1939 roku Marina Cwietajewa postanowiła połączyć się z mężem, zwłaszcza że niemal pełna izolacja w środowisku emigracyjnym pozbawiła ją środków do życia.
W czerwcu 1939 wraz z synem przybyła do ZSRR. Jeszcze przed jej powrotem, we wrześniu 1937 aresztowana została jej siostra Anastazja.
Wraz z mężem i dziećmi otrzymali mieszkanie w daczy należącej do NKWD w podmoskiewskim Bolszewie. W sierpniu tego roku aresztowano córkę Cwietajewej, a w październiku tegoż roku męża Siergieja (oboje oskarżono i skazano za szpiegostwo i działalność w organizacjach emigracyjnych).
Pomimo tego, że Cwietajewa była "żoną wroga ludu", wbrew typowym praktykom tych czasów, Cwietajewej nie aresztowano i nie pozbawiono pracy. Musiała się wyprowadzić z daczy NKWD, otrzymała jednak od państwowego Funduszu Literatury mieszkanie w podmoskiewskim Golicynie, bezpłatne wyżywienie oraz zlecenia na tłumaczenia z języków obcych. Pomimo listów Cwietajewej do Berii, w których powoływała się na prosowiecką działalność szpiegowską męża i jego poglądy
komunistyczne, mąż pozostał w uwięzieniu i został rozstrzelany w październiku 1941, podobnie jak córka, przebywająca w łagrach, a potem na zesłaniu do 1955.
Próbowała też wydać swoje wiersze, jednak uzyskały one bardzo niskie opinie recenzentów (zgodne zresztą z wcześniejszymi opiniami czołowych sowieckich literatów, m.in. Majakowskiego, Gorkiego, a nawet Achmatowej). Z powodów finansowych musiała zmienić mieszkanie na tańsze, ale dalej mieszkała w Moskwie, albo jej okolicach.

Dlaczego od razu nie zaaresztowano Cwietajewej?
Stalin dużo czytał, bardzo cenił literaturę i miał do niej osobisty stosunek. Miał swoje gusta, np. nie bardzo podobała mu się literatura awangardowa.
Wolał zdecydowanie dziewiętnastowieczną, tradycyjną stylistykę, ale umiał docenić dobrego pisarza. Za młodu pisał wiersze po gruzińsku i znawcy przedmiotu twierdzą, że to były całkiem niezłe utwory. Potrafi ł – sam dla siebie – rozróżnić pomiędzy czyjąś polityczną przydatnością a talentem literackim.
I zależało mu na pozyskiwaniu wielkich pisarzy, a nie miernot – np. długo czekał, zanim zniszczył Osipa Mandelsztama,a Bułhakowa i Pasternaka nie pozwolił tknąć.

Po wybuchu wojny Cwietajewa została ewakuowana z synem, podobnie jak inni literaci, do Jełabugi w Tatarstanie, gdzie samotność, poczucie bezsilności, nędza oraz konflikt z synem sprawiły, że popełniła samobójstwo przez powieszenie. Miejsce jej pochówku jest nieznane. Zanim powiesiła się na haku w progu chaty w zapadłej Republice Tatarskiej, starała się o pracę pomywaczki. Twierdziła, że oprócz pisania wierszy potrafi tylko zmywać naczynia, nic więcej.
Tuż przed śmiercią pisze do syna: „Murłygo! Wybacz mi, ale potem byłoby tylko gorzej. Jestem ciężko chora, to już nie jestem ja. Kocham Cię do szaleństwa.
Powiedz Tatusiowi i Ali - jeżeli ich zobaczysz – że kochałam ich do ostatniej chwili i wytłumacz, że zabrnęłam w ślepy zaułek.”
Pasternak 10 września 1941 rano w liście pisze: "Wczoraj w nocy Fiedin powiedział mi, że jakoby odebrała sobie życie Marina. Nie chce mi się w to wierzyć.
Jest gdzieś w pobliżu was, w Czystopolu lub w Jełabudze. Dowiedz się, proszę i napisz mi (telegramy idą dłużej niż listy). Jeśli to prawda, to okropne!
Jakaż wina ciąży na mnie, jeśli to tak. I mów tu teraz o „postronnych” troskach!
Nigdy nie będzie mi to wybaczone. W ciągu ostatniego roku przestałem się nią interesować."

Cwietajewa była jedną z najoryginalniejszych poetek rosyjskich XX wieku. Jej utwory były kontynuacją sprzeczności prądów akmeizmu i symbolizmu. Wśród poruszanych przez nią tematów była kobieca seksualność oraz namiętność. Jej spuścizna literacka zaczęła być doceniana dopiero w latach 60. XX wieku, a wiele utworów zaginęło.
Josif Brodski w eseju „Dramatyczne „Nie” Cwietajewej” ocenia ją najwyżej wśród - przecież wyjątkowej obfitości - talentów rosyjskich tego czasu.
Anna Achmatowa i Maryna Cwietajewa wniosły do literatury rosyjskiej cos znacznie więcej niż własną twórczość poetycką. Przede wszystkim osobiste dramaty, odrębne losy, różne wizje świata i olbrzymi humanizm.

Ale zostaną po niej wiersze pełne czułości jak ten:
"Skąd tyle we mnie tkliwości?
Nie po raz pierwszy — kędziory
Jak twoje gładzę i jeszcze
I jeszcze ciemniejszych zaznałem — warg.

Wschodziły i gasły gwiazdy
(Skąd tyle we mnie tkliwości?)
Wschodziły i gasły oczy
I w oczach mych blask ich nikł.

Cudowniejszymi pieśniami
Śród ciemnej, przepastnej nocy
(Skąd tyle we mnie tkliwości?)
Mnie darzył śpiewaka głos.

Skąd tyle we mnie tkliwości?
I co z nią uczynić mam chłopcze
Podstępny, śpiewaku wędrowny,
Długorzęsy -jak chyba nikt?" Przełożyła Joanna Salomon



"Marina Cwietajewa - Wieczna buntownica"
Henri Troyat
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 11:22   

Z cyklu ,,Uczeń"

Powiedzieć ci, o czym myślę?
W deszczy - pod jednym płaszczem.
W nocy - pod jednym płaszczem.
W grobie - pod jednym płaszczem.



1

O, móc być chłopcem twoim jasnowłosym -
Przez tysiące lat! -
Za twą purpurą w płaszczu ucznia prostym
Przemierzać świat.

Uławiać móc, skroś ciżby ludzkiej męty,
Twą życiodajną twarz -
Duszą, żyjącą tchnieniem twym świętym,
Jak wiatru wiewem - płaszcz.

Bardziej zwycięsko niźli król Dawid
Ramieniem roztrącać dzicz.
Od krzywd wszelakich móc cię wybawić -
Płaszczem chroniącym ci być.

Pomiędzy uczniami śpiącymi słodko
Być tym, co nie będzie spać.
Przy pierwszym kamieniu rzuconym przez motłoch
Już nie płaszczem - tarczą się stać.

(O, samowolnie nie ucinam wierszy!
To nóż wyostrzony na włos!)
...I - z uśmiechem najzuchwalszym - jako pierwszy
Wstąpić na twój stos.


15 kwietnia 1921

przełożyła Joanna Salamon



Nie ma to, jak przepisywanie dobrych tekstów ;)
 
 
Małgorzata Południak
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 11:30   

Dziękuję Kamilu :)

El również, wciągnęła mnie, i już szukam dla siebie tomiku :)

Dziękuję, dziękuję :)
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 11:35   

Ja mam przed sobą zbiór ,,Być chłopcem twoim jasnowłosym" w przekładzie Joanny Salamon i jeszcze gdzieś w szafie mam ,,Jak się Panu żyje z inną" !

Jakbyś znalazła inne, to proszę, daj znać na pw :)
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2009-11-25, 18:26   

tak, tak - przyszli wielcy wydawali za swoje pierwsze tomiki (Rilke też) - noo, więc wszystko przede mną!!! tylko czasu już mało!
ależ Ona podobna do mojej Mamy przedwojennej
"Wstąpić na twój stos"
odważna!

Kamil, dzięki za ten Temat! :padam:
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 18:32   

Marek napisał/a:
tak, tak - przyszli wielcy wydawali za swoje pierwsze tomiki (Rilke też)


Marku, myślę, że to w dużej mierze uwarunkowane jest cechami i ciągotkami :) ( pomijając aspekty materialne czy, kiedyś bardziej istotne, pochodzeniowe )
To prawda, że wielu ,,wielkich" wydawało pierwsze tomiki za swoje, a byli też tacy, którzy nigdy nie wydaliby niczego, gdyby nie pomoc ze strony innych poetów.

Także czasu nigdy mało! Część naszego życia i cała śmierć pozostaje w rękach innych ludzi. :)
 
 
Kate
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-23, 20:36   

Prosze o pomoc.
Czy ktos z Was posiada polskie tlumaczenie wiersza napisanego przez Marine 10 stycznia 1922, ktorego pierwsze trzy wersy brzmia mniej wiecej tak: Nie wypieknialam w czasie tych lat rozlaki!/ Nie bedziesz zly za moje szorskie dlonie,/ ktore kurczowo chwytaja sie chleba i soli?

Z gory przepraszam za niezbyt udane tlumaczenie, ale znam ten wiersz jedynie we wloskiej wersji. Bede bardzo wdzieczna za pomoc. Pozdrawiam wszystkiech Forumowiczow!
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-02-23, 21:26   

Masz wersję w rosyjskim?
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » ODSKOCZNIA » Lubię poczytać... » Marina Cwietajewa


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo