Dołączyła: 01 Lis 2007 Posty: 64 Skąd: Lubelszczyzna Locum
Wysłany: 2008-01-26, 12:39 Gdy głowa snem zarasta
Gdy głowa snem zarasta
Wzbiera mi pod piersiami zjadliwy pąk strachu.
Mokrawina bagiennych oczu
nosi legiony zmienne w swych rojeniach,
a żywe w śliskich białkach - opiekach mojego lęku.
Mój rozum gdzie się rozpierzchł?
We włosy wkładam spinki, długo, wabiąco aż siądzie mi na głowie zachęcona gruba sowa. W zapiętej pod szyję surowej sukni jej zwierzęce ciało jest obrzydliwie prawdziwe. Jakby siedziała na mnie kobieta z nalaną twarzą, jakby lustro przede mną odbijało mnie w górze siedzącą na jej gnieździe.
Gruba dama choruje na suchoty. Nic nie pomogę w czasach jej przyzwoitej sukni z broszką w gardle. Gdyby ją wyjęła, ale ona chce być elegantką na śmierć. Niech będzie.
Żywotne to postanowienie.
Moje ciało gdzie się podziało?
Ktoś mnie prowadzi, otwieram oczy.
Stoję przy sosnowym stole. Paruje zupa. Naprzeciw okno zrobione z ośmiu szybek. Potrafiłbyś zrobić stół pachnący lasem?
Mieszkałabym w nim. A krochmalone firanki w osmioszybkowym oknie.
Kto krzyczał "kruszyno"?
Jest jesień, drzewo i są kasztany jak ciemny deszcz. Jest muzyka, gra gitara jak fortepian. Chaber opiera się o pień.
- Kiedyś zagramy na cztery ręce.
Moje kości gdzie je zostawić?
Kruche, stylowe, pełne prostoty piszczele.
Zachorowałam. Źle.
/Oglądasz siebie jak we śnie./
Mróz. W zimnym łóżku leży starowinka. Ciężko jej oddychać. W dłoni zaciska jakby z bólu wypłowiałą poszewkę - tu wszystko możliwe.
Popatrzyła na mnie oczami pozostałymi z panieńskich czasów; wilgotnymi i jak mech miękkimi. Na czole senna gorączka nie namiętności, a starości.
Przez ściany czuję głód jej wioski. W kącie worek kaszy.
- Ugotuję!
- Nie, moja duszko. Tam..
Siwucha sparzyła jej zmarszczone usta, rozgrzała żołądek. Odwykła babcia, odtajała.
Coś stuka. Do drzwi? Nie, tu nie ma drzwi. Stuka bujak; brązowy, pleciony. Stuka pociąg. Tory migają szybko. Stuka klawisz fortepianu i gitara. Gitara jak fortepian, przez mgnienie.
Stukają obcasy. Pod rytm. Tańczę i Chaber. W pędzie płowieje nasza koszula. /Rozlana woda.
Stuka starowinka w taboret. Na jego brzegu wazon z podobnymi do jej twarzy uwiędłymi chabrami. Rozczochrane jak w biegu niesione z łąki. W biegu też spadły. /Dwukrotnie rozlewa się woda wspólnego jeziora.
Patrzyłam na swoje zesłanie.
Wszyscy mówią, że to był Chopin w swoich mętnych czasach i gitara.
Ja wiem, że to był Chaber.
Agata Frączek
_________________ Chomik skrobie mój kark;
stado chomików do żywej wiosny,
bo we mnie są setki stanów rzeczy.