POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » INFO » Dział informacyjny » Ogłoszenia » Śmierć KAZIMIERZA FURMANA
Śmierć KAZIMIERZA FURMANA
Autor Wiadomość
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2009-10-14, 18:42   Śmierć KAZIMIERZA FURMANA

Dziś rano tj 14 października 2009 r. - zmarł Kazimerz Furman - postać "legenda" w Gorzowie Wielkopolskim. Poeta, wolny człowiek poezji.

Ostatniego wywiadu w swoim życiu udzielił mi.
Załączam poniżej Jego slowa - jako epitafium.

Kazimierz Furman – motyl wśród poetów


BPK: Poezja moja miłość. Jak zaczęła się Twoja przygoda z poezją?

KF: Początki mojego pisania wyglądały pewnie tak jak u wszystkich. Pisałem już w czwartej klasie szkoły podstawowej kryminały. Szkolne zadania z inicjatywy nauczycieli. A potem gdy miałem 15 lat jakoś zakończyłem to. Długo nie pisałem, aż do 25 roku życia. Dopiero po wojsku chciałem robić kabaret z kolegami i wówczas stwierdziłem, że będę pisał, że taki mam pomysł na życie, że muszę się czymś zająć. Wiek 25 lat na zaczynanie poważnego pisania to późno. Startowałem z gówniarzami 18-letnimi. Właściwie nic innego od tamtego czasu w życiu nie robiłem (7 lat na państwowym etacie i to wszystko). Nigdy nic poza twórczością.
W tamtych czasach udział w konkursach literackich dawał noclegi, wikt i nawet kasę się do domu przywoziło. Co jest najważniejsze, to że na twórczość w komunizmie były spore nakłady. Dużo płacili za delegację, koszty podróży zwracali. Pobyty na trwających 2 tygodnie warsztatach, z wypłatą – w pensjonatach w górach - to nie jest do pomyślenia dzisiaj. Inny świat.

BPK: Pisanie zaczyna się od czytania?

KF. O tak. Zawsze dużo czytałem. Odkąd pamiętam. W domu było dużo książek – jeszcze sprzed wojny, książki ojca. Nie miałem z czytaniem problemu. Czytałem dużo – choć chyba w mojej wielodzietnej rodzinie - jako jedyny. Byłem inny i co ważne, byłem dobrym uczniem. Wyróżniałem się. Oczywiście byłem normalnym chłopakiem, chodziłem na dziewczyny, paliłem, nawet nie przychodziłem na noc do domu, ale w szkole byłem zawsze i do tego mnie chwalono. Później niestety wojsko wybiło mnie z rytmu uczenia się. Wszystko poszło w przysłowiową dupę. Chciałem studiować dziennikarstwo, ale jakoś nie wyszło. Może byłbym nieudanym poetą, czyli wybitnym krytykiem literackim.
(wielki śmiech)

BPK: Fascynacje literackie?

KF: Uwielbiałem czytać Tadeusza Różewicza, Ezry Ponda – to przecież nazwiska całkowicie obce, a ja szukałem właśnie kogoś dla siebie. Bo kto tam Cypriana Norwida i Zbigniewa Herberta nie znał. Wszyscy. Ja wolałem mniej znanych poetów. Kiedy pisałem też chciałem być inny. Nie naśladowałem nikogo.

BPK: Wyróżniasz się. Czy to rodzaj buntu?

KF: Etykietka buntownika wlecze się za mną. Poeta zbuntowany czy przeklęty – ch… wie, kto tak sobie wymyślił. Ale co to znaczy – czy jak napity poeta wpadł do wody i się utopił – to znaczy że był zbuntowany? Nie, to tylko był pijak, który się utopił.
Nie miałem założenia bycia zbuntowanym. Oczywiście dużo pisałem o śmierci, ale to nie znaczy, że ja kochałem mendę jedną. Styl bycia miałem wolny. Ubierałem się inaczej, po swojemu na styl końca XIX wieku. Ale ja nie pozowałem na kogoś specjalnego, kogoś zbuntowanego. Lubię czarne rzeczy i tyle. Takie ubranie nie jest pozą, tylko to mój styl.
Jasne, że nie miałem prawie nigdy swojego domu, rodziny (choć w międzyczasie 3 żony i dzieci). Bywałem w burdelach, na panienkach, ale to objaw buntu tylko dla ograniczonych ludzi. Nazywali mnie menelem, wytykali palcami na ulicy. Dla mnie to żaden bunt.

BPK: Proces pisania – skąd bierzesz temat, jak piszesz?

KF: Jestem monotematyczny – w danej chwili. Jak siadałem do czegoś, to robiłem cykl trzydziestu wierszy, aż temat się wyczerpał. Już mnie ten problem potem nie obchodził. Obrabiałem temat, aż był spokój. Jak się do Maryny dobrałem, to aż wszystko było wypisane. Była gotowa książka i mogłem ją oddać do druku. Potem brałem się za coś innego. Taki mam sposób pisania.

BPK: Najwięcej napisałeś poezji. Masz jej „na kilogramy”, a co z prozą?

KF: Proza siedzi w komputerze. Choroba mnie zmogła i mam lenia, ale siądę do niej za jakiś czas. To powieść z akcją w latach 60-70, coś w rodzaju „Ballady o Januszku”. Główna bohaterka handluje wódką, zmaga się z rzeczywistością tamtych lat. Mam wszystko wklepane, tylko trzeba to teraz obrobić.
Z pisaniem jest tak, że na prawie 10 lat miałem przerwę. Z końcem lat 70 dokonałem wyboru, że nie będę pisał. Poezji rzeczywiście mam w komputerze pełno, ale nie martwię się o to. Ktoś kiedyś odkopie, wygrzebie to. Czasem nawet odnajduję wiersze z minionych lat i się dziwie. Nawet w jakiś krakowskim antykwariacie ostatnio znaleziono ponoć moje wiersze. Może dokona się z tego jakiegoś wyboru …

BKP: „Brzemię” co o tej najnowszej książce możesz powiedzieć?

KF: To gorzka książka. Leżała w szufladzie trzy lata. Grzebałem co jakiś czas w niej, dodawałem, aż wydałem. To wybór z kilkudziesięciu lat. Jest tam jakiś rachunek sumienia, jest wadzenie się z Bogiem (Słowacki mnie podpuścił). Kilka lat przed moją chorobą bolała mnie tylko życie, ale nie ciało. Bolał mnie kraj. Taka moja utarczka z Bogiem, ścieranie się trwało już ponad 20 lat. Czasem się na Niego wkurzałem, nawet jak nie pisałem. Nawet raz w życiu próbowałem się utopić, ale że mnie wyciągnęli, to nawet do dziś mam pretensję. Miałem wtedy może właśnie 25 lai i później już więcej nie próbowałem – wolałem pisać.
Tytuł „Brzemię” odnosi się do ciężkich czasów, kiedy pusto było w sklepach, nie było niczego poza octem. Życie ludzi było trudne, istne brzemię, które musieli każdego dnia znosić.

BPK: Popularność – znasz ją?

KF: Nigdy nie dbałem o popularność. Gdyby tak było, nie wydawałbym książek w Gorzowie. Wysyłałbym w Polskę. Tutaj za wydanie miałem kasę i to mi wystarczało. Bywało oczywiście tak, że kasy nie było, że się szło do MPiK-u i nie było nawet na herbatę, więc wtedy z popularności korzystałem. Czasem mi stawiano. Nie dane mi było jednak być jakimś tam Gombrowiczem, którego wszyscy znali. Oczywiście przeniknąłem do świadomości krytyki. Krytycy mnie znali. Kiedyś nie było internetu, a wiersze pokazywało się osobiście i trzeba było być na spotkaniach. Wszyscy ciebie wówczas znali z widzenia, a i czasem z nagród.

BPK: Właśnie -do popularności przyczyniają się nagrody. Jaki masz do nich stosunek?

KF: Nagrody zawsze mnie rajcowały, bo były z tego pieniądze. „Wawrzyn”, nagroda państwowa, to miłe. Jednego roku to nawet chyba 3 czy 4 różne dostałem od dygnitarzy włącznie. Na poczucie wartości jednak takie nagrody nie wpływają. Raz zaprosił mnie do siebie Prezydent Jędrzejczak – tak bez okazji i wręczył mi pióro Watermana. Ja mu podpisałem książkę w zamian. Sympatyczne. Benefisy 20 i 25-lecia dobrze sobie wspominam, bo odbywały się przy dacie moich urodzin. Zwłaszcza 25-lecie przy 50 urodzinach.
Szczerze mówiąc ocena czytelników nigdy mnie nie interesowała. Poklepywano mnie po ramieniu, zapraszano na wódkę, proponowano bym napisał jakiś wierszyk dla dziewczyny na zamówienie. Nie bawiłem się w to. Znaczenia miała krytyka profesjonalna. Ważne było co mówią recenzenci w publikacjach dobrych czasopism literackich w Polsce. Kiedyś nawet zbierałem wycinki z gazet. Tegoroczny „Motyl”, to takie podsumowanie w nagradzaniu. Może to moja ostatnia nagroda.

BPK: Poezja dzisiaj? Poezja w Gorzowie?

KF: Dzisiaj nie ma kogo czytać. Siebie samego bym nie chciał czytać. Ja nie znam tych Świetlickich, brulionów. Kiedyś najlepsi byli publikowani w „Twórczości” - bo była autorytetem, bo nie publikowała gówna, chłamu, tylko to co było dobre. Dziś publikuje się wszystko.
W Gorzowie nie ma ani jednego poety. Żadnego tam Graczyka nie uważam za poetę. Tym bardziej jakieś Plewińskie czy Trawińskie. Książki dziś wydawane są kiepskie. Owszem pięknie wydane, jak najnowsza w bibliotece, ale szkoda wyciętych drzew, bo w środku pusto. Z tych wszystkich wierszyków tej kobiety (nazwiska nawet nie pamiętam) mógłbym zrobić jeden i nic by nie straciła książka. To nie ma wartości poezji!
Widzę, że ludzie piszą dla autoterapi. Jakby mi psychiatra nakazał, to pewnie też bym tak pisał. Te wierszyki to dodatek do życia, a u mnie poezja to był sposób na życie. Zaobserwowałem to wszystko na Hayd Parku. Na początku było nawet fajnie, ale rozsypało się. Jakieś dzieci czytały wierszyki, a ktoś tam się zachwycał, że to poezja. Bez przesady.
Myślę, że obecnie więcej ludzi pisze, a bardzo mała grupa czyta. Dziś prawdziwa poezja zanika – takie mam wrażenie. Odchodzą wszyscy prawdziwi poeci.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-10-14, 18:57   

A ja kilka dni wstecz pisałem:

W środę, 7 października 2009.
Julio!

Jak pisałem już mailu, nadal jestem u mojej Mamy. Wczoraj mieliśmy małą sprzeczkę – chciałem jechać do domu. Mama uważała, że za krótko tutaj jestem. Więc jeszcze dzisiaj…
Czytam. Niewielka książeczka, więc i czytania krótko. Dwie godziny zapewne. A powieść znakomita:
Alessandro Baricco „Jedwab”. 106 stron zaczytania!
Wiele zdań chciałbym Ci zacytować, może opowiedzieć treść. Ale wiem, że będziesz wolała sama przeczytać. Więc polecam! Może tylko: „Jedwab” Alessandra Baricco to jedna z najgłośniejszych powieści włoskich ostatnich lat i światowy bestseller”. A ja znowu „w tyle” – bo nawet nie wiedziałem, że taki pisarz istnieje! Kiedyś, kiedy mieszkałem w Warszawie, byłem bardziej „na bieżąco” – przesiadywałem na empikowej podłodze pomiędzy regałami, gdzie nowości, i przeglądałem, czytałem. Często kupowałem. Tak poznałem wielu. Chociażby wcześniej nieznanego mi Charlesa Bukowskiego. A sięgnąłem po jego książkę dla polsko brzmiącego nazwiska. I zafascynowałem się. Dzisiaj mam wszystko co napisał.
No, właśnie! Miałem Ci już wcześniej napisać o „wydarzeniu” w Miasteczku G. A wydarzeniem tym doroczne wręczanie nagród od Prezydenta Miasta za osiągnięcia w dziedzinie kultury. Zostałem zaproszony na ono wręczanie! Tego roku były trzy nagrody – zawsze w postaci stylizowanych motyli – to rzeźby Andrzeja Moskaluka tutejszego artysty rzeźbiarza. Moim zdaniem, tegoroczna edycja, przyznanie nagród bardzo sprawiedliwe, „bezkolesiowe”. Za całokształt pieśniarka, Guru młodzieży i dorosłych – osoba niezwykle empatyczna, Ela Kuczyńska, wokół której zawsze aura dobroci, uśmiechu…, Przemysław Raminiak – czołowy teraz pianista jazzowy – człowiek skromny, uczciwy w swej pasji. Trzecią osobą – i może dlatego Ci o tym wydarzeniu piszę – poeta – Kazimierz Furman! Poeta z mojego pokolenia – tyle że z dorobkiem. Dwanaście tomików poetyckich, liczne nagrody, wyróżnienia na konkursach. Wpisany swoją niekonwencjonalną postacią w pejzaż Miasteczka G. To „Miasteczko G.” – Jego autorstwa prześmiewcza nazwa Gorzowa Wielkopolskiego – zaścianka na zachodnich rubieżach RP.
Cóż ? Z Kazimierzem znamy się od lat. W piątek skinęliśmy sobie przyjaźnie głowami – czy mam się wstydzić przed sobą, być zażenowanym, że jestem zdrowy, jeszcze wyprostowany, a On na wózku inwalidzkim obwieszonym jakimiś woreczkami ? Ktoś w grupce osób stojących przy wejściu zaszeptał: „na własne życzenie”…
Nooo, pił, palił, nie „chodził po lekarzach”… A to Jego:
„Urodziłem się na cudze nieszczęście
Martwię rodzica od najmłodszych lat
I dokuczam życiu
Wywołując skandale na jego ulicach
I karmi plotka głodne usta tłumu…”

Taki był, jest nadal! A w innym wierszu pisał:

„Obnoszę zgryzotę i wściekłość
Zmęczonymi krokami po ulicach miasta…
Obnoszę życie którego dość nigdy
Jakbym nie człowiekiem był
A żalem
Wyciosanym w krzyż
Z ramion siwej brzozy

Ani mi gdzie twarzą się skryć
Ani samotnością zbiec
Ani w sobie człowieka zapomnieć odnaleźć

A wokół tyle gościny”

A może Go nie znałem? Może Jego pijane wypowiedzi, które mnie irytowały, były czymś, czego nie rozumiałem bo „bez Niego” – „Niego Poety”, Poety „do końca” ?
A to z tomiku ostatniego, za który ten „Motyl” prezydencki:

X X X
Nie ma już sił
I nie mam czasu
By się sponiewierać

Powiem tak
Gdyby mnie tutaj nie było
Nie byłoby problemu

Jeżeli jestem
Jest

Mam prawie wszystkie tomiki Kazia, to znakomita poezja. Napisałem dwa teksty poetyckie (?) o nim. Ten drugi zamieszczę w swojej książeczce, co to się ma niebawem drukować . Owszem, jest niezbyt dogłębny, mało metaforyczny. Jednak zapisem pewnego obrazu, sytuacji. Obrazu z Kazimierzem Furmanem jakim go znam. Może powierzchownie. I może mi wstyd!
Jeśli zechcesz to poślę Kaziowe tomiki do poczytania. O! Lepiej! Rozepnę – bo to książeczki niewielkie – i zaniosę do kserowania. Tak! Tak będzie lepiej!
Tymczasem pozdrawiam. I już czekam na odpowiedź!

Marek
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-10-14, 19:01   

Indianeczko, fajnie że Tutaj ten Twój wywiad...
Taaak, nikogo nie uważał w Miasteczku G. za poetę. Z moich tekstów wyśmiewał się. Nooo, taki był. I już!
Chciałbym . . . / poetyckie/

. . . żyć po drugiej stronie:
za tarczą zegara
kartką papieru . . .

Naciskam ENTER
nic się nie dzieje
żadna myśl
żadne słowo
nie nęcą sobą

W ręce drży pióro
zasycha atrament
i nie przechodzę na drugą stronę
mnie
zwyczajnego

A Kaziu F. – poeta - mówił
że nie dam rady
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-10-14, 19:02   

I ten ostatni tekst, o Nim:

Sytuacja 39
(Poeta z Miasteczka G.)

Kaziu F. zafarbował swoje do ramion włosy
kruczo-czarną farbą. Połyskują złowróżebnie.
Siedzi dzisiaj nastroszony nad opadłym z piany
piwem w Jazz Clubie. Kiedy pytam go jak się czuje mamrocze coś do siebie.
Może o wrednych lekarzach, z którymi
ma ostatnio wiele do czynienia z powodu
podupadłego zdrowia. Podaje wychudzoną,
delikatną jak u pianisty dłoń i pyta przewrotnie:
- jak powiem ci że potrzebuję trzy pięćdziesiąt
to dasz trzy ?

Wyłuskuję z portmonetki pięć złotych.

- Oni mnie wykończą, mówi.
I zapala kolejnego papierosa ...

30 stycznia 2009
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-10-14, 22:07   

:)
 
 
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2009-10-15, 17:22   

Marek napisał/a:
Oni mnie wykończą, mówi.
I zapala kolejnego papierosa ...
nio ...
Dzięki Marku!
 
 
Irena 


Dołączyła: 02 Cze 2008
Posty: 6353
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-10-16, 18:27   

Indianeczko chciałam Ci podziękować, że dałaś możliwość poznania ciekawego poety. Szkoda tylko, że nie dotrę do Jego wierszy.
Chyba, że Marek się ulituje kserując...?????

Pozdrawiam serdecznie...........................Ir
_________________
kto piórem walczy temu chwała
niech niepokorne wiersze pisze
dla mnie poezja to nieśmiałość
anioła który odszedł w ciszę
- Grzegorz Szafoni
 
 
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2009-10-20, 19:48   

Irenko - dawaj adres a wiersze Kazimierza dostaniesz! Warto je czytać.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-10-20, 20:41   

oj, warto, warto!
A taki mi się wczoraj napisał. O tym czasie cmentarzowym.

Pod Srebrnym Skrzydłem

Zawsze tak samo

Głucho-drewniany rytuał zamykania przestrzeni
ostateczna odmowa światła

Wiesz Kaziu
kiedy Irek czytał Twoje wiersze
z pojesienniałych brzóz spadały krople

Łzy Aniołów

Zza chmur zaświeciło słońce
a nam wilgotniały oczy
siwiały skronie

19 października 2009


(dla wyjaśnienia niegorzowianom - Srebrne Skrzydło Anioła - to archtiektoniczno-zdobniczy element Kaplicy - Skrzydło jest na całą ścianę)
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-10-20, 21:06   

... i jak to się w życiu plecie ...
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2009-10-21, 12:05   

a no się plecie ...
 
 
Irena 


Dołączyła: 02 Cze 2008
Posty: 6353
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-10-21, 18:16   

Marku, wzruszające są Twoje słowa

Marek napisał/a:
Zza chmur zaświeciło słońce
a nam wilgotniały oczy
siwiały skronie


a jeszcze bardziej, że p. Kazimierz Furman miał tak oddanych wielbicieli i propagatorów Jego pióra.........

Przypomniała mi się postać zmarłego nagle w styczniu br poety ze Szczyrku, Marka Dunata, był opiekunem sekcji poetyckiej w komunie internetowej Wywrota.pl
Wydał w 2006 roku tomik pt. "Patrzę". Pośmiertnie , przyjaciele Marka , wydali tomik pt. "...im bardziej jestem, tym bardziej mnie nie ma..."..............ilu jeszcze tych aniołów słowa przyjdzie nam żegnać nieoczekiwanie..................
Jedyną pociechą to, że słowo jest ponadczasowe.
_________________
kto piórem walczy temu chwała
niech niepokorne wiersze pisze
dla mnie poezja to nieśmiałość
anioła który odszedł w ciszę
- Grzegorz Szafoni
 
 
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2009-10-22, 14:12   

Irena Zborowska napisał/a:
Jedyną pociechą to, że słowo jest ponadczasowe.
jedyna ...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » INFO » Dział informacyjny » Ogłoszenia » Śmierć KAZIMIERZA FURMANA


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo