dostajemy czasami po maleńkim promyku
co nim zgaśnie na chwilę rozświetla nam ciemność
mimochodem lękliwie w gęstwinie wśród krzyków
nienachalnie się wtapia w matową codzienność
nie widzimy zbyt hardzi odwracamy głowę
przymykamy powieki otulamy się szczelnie
uzbrojeni w obronę zasłonięci słowem
odgrodzeni ułomni z wyuczonym bielmem
swoim troskom poddani przy murze z granitu
po wertepach ludzkości podążamy uparcie
pochłonięci sprawami dosięgamy szczytów
wypaleni odporni przekonani o walce
a on wpada prosząco muska lekko jak motyl
sznur korali na szyję nakłada nieśmiało
lecz my dalej wpatrzeni w ułudne tęsknoty
zaślepieni krzyczymy - za mało...za mało!
no bo nie dostrzegamy ich Marylko, bardzo często, zbyt często...
pomysł, by to opisac wpadł mi do głowy, zaraz po tym, jak mnie musnął, na tyle przekonywująco, że musiałam go dostrzec i utrwalić
Leszek ma rację w tej wyliczance ale jakoś tak nie razi mnie ta nierówność .
Czyta się w miarę dobrze ..
Złapałem już że u Ev chodzi raczej o ułudę tęsknoty i tym podobne rzeczy ..
A te potrafi wypisać doskonale
z uszanowaniem L.G.
_________________ " Każdy dzień to takie małe życie "