POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » BOLYŁUD
BOLYŁUD
Autor Wiadomość
Jorg 


Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 105
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-10-27, 23:44   BOLYŁUD

Jet to część pierwsza i zarazem wstęp do powieści. Gdzieś pod koniec całości ta sekwencja połączy się z całością i będzie "wybuchowym" zakończeniem. Żeby nie spalić pomysłu, nie odpowiem na wszystkie pytania, chyba że na PW.

BOLYŁUD

Ktoś musiał się pomylić, bo w tym dniu Klan nie dostał śniadania. Na próżno przykładał ucho do stalowych drzwi i oczekiwał na jakikolwiek ruch. Więzienny korytarz odpowiadał ciszą. Zdezorientowany i mocno zawiedziony napił się wody z kranu i usiadł na wąskim łóżku. Ba, dzisiaj nie było też porannego apelu. Wyciągnął się na pryczy, okrył kocem i postanowił czekać. Czuł głód.
Obudził go szczęk klucza w zamku i stukot otwieranej zasuwy. Odruchowo zeskoczył z pryczy i stanął na baczność, twarzą do ściany. Po chwili odwrócił się do strażnika i zapytał:
- Ma pan, Szefie, śniadanie?
- Śniadanie?
Szef zakręcił kluczem i usiadł na łóżku.
- Na co ci śniadanie, panie Klan? – powiedział.
Wyszedł na korytarz i wciągnął do celi szary, płócienny worek.
- Tutaj masz ciuchy i depozyt.
Klan rozsupłał białe troki i wysypał zawartość worka na łóżko.
- Panie Szefie?
- No?
- Myśli pan, że te szmaty będą pasowały? Tyle lat minęło, coś się pozmieniało przecież.
- Kto to wie? – odparł Szef. – Kto wie, co tam się zmieniło, albo nie? Ważne, że wychodzisz. Dali ci przerwę kary? Dali.
Ubranie śmierdziało naftaliną. Klan otworzył szarą kopertę i zajrzał do środka, wyjął dowód osobisty i przez chwilę przyglądał się zdumiony.
- To stary dokument – powiedział. – Jeszcze z komuny. Przecież była wymiana, na taki mały i plastikowy wymieniali, cholera. Czemu tak, Szefie?
- Ty się Klan nie pytaj, bierz, co dają i wychodź na wolność. Źle ci coś? Za trzy miechy dostaniesz warunkowe i już tutaj nie wrócisz, a po dwudziestu latach kiblowania wszystko jedno, jaki masz dowód osobisty, nie? A swoją drogą, jaka wymiana dowodów? Kto ci o tym powiedział?
- Jak to? – zapytał Klan. – Mówili w telewizji, radiu, wszędzie mówili.
- Tak?
Szef wystawił głowę na korytarz, przez chwilę nasłuchiwał, po czym zdjął czapkę i przygładził łysiejącą czuprynę.
- To ja zapytam – powiedział. – A gdzie to szanowny Klan oglądał tę telewizje? W domu jakiejś kultury może? Albo w hotelu „Tarnovia”?
- W celi.
- No właśnie! Powinieneś wiedzieć, że tutaj każdy szyje sobie ubranko na własną miarę. Po dwudziestu latach w czterech ścianach wszystko może być jak chcesz, a nie jak jest w rzeczywistości..
- Nie rozumiem tego.
Strażnik podrapał się kluczem po piersi i wziął do ręki dowód osobisty Klana.
- Czy to ty jesteś na zdjęciu? – zapytał. – To twoje nazwisko?
- Tak.
- Więc? Problem z głowy? Mamy to z głowy? Przebieraj się, a ja tu przyjdę po ciebie za jakiś czas.
Po wyjściu Szefa, Klan zrzucił z siebie ubranie. Umył się nad zlewem i wytarł twarz więzienną koszulą. Wyjął z worka wieszak z „cywilną” odzieżą i zauważył, że ubranie było w dobrym stanie, a zapach naftaliny szybko się ulatniał. Sztruksowe spodnie, biała bluza i skórzane sandały leżały na nim jak przed dwudziestu laty. W kopercie, oprócz zielonej książeczki dowodu osobistego, znalazł klucz od mieszkania, mały kopiowy ołówek i notes. To wszystko.

Przypomniał sobie dzień, gdy czterech rosłych milicjantów przyprowadziło go do więzienia. Po przekazaniu dokumentów zostawili samego w pustej celi i odeszli zabierając ze sobą ostatni zapach wolności. Przez kilka godzin obijał się o zimne ściany w oczekiwaniu na niewiadomą przyszłość. Poczucie samotności nie dawało się zagłuszyć nieustannym biegiem, od okna do drzwi. Na domiar złego, wydawało mu się, że słyszy z korytarza wypowiadane, co chwilę swoje nazwisko. To poczucie osamotnienia i beznadziejne nasłuchiwanie pod drzwiami szło za Klanem przez wszystkie więzienne lata. Potem było odbieranie wszystkich, nawet tych najmniejszych przedmiotów, każdego świstka papieru, śmieci zalegających w kieszeniach, okruchów tytoniu. I gdy już został doprowadzony do psychicznej i fizycznej nagości, ktoś rzucił pod nogi więzienne ubranie. Narodził się na nowo.

Klan, w oczekiwaniu na Szefa spacerował wzdłuż celi. Cztery kroki do drzwi, potem obrót na pięcie, zawsze lewej i cztery kroki do okna. W jednym rytmie, marszowo, a co trzeci nawrót chwila przerwy z przystawionym do wizjera uchem.
Zastanawiał się nad pierwszym dniem wolności, gdzie pójdzie, kogo spotka, komu ukłoni się na ulicy. Z rodziny pozostała przy życiu tylko siostra, ale nie wiedział gdzie mieszka. Może żyją dawni sąsiedzi? – Bezskutecznie starał się przypomnieć ich nazwiska i twarze.
Po pięciu latach więzienia zerwały się wszystkie kontakty i zaczęła zanikać pamięć. Przez jakiś czas, wpatrując się w ścianę przywoływał kontury znajomych i dokonywał rachunku pamięci - z roku na rok coraz rzadziej i rzadziej. Obojętniał na przeszłość, a kontury na ścianie zamazywały się i nikły w codzienności.

Ktoś podszedł do drzwi i odchylił klapkę judasza. Klan przystanął na środku celi, uśmiechnął się do niewidocznego, pomachał ręką i podszedł bliżej. Przez chwilę tkwił z okiem przystawionym do okrągłej szybki wizjera.
- Czego tam? – zapytał. – Ktoś ty, co?
- Kalifaktor. Pamiętasz mnie na pewno. Szary jestem, Szary.
Znali się z czasów dzieciństwa i lat szkolnych. Mieszkali w tej samej dzielnicy.
W więzieniu spotkali się tylko raz w przeciągu ostatnich dziesięciu lat. Szary dostał dwadzieścia pięć lat za napad i zamordowanie taksówkarza.
- Pamiętam – powiedział Klan. – Spotkaliśmy się u dentysty, dawno temu.
- Posłuchaj. Załatwisz mi coś? Mała sprawa i nie masz się czego bać. Pójdziesz do mojej matki?
- Pójdę, a co?
- Wsunę Ci kartkę pod drzwiami. Tam jest wszystko i zapamiętaj, co powiesz mojej starej, dobrze? Kartkę wrzuć do kibla.
Klan nacisnął stopą dolny róg drzwi, odchylając je na tyle żeby przeszła kartka papieru. Po chwili, tuż przy framudze, pokazał się mały, biały róg. Mocniej docisnął stopę, potem pochylił się i ruszając na boki wciągnął kartkę.
- Mam.
- Klan – powiedział Szary. – Załatw mi to, kurde, to ważne, dobrze? Klan. Idzie Szef, to ja spadam.
Gdzieś dalej szczęknął klucz. W dziwnej i niespotykanej ciszy, jaka panowała w więzieniu od rana, odgłos kroków odbijał się głębokim echem o zimne ściany gmachu. Po chwili ktoś krzyknął i Klan usłyszał kilka wulgarnych słów. Szybko przeczytał kartkę i wrzucił ją do klozetu. Do celi wszedł Szef.
- Czego chciał? – zapytał, uderzając pękiem kluczy o udo.
- Kto?
- Kto? Kajfus, kurwa jego mać, Szary!
Szef usiadł na łóżku i poprawił krawat.
- Zarobił w ryja i kopa też dostał – powiedział. – To, czego on chciał, co?
- Przyszedł się pożegnać. Znamy się z wolności.
- Tak mówisz?
Stanął na środku celi i zaczął kiwać rytmicznie głową.
- Rozbieraj się – powiedział ostrym tonem. – Ale już!
Klan bez słowa sprzeciwu zrzucił z siebie ubranie i stanął nagi przed strażnikiem.
- Co jest? Panie Szefie! – zawołał.
- Gówno jest, panie Klan, gówno! Przysiady! Rób przysiady!
Gdy Klan wykonywał polecenie strażnika, ten szczegółowo oglądał jego ubranie. Sprawdził każdy szef, zakładkę, wyciągnął kieszenie i przetrzepał nad stołem. Potem oglądnął sandały i przenicował skarpety.
- Wystarczy – powiedział. – Teraz otwórz mordę i wystaw język.
Klan posłusznie otworzył usta.
- No, dobrze, panie Klan. Nic tu nie widzę. I zapamiętaj – wbił palec w brzuch Klana. – Listonosza najłatwiej skopać po dupie! Rozumiesz? Chodzi taki po ciemnych sieniach, zaułkach i korytarzach, nie?
Szef usiadł za stołem i wyciągnął zza pazuchy plik papierów. Przerzucał kartki leniwie i bez pośpiechu, niekiedy zatrzymywał wzrok na wybranym fragmencie i kiwał głową. Klan wciągnął spodnie i przycupnął na łóżku. Strażnik należał do najstarszych pracowników więzienia i był tutaj na długo przed Klanem. Był wysokim, lekko przygarbionym mężczyzną o bardzo szczupłej sylwetce, skrywanej pod obszernym ubraniem.
- Czegoś mi brakuje, panie Szefie – powiedział Klan.
- No? Gadaj, gadaj, ja słucham.
- Dałem kilka dni temu moje rzeczy do cenzury. Chciałbym je mieć.
- Tak? A komu dałeś?
Szef odpowiadał Klanowi półgębkiem, nie odwracając się i nie przerywając czytania.
- Wychowawcy dałem – powiedział Klan. – Dałem jak człowiekowi i widzę, że nie ma.
- Wychowawca złamał nogę i nie przychodzi do pracy. Będziesz musiał podejść za kilka tygodni i odebrać swoje rzeczy. Teraz mi tutaj podpisz, bo tak trzeba.
Szef stuknął palcem w dokument położony na stole i podał długopis. Klan zaczął czytać, linijka po linijce dowiedział się, że jest zdrowy, że nic mu nie dolega, zobowiązuje się na okres przerwy kary żyć zgodnie z prawem i zgłosi się w terminie. Myślał przez chwilę, czy może odmówić podpisu w związku z nieodebraniem rzeczy osobistych, ale wystraszony, że może nie zostać wypuszczonym, podpisał czytelnie i dodał datę - 15 maja 2007.
- Gdzie będziesz mieszkał? – zapytał Szef. – Czy pod adresem podanym w dowodzie osobistym? Pokaż dokument.
Klan otworzył zieloną książeczkę i zakrztusił się ze zdumienia. Zobaczył swoje, aktualne zdjęcie.
- Panie Szefie! – zawołał. – Jak to możliwe? Tutaj jest moja dzisiejsza fotka, a przecież, a przecież dowód ma ponad dwadzieścia lat!
Podał Szefowi dowód.
- Spokojnie! Klan! Wszystko zbadamy i wyjaśnimy. Usiądź i nie myśl o tym.
Klan przypomniał sobie, że wiele miesięcy wstecz robił zdjęcie i po kilku tygodniach wychowawca dał mu do podpisania plastikowy dokument.
- To zdjęcie było w plastikowym dowodzie, panie Szefie, przecież podpisywałem, pamiętam. To wszystko jest dziwne jakieś. Najpierw nie dostaję śniadania i ta pieprzona cisza na pawilonach. Potem giną moje rzeczy i ten dowód. Co się dzieje?
Szef wyszedł na korytarz i włożył klucz do zamka. Stał milcząc i przyglądał się z drwiącym uśmiechem Klanowi. Wsunął za marynarkę papiery.
- Masz coś przeciw swojemu wyjściu z pierdla? – zapytał. – Może nie chcesz iść do domu, co? Panie Klan, mów mi, co chcesz, bo ja takie sprawy załatwiam na telefon. Rozumiesz, Klan? Dzwonię gdzie trzeba i mówię, że gość ma w dupie wolność i woli jeszcze posiedzieć. To jak będzie? Zabierasz, co dają i wychodzisz? Śniadanie mówisz? Zżarłem do spółki z kajfusem Szarym, pasuje? Możesz napisać skargę. Zjadłem, bo byłem głodny i już! Ja też w pewnym sensie siedzę i mam prawo być głodnym, nie? Ja nawet mogę powiedzieć, że mam dożywocie! Idź do domu, nie ciskaj się o jakieś głupoty.
- Tak jest – powiedział Klan. – Wrażenie jednak nie jest przyjemne. W końcu byłem tutaj kawał czasu i coś z szacunku mi się należy.
Szef zaśmiał się głośno i splunął pod nogi.
- Na wrażenia zawsze jest czas – odparł. – To nie jest przerzutka z celi do celi i pomyśl nad tym, panie Klan, a nie zawracaj mi głowy byle czym. Idę teraz dopełnić formalności, a ty bądź w gotowości.
Po odejściu Szefa rzeczywistość Klana przybrała niepokojące barwy. „Skoro zabrali moje śniadanie – myślał – to musiało coś się stać”.
To coś przerwało dwudziestoletni rytm i całkowicie zburzyło poczucie bezpieczeństwa. Ale co? Wziął do ręki zieloną książeczkę dowodu i z lekkim rozbawieniem odczytał na okładce „Polska Rzeczpospolita Ludowa”.

Szef w końcu przyszedł i przyniósł dużą, szarą kopertę, usiadł obok Klana na łóżku, poklepał go po plecach, uśmiechnął się przyjaźnie i rzekł:
- Jest dobrze. Mam już wszystko żebyś spokojnie wrócił do domu.
- Trochę to trwało – odparł Klan.
- Czekaliśmy na ostatnią pocztę, bo przecież nigdy nic nie wiadomo, prawda? Mogłoby się coś odmienić. Sam wiesz jak jest. Ktoś się cieszy, ma nadzieję, a tu nagle wszystko się obraca w drugą stronę. Jest tak? No, jest?
- Tak, różnie bywa, sam nie wiem.
- To, co? – Szef powstał i poprawił czapkę. – Zbieraj się przyjacielu. Po drodze powiem, co
i jak.
Szef wyszedł z celi, a Klan stanął na progu i poczuł, że nie może poruszać nogami. Coś wbiło go w podłogę i sparaliżowało. Przypomniał sobie jak mając kilkanaście lat stanął na końcu wysięgnika wielkiej pogłębiarki i miał skoczyć do wody. Wiedział, że musi to zrobić, ale nie mógł. Jakaś dziwna siła wcisnęła Klana w stalową konstrukcję i nie pozwoliła wykonać jakiegokolwiek ruchu. Dopiero Ela, dziewczyna, z którą chodził, wspięła się na szczyt ramienia i brutalnie zepchnęła go w dół.
- Boisz się? – zapytał Szef.
Podszedł i objął Klana wpół, po czym przeniósł bezwładnego przez próg.
- Chodź, Klan, idziesz do domu, stary przyjacielu.
Szli słabo oświetlonym korytarzem, co chwilę schodząc w dół schodami, a za każdym zejściem korytarz stawał się węższy i ciemniejszy. Popielata lamperia, białe ściany i ciemnoruda posadzka, jak wszystkie przejścia i galerie w gmachu, zlewały się w szary tunel z ciemniejszymi plamami drzwi.
- Idziesz drogą śmierci – powiedział Szef. – Tędy prowadzano skazanych do kata. Ostatnio, jakieś czterdzieści lat temu powiesili faceta za zabicie dwóch milicjantów, Zdanowicz się nazywał, czy jakoś tak. Popatrz – wskazał kluczem na jedne z drzwi. – Tutaj były egzekucje.
- Dlaczego pan mnie prowadzi tą drogą? Gdzie my idziemy?
- A może tutaj idziemy!
Szef doskoczył do Klana i rzucił twarzą na ścianę.
- Chcesz zobaczyć, co jest za drzwiami? Chcesz? To chodź!
Otworzył celę śmierci i zapalił światło.
- Tam pod sufitem wisi i czeka na ciebie pętelka! – krzyknął. – Chcesz się zabawić, chcesz?
- Dlaczego? Dlaczego ja? – zapytał Klan.
Szef roześmiał się głośno i poklepał Klana po policzku.
- Ej! Klan! Nie bądź głupi, to żarty – powiedział. - Chodź. Musimy iść do bocznego wyjścia. Główna brama w remoncie, dlatego tak. Czy to ma jakieś znaczenie?
- Nie ma, dla mnie jest bez znaczenia. Tylko, to jakieś dziwne wszystko.
Klan zauważył, że cela śmierci była w idealnym stanie, wysprzątana i pachnąca świeżą farbą. Metalowa zapadnia w podłodze i wystająca ze ściany przekładnia lśniły srebrzystym chromem, jakby oczekując na ofiarę.
- Za kilka minut będziesz po drugiej stronie – powiedział Szef. - Ciesz się, panie Klan! Aha, mam coś dla ciebie, mam w tej kopercie. My tutaj wiemy, że będzie trudno, ale na pierwsze dni masz pomoc. W kopercie jest spis adresów, gdzie masz się zgłosić. Dostaniesz parę groszy zapomogi, może jakieś ciuchy na dobry początek. Tam są jeszcze wszystkie zaświadczenia, tak żeby cię nie skręcili jako zbiega. Pamiętaj, że musisz w ciągu dwóch dni stawić się w tych miejscach. To obowiązek.
Po zamknięciu celi śmierci ruszyli dalej.
- Mam do pana prośbę – powiedział Klan. – Niech pan zainteresuje się moimi rzeczami, tymi u wychowawcy. Zależy mi bardzo, bo to moje dwadzieścia lat, panie Szefie.
- Masz to u mnie zagwarantowane.
Po kilkunastu krokach Szef zatrzymał się i włożył długi klucz do małej, stalowej bramy, przekręcił z trudem i uchylił jedno skrzydło.
- No, trzymaj się, Klan. Pójdziesz prosto i przy końcu uliczki skręcisz w prawo, potem do końca i wyjdziesz na ulicę. Dalej już sobie poradzisz. To, co? Nie połam nóg!
- Poradzę sobie, panie Szefie, chyba muszę.

Szef wrócił do dyżurki i kazał przyprowadzić kalifaktora Szarego. Wyjął spod biurka małe, kartonowe pudełko, otworzył i wysypał zawartość na blat. Były to rzeczy osobiste Klana. Dwadzieścia małych kalendarzyków, gruby brulion i złożone przez pół pożółkłe akta. Przez chwile przyglądał się im z uśmiechem, potem zgarnął z powrotem do pudełka.
Szary wszedł i stanął na baczność, zameldował się i powiedział:
- Poszedł.
- Już jest za murem, no ciekawe, jak mu się poukłada.
- Pan mnie wzywał?
- Dostałeś w ryja?
- Dostałem, ale nie taka była między nami umowa.
- Będzie na zaś, jak znalazł, a teraz zabierzesz to pudełko i zaniesiesz do kotłowni. Masz przypilnować żeby spłonęło w całości, rozumiesz mnie?
- Zrobi się, panie Szefie.
- W nagrodę zjedz sobie obiad Klana. Był jeszcze na dzisiaj zamówiony.
Po wyjściu Szarego, Szef wyjął z kieszeni mały prostokąt. Pokiwał głową i sięgnął do szuflady po nożyczki. Pociął na drobne kawałki plastikowy dowód osobisty Klana i wrzucił do kosza na śmieci.
_________________
- Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
  
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-10-27, 23:59   

się zapowiada!!!!!! jak to u Ciebie! niezwykle ciekawie!!!
dialogi, budowanie napięcia, fabuła ... rewelkowe! :)
 
 
Jorg 


Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 105
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-10-28, 08:26   

Dzięki, dzięki :)
_________________
- Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-10-29, 15:59   

Jorg :)
czytałam, czytałam znam tekst skądinąd :P
tam się spodobał i tu też.
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Jorg 


Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 105
Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-10-29, 22:45   

Dzięki za zawieszenie oka na tekście. Dalsze części się piszą powolutku. ;)
_________________
- Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.
- A co?
- Nic. Cała podłoga we krwi...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » BOLYŁUD


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo