POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Delirium
Delirium
Autor Wiadomość
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 15:21   Delirium

Delirium



Spóźnił się sekundę, może dwie. Pociąg zgrzytnął. Cała konfiguracja, od lokomotywy po ostatni wagon, sapnęła i pisnęła. Gdy wbiegł na peron, zdążył ujrzeć jedynie ogon sunącej po torach dżdżownicy. Wraz z nim wbiegło jeszcze kilkoro ludzi, równie zawiedzionych, równie śpieszących się - na spotkanie, na samotność lub na nic szczególnego. Śpieszących się raczej z nawyku i zawiedzionych też z nawyku. Pociąg odjechał, to zawsze przecież jakieś rozczarowanie. Karol usiadł na ławce i skupił wzrok na zgarbionej sprzątaczce, przesuwającej brud pod ławką parę metrów dalej.


- Mam się przesiąść? – zapytał odruchowo.
- Jeszcze nie – uśmiechnęła się do niego, nie przerywając okrężnych ruchów mopa.
- Mam się przesiąść teraz – stwierdził po chwili.
- Nie, jeszcze pan nie musi. Powiem panu – pokiwała głową, nie odrywając tym razem wzroku od brudu.

Karol obserwował ją z niepokojem, przeklinając w duchu całą sytuację. W końcu jednak zdobył się na odwagę i wstał z ławki. Sprzątaczka wyprostowała się. Karol wiedział, że jest źle. Sprzątaczki nigdy nie prostują się bez powodu - pomyślał najciszej jak się tylko myśleć da, po czym zaczął biec na drugi koniec peronu.

- Dlaczego pan wstał? – usłyszał krzyki za sobą, coraz wyraźniejsze i bardziej rozwścieczone. – Pan wstał! Dlaczego?! Proszę się zatrzymać! Ja jeszcze nie skończyłam! Może pan przecież jeszcze siedzieć! – Głos zdawał się wypływać centymetry od jego ucha. Karol spanikował, rzucił się na peronowe kafle. Niefortunnym trafem uderzył czołem w róg betonowego śmietnika.


*


ŚWIA T T YLKO DLA
ŚWIR ÓW
ŚWIER – SZ - CZY DO
NOŚ NIEJ


Przeczytał parę razy, po czym spróbował wstać. Głowa, obładowana bólem, ciążyła mu i pulsowała nieznośnie. Jego ciało, jakby wydarte z ustalonych ram, falowało na boki.
W oddali zauważył zarys postaci siedzącej na ławce. Przyciągnął ją dłonią.

- To nie sen. Choć to we śnie tak właśnie falują ciała – zaśmiał się staruszek.
- Więc co to? – zapytał, przysiadłszy się do niego.
- Nazwałbym to miejsce fazą zmienną. Czymś w rodzaju widma optycznego. Niewidzialna wnęka w ścianie.
- Yhy
- W tym momencie z pewnością moglibyśmy odbyć pasjonującą rozmowę, ale poprzestańmy na tym – powiedział i włożył do jego kieszeni seledynową kopertę. - Dostarcz ten list, a dalej sam zobaczysz. Tylko pamiętaj – od momentu, kiedy postanowisz ten list doręczyć, nie odzywaj się, dojdź tam w absolutnym milczeniu. Inaczej klapa.
- Klapa?
- No, umrzesz – staruszek złapał go za tył głowy i pchnięciem skierował na betonowy śmietnik.


*


- Świat tylko dla świrów świerszczy donośniej? – zapytała sprzątaczka wisząca nad jego bezwładnym ciałem.
- Co? Powiedziała pani właśnie: świat tylko dla świrów świerszczy donośniej?
- Nie. To pan powiedział. Dobrze się pan czuje?
- Nie zamierzam go nigdzie zanosić! A z ławki będę wstawał, kiedy tylko zechcę!
- Słucham?
- To przez panią. Pani mnie goniła!
- Oszalał pan chyba. Zamieniłam z panem słowo, a po paru sekundach leżał pan przy śmietniku z rozbitą głową.
- Kłamiesz! – wstał, odpychając dłonie sprzątaczki. Dostrzegł wokół siebie tych samych ludzi, spóźnionych, zawiedzionych, śpieszących się. Ruszył w stronę mieszkania. Po kilku krokach poczuł, że koperta zalega w jego kieszeni. Przyśpieszył tempa.


Ktoś zapukał, ktoś teraz czeka na przekręcenie kluczyka. On czeka na decyzję. Na własną decyzję. Otworzył. W drzwiach stanęła sąsiadka, mająca swoje lata, aczkolwiek seksualnie wciąż bardzo aktywna. Jej wizyty nazbyt wręcz świadczyły o tym fakcie. Po jej lewym barku wił się strumień jasnych włosów, a ona, z ręką założoną na tył głowy, wyglądała jak koślawy w szczegółach pomnik Brigitte Bardot. Karol przepadał za Bardot.

- Cześć, chłopcze. Wygłodniały? Mam dla ciebie sucreries – położyła sobie jego dłoń na prawej piersi i stęknęła.

W następnym momencie wypchnął ją za próg (ileż sił trzeba mieć, by wyrzucić z mieszkania rozpaloną kobietę), zamknął drzwi mocno zdyszany i spanikowany. A jeśli to prawda? Co mi szkodzi – pomyślał. - Śmierć, nawet jeśli jej nie ma, to jakby była.

Dostarczę ten list – zdecydował – a dalej się zobaczy. Założył płaszcz i ruszył pod adres wypisany na kopercie. Wchodząc na most, dostrzegł mężczyznę stojącego po zewnętrznej stronie barierki. Przyśpieszył kroku, chcąc przejść obok niego bez zbędnych reakcji. Mężczyzna zacharczał nerwowo. Oczy miał przekrwione, po jego brodzie toczyła się gęsta ślina. Karol wstrzymał oddech, już mijał się z nim, już miał łapać oddech, już miał rozluźniać mięśnie i skupić się znowu na seledynowej kopercie, na swoim domniemanym życiu…

- Zabiję się! – krzyknął ostentacyjnie mężczyzna – zabiję się, tak po prostu!

Karol zapłakał jak mała dziewczynka. Usiadł na chodniku, rozmazując smarki po całej twarzy. Mężczyzna, zdezorientowany, popatrzył chwilę w dół, później na horyzont, aż w końcu machnął ręką i przeszedł przez barierkę.

- Nie słyszałeś co mówiłem? – zwrócił się do Karola. – Przyjmij moją śmierć jak facet! Żądam tego od ciebie! Wstań i patrz jak ginę! Chcę, żebyś to widział, bo inaczej to wszystko nie ma sensu. Moja żona mnie zostawiła, bo dowiedziała się o kochance, a kochanka dowiedziała się, że nie powiedziałem jeszcze żonie o niej i też mnie zostawiła! To jakiś koszmar. Nie rycz! To żałosne. Że też nikt porządniejszy nie mógł być świadkiem mojej śmierci. Wstawaj, proszę, czekam od dwóch godzin, aż ktoś przejdzie tym mostem.

- Doprawdy? – Karol wstał, strząsnął piasek z nogawek, spojrzał na mężczyznę, po czym przeszedł na drugą stronę ulicy. – To sobie jeszcze poczekasz – mruknął i zaczął biec w stronę barierki, gdzie wcześniej stał mężczyzna.

W chwili odbicia od grzbietu barierki Karol przypomniał sobie artykuł sprzed lat o węgierskim emerycie, który lewitował dwanaście metrów nad ziemią z błogim uśmiechem na twarzy. Karol spadał. Spadał może sekundę, może dwie. Nie zdążył się uśmiechnąć, nie zdążył się uspokoić i zebrać sił na próbę lewitacji. Grawitacja ostatecznie szarpnęła ciałem, rozbiła je na cząstki, nie takie małe zresztą. Mężczyzna wychylił się i spojrzał w dół. Na czteropasmowym asfalcie widniała wypukła, czerwona plama, rozrzedzona i postrzępiona na brzegach. Karol stał się malinką na asfaltowej tafli życia - oznaką nagłej i niepohamowanej namiętności.

- Przecież ja chyba tylko żartowałem! – krzyknął rozżalony do resztek Karola i odszedł od barierki. Usłyszawszy hałas pod swoimi stopami, zerknął w dół – do podeszwy prawego buta przylepiła się seledynowa koperta. Podniósł ją i otrzepał mocno. Adres wciąż był widoczny.

- Zaniosę kopertę pod adres, a później – pomyślał, wertując plany na wieczór – się zobaczy.
  
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-11-05, 23:12   

gamin napisał/a:
zgrabionej

a oprócz tego - to spoko! :)
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-05, 23:17   

Aj, a tak myślałem, że jakaś literówka jednak wyskoczy ;)

Dzięki, Marku
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-11-05, 23:58   

"spoko" dotyczy treści! nie błędów literowych!
spoko=dobry zarówno treściowo jak i w zapisie!
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-06, 11:24   

Rozumiem, rozumiem ;)
 
 
eva_14 

Wiek: 105
Dołączyła: 28 Lis 2007
Posty: 8981
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-08, 21:49   

i świetnie się czytało, jednym nieprzerwanym strumieniem. znalazłam zwroty, jakby leciutko pod Pilcha, za którym przepadam. ma tempo gaminie, ma
_________________

Zbyt smutku by to powiedzieć.
Drzewa oszukują
Tymczasem w blasku tylko idą wody.
Tylko ziemia jest twarda.


Vicente Aleixandre
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-11-09, 04:35   

To ja się "poznęcam" na początek :zdegustowany:

Cytat:
Karol obserwował sytuację z niepokojem. Przeklinał ją w duchu

czy przeklinał sytuację, czy sprzątaczkę?

Cytat:
- To przez panią. Pani mnie goniła!
- Oszalał pan chyba. Zamieniłam z panem słowo, a po paru sekundach leżał pan przy śmietniku z rozbitą głową.
- Kłamiesz!

pani, pan i przeskok na ty, niekonsekwencja, czy świadomy wybór formy?

Cytat:
Przyśpieszył tempa.

może po prostu: przyspieszył?
Cytat:
Jej wizyty nazbyt wręcz świadczyły o tym fakcie.

albo nazbyt, albo wręcz, mnsz :P
Cytat:
położyła sobie jego dłoń na prawej piersi i stęknęła.

stęknęła? hmm, może jęknęła, westchnęła, albo zamruczała, albo co, bo to stękanie jakoś tak nie tak
Cytat:
( ileż sił trzeba mieć, by wyrzucić z mieszkania rozpaloną kobietę ),

bez spacji między nawiasami
odpowiedź na pytanie:
na rozpaloną kobietę nie trzeba sił, wiadro wody wystarczy, a nawet jakaś podręczna miska :hyhy:
Cytat:
metrów na ziemią

ha!!!! udało mi się: LITERóWKA :P
Cytat:
Karol stał się malinką na asfaltowej tafli życia - oznaką nagłej i niepohamowanej namiętności.

Interesujące zdanie.

A teraz pochwalę: :) :) :)
ciekawa absurdeska, bardzo wartka akcja, postaci żywe, dialogi ok, Karola żal, skoczyć zamiast tego, co miał skoczyć, to duży wyczyn, ciekawe co się stanie z donosicielem seledynowej koperty :niepewny:
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-09, 22:18   

Elżbieta napisał/a:
Cytat:
Karol obserwował sytuację z niepokojem. Przeklinał ją w duchu

czy przeklinał sytuację, czy sprzątaczkę?


Masz rację. Zmienię zdanie na ,, Karol obserwował ją z niepokojem, przeklinając w duchu całą sytuację".

Nawiasy przysunąłem w oryginale i tak teraz latam po miejscach, gdzie opublikowałem i poprawiam ;p. Dzięki.

No i za literówkę :padam:

Pochwały jakoś zniosłem ;)
Pozdrawiam, K.


Edit: A, Ewo, tobie też!
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2009-11-09, 22:21   

gamin napisał/a:
Pochwały jakoś zniosłem ;)

następną razą się powstrzymam, żeby Ci stresssssu nie przysparzać :P
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
krokiemszeptu 

Wiek: 115
Dołączyła: 19 Lut 2010
Posty: 908
Wysłany: 2010-03-27, 17:13   

bardzo dobrze się czytało :) na jednym wdechu :)
ps. a w sumie tytuł mnie tu ściągnął ;)
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-03-27, 21:13   

- Nie słyszałeś, co mówiłem?

Chcę żebyś, to widział


czekam od dwóch godzin, aż ktoś przejdzie tym mostem


(przecinek się prosi tam wyżej)

Ciekawie. Masz kopalnię pomysłów? ;)
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-28, 00:18   

Dziękuję ci za te przecinki.

el napisał/a:
Chcę żebyś, to widział


Tośmy się tutaj spotkali w połowie drogi, bo w końcu przecinek (tak się wydaje) powinien być przed żebyś!
:)

Jeszcze raz dzięki, i to samo za czytanie - Wam.
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-03-28, 12:21   

No jasne, że przed żebyś :hyhy:
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
leosusf 
Leo

Wiek: 57
Dołączył: 26 Kwi 2010
Posty: 80
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-05-05, 17:23   zaiste intrygujące

Witam Kamilu. Zaiste intrygujące opowiadanie. Aż się prosi o ciąg dalszy. Ani chwilki na nudę. Apropo, czym byłby teatr bez widowni? ;)
_________________
Matrix forever...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Delirium


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo