Wysłany: 2009-11-10, 18:20 O B. i o N., wiatrakach, sarnach i malowaniu krajobrazów
O B. i o N., wiatrakach, sarnach i malowaniu krajobrazów
- Za jakie grzechy? Powiedz, za jakie grzechy musimy tu mieszkać?
Rozmowa powtarzała się jak echo, po raz enty, odbywała się zwykle po wakacjach, wycieczkach, teraz po krótkim wypadzie do Chicago. Mateusz pytał żonę:
- Czemu nie jakiś Fort Meyers? Boulder? Seattle, choćby Quincy? Czemu tu? W środku niczego?
- Grzechy? Przypomnij sobie Kansas City latem, albo Kissimmee w maju. Jak piece, których nie da się wyłączyć. Cztery miesiące upałów, spacery dopiero długo, długo po zachodzie słońca. Chcesz tam wracać?
Mateusz jednak miał trochę racji, ponieważ topograficznie miasto B. nie należy do najbardziej atrakcyjnych. W jakimkolwiek kraju byłoby reklamowane przede wszystkim jako nieduże i spokojne. Znak rozpoznawczy dla tych, którzy chcą mieć wszystko pod ręką i cenią sobie spokój.
Folder:
"Miasto B., w środku prerii, wygodnie położone w niewielkiej odległości od stolicy stanu;
około półtorej godziny jazdy od jednej z największych metropolii świata;
obwodnice dwóch międzystanowych autostrad, ułatwiają dojazd ze wszystkich i we wszystkie strony świata;
regionalne lotnisko, skąd można podróżować do wszędzie, jeśli tylko się chce
miasto ciche i bezpieczne, przyjazne rodzinom,
tu łatwo wychowasz dzieci!
dwa uniwersytety, jeden stanowy, drugi prywatny; dwa kolledże;
zatrudnienie znajdziesz w firmie ubezpieczeniowej, która „w potrzebie, jak dobry sąsiad jest zawsze przy blisko i pomoże!"Like a good neighbor ...."; a jeśli nie tam, to możesz składać auta na M.
„Rasizm? Not in our town! Nie w naszym mieście!”
Aaamen!
W mieście B. jest wszystko i nic się tutaj nie dzieje.
Jedno i drugie jest pozorne.
Na lotnisku w B. podróżnych witają obrazy miejscowego artysty, ogromne kanwy w postimpresjonistycznym stylu G. Seraut, pointylistyczne krajobrazy z polami w roli głównej.
Malowanie emblematu miasta B. odbywa się mniej więcej tak:
bierzesz duże płótno, największe, jakie tylko możesz znaleźć, szersze niż wyższe, chociaż? nie, może to być kwadrat, byle duży;
u dołu szerokim pędzlem malujesz rudawoszary pas, nadając mu fakturę spękanej gliny, przesuwając pędzlem w górę, nadal w kierunku poziomym, nakładasz następny kolor, ciemniejszy brąz, który zaczynasz mieszać z zielenią,
ten pas powinien być węższy, jak przejściowa smuga, z której eliminujesz brąz, przenosząc się w odcienie zieleni,
teraz kierunek ruchów pędzla zmieniasz na pionowy, malujesz długimi pociągnięciami wysokie łodygi-tyczki kukurydzy, i poprzez głębokie tony zieleni idziesz do jaśniejszych, prawie złotych,
szerokie pasmo pionowej zieleni wieńczysz jasną, pomarańczowo-żółtą kosmatą linią
a następnie, nie tracąc czasu na łagodne przejście z barwy do barwy, natychmiast sięgasz po najszerszy pędzel, zanurzając go w zdecydowanym, czystym błękicie,
tonację i głębię błękitu możesz podkreślić kontrastowym, pojedynczym, zabłąkanym i rażącym bielą obłokiem;
pas nieba powinien sięgać szczytu płótna,
nie mieści się na nim słońce, dla słońca będziesz potrzebować następne płótno.
Ta sama, ale nocna winieta, oczywiście wymaga dużo ciemniejszej gamy.
Noc robi się w taki sposób:
bierzesz duże płótno, największe, jakie ... itd
A dodatkowe płótno potrzebne będzie na księżyc.
Ciekawe, jak wygląda miasto B. z perspektywy kluczy kanadyjskich dzikich gęsi? Co roku przylatują ich tu całe stada. Zamieniają się w uskrzydlone kosiarki do trawy napędzane ... trawą. Na kilka miesięcy z upodobaniem zasiedlają okolice kilku naturalnych i sztucznych jezior, a także niezliczonych stawów. Z wysoka wodne tafle błyszczą, i pewnie są nietrudne do odnalezienia w prerii.
A człowiek? patrząc na to samo B. z okna samolotu łatwo nakreśli jego zarys palcem na szybie. Jednak obie, ptasie perspektywy wprowadzają w błąd, bo to, co z wysoka wydaje się jedną masą, w rzeczywistości jest sklejką dwóch miast B. i N. Przy czym B. na kuli, zwanej ziemską, jest zaznaczone koordynantami: 40° 29' N, 88° 57' W.
W bezchmurny dzień kontury B. i N., czasem nazywanych B.-N., łatwo otoczyć krótką pętlą, lecąc wzdłuż wytyczonej zabudowaniami linii. Latem ten swoisty płot przechodzi w ogromne zielone, żółte lub złociste prostokąty pól, kukurydzy i soi. Zimą, te same pola zakładają kamuflaż w szarościach i bieli z zapomnianymi, poutykanymi gdzieniegdzie, zielonymi wstawkami ozimin i traw nie poddających się chłodom prerii, ani najostrzejszym mrozom. Jesienią te same płachty przez ochry, ugry i sepie zmieniają się w szaro-burość a wiosną w czerń aż po dzień, kiedy budzi się młoda zieleń. Nieregularną plamę syjamsko zrośniętych miast okrążają dwie autostrady, a od samej plamy, jak od kleksa rozchodzą się drogi, i z tej wysokości niewidoczne ścieżki, znane tylko kojotom i sarnom.
Na płaskim stole pól, jakie okalają miasta, z pragmatyczną fantazją zupełnie niedawno poustawiano ogromne stalowe wiatraki z równie olbrzymimi, smukłymi śmigłami - Wind Farms. Nagle komuś żal się zrobiło marnującej się tu siły róży wiatrów. Wiatraki bez Don Kichota, bo jakże wyglądałby walcząc ze stalą? Odkąd pojawiły się te giganty, wiatry natychmiast stały się nieodzowną, obliczalną i opłacalną częścią krajobrazu, a same wiatraki tematem rozmów, petycji, skarg, zachwytów, a także przekleństwem dla niektórych przywiatrakowych mieszkańców i bez wątpienia dla ptaków, do tej pory nie zważających na wysokość swoich lotów, lecz teraz zmuszonych do wytyczania nowych azymutów.
Hodujemy wiatry, zbieramy ich siłę, nic w przyrodzie nie ginie, nie powinno ginąć...
Nocą giganty Wind Farms zamieniają się w ogromną dyskotekę, rozbłyskują regularnymi impulsami czerwonych świateł. Wygodnie rozciągnięty na polach, jednostajnie szumiący stalowymi skrzydłami smok. Nocą pilnuje pól a ranem zamyka ślepia czerwone od niewyspania.
Lądujemy w B. – N. Na ziemi przestrzenna metamorfoza płaskiej plamy bliźniaczych miast następuje natychmiast i wyrasta z niej trójwymiarowy labirynt.
W jego zakamarkach można znaleźć, albo zgubić wszystko.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Bardzo dobre opowiadanie (na razie fragment, bo c.d.n.) Wiele piękna mają w sobie opisy najpierw miasta B., a następnie tandemu B.-N., który tworzą w rzeczywistości oba bliźniacze miasta, widziane czy to z perspektywy kanadyjskich dzikich gęsi, czy samolotu. Opisy z jednej strony oszczędne w środkach, jakby reporterskie, z drugiej zaś - nasycone poezją.
Bardzo dobre opowiadanie (na razie fragment, bo c.d.n.) Wiele piękna mają w sobie opisy najpierw miasta B., a następnie tandemu B.-N., który tworzą w rzeczywistości oba bliźniacze miasta, widziane czy to z perspektywy kanadyjskich dzikich gęsi, czy samolotu. Opisy z jednej strony oszczędne w środkach, jakby reporterskie, z drugiej zaś - nasycone poezją.
Czekamy zatem na ciąg dalszy...
Waldku dziękuję za zajrzenie w świat B. i N. i za miłe słowa.
cdn się zjawi za troszkę.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
i ja tu byłam i czytałam. wiesz, że Twoje pióro, bywa chyba szybsze od Ciebie? idealny opis z Tobie właściwym spojrzeniem
Evuś dziękuję za odwiedziny.
Mówisz: "moje pióro szybsze ode mnie"?
jak się nad tym zastanowić, może rzeczywiście?
szybsze, bo ... lżejsze? serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
nooo, bo coraz to mniej w nim atramentu bo pisze i pisze!
wytknięto mi dzisiaj kruczoczarne i ciemnobrązowy napisane z myślnikiem
a co powiedzieliby na
Elżbieta napisał/a:
szaro-burość
to nie wiem
ależ tekst! moim zdaniem (nieskormnym) najlepszy Twój z czytanych przez mnie!
czekam na cd. przebierając szarymi komórkami
nooo, bo coraz to mniej w nim atramentu bo pisze i pisze!
wytknięto mi dzisiaj kruczoczarne i ciemnobrązowy napisane z myślnikiem
a co powiedzieliby na
Elżbieta napisał/a:
szaro-burość
to nie wiem
ależ tekst! moim zdaniem (nieskormnym) najlepszy Twój z czytanych przez mnie!
czekam na cd. przebierając szarymi komórkami
Marku dziękuję za odwiedziny w B. i N.
Cdn się zjawi za kfilkę.
Gdzieś miałam zakładkę a propos przymiotników złożonych... dookreślające bez myślnika, równoznaczne z nim - tak to chyba działa...
Jest też bardzo ciekawe forum o polszczyźnie, tu link:
http://www.polszczyzna.fora.pl/
A mój neo "szaro-burość" przeczy zasadom z zasady i co by nie powiedzieli, to mieliby rację serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
A mój neo "szaro-burość" przeczy zasadom z zasady i co by nie powiedzieli, to mieliby rację
takoż i ja się broniłem - ale co tam!
tomik z błędami - cóż można żądać od szofera...
Marku, czy ostatnio ktoś Ci wybił z głowy takie sądy o sobie? Jeśli nie, to raz jeszcze
Szkoda, że redakcja tomiku nie dostrzegła błędów. Zresztą - wiem, puryści powiedzą, że plotę - to nie są STRASZNE błędy, gorzej byłoby ze zdażeniami serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
ech!
"poeta", korektor, redakcja, autor ilustracji (prawie),skład, projekt tomiku - to jeden panolek ZMP z ADHD...
Ale tomik masz
ciesz się z owocu serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Gdzieś miałam zakładkę a propos przymiotników złożonych...
szaroburość - stworzyłaś Imienniczko rzeczownik co? i jako łon - razem po mojemu
El tak-tak, rzeczownik w rzeczy samej, ale lubię te myślniki, łączniki, rozdzielniki i kreseczki, to wstawiłam dla formy serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
ale zbieg okoliczności
właśnie jestem na etapie poznawania miasteczka Castle Rock
(w "Sklepik z marzeniami" - Stepheana Kinga),
gdzie trzeba się cholernie napracować
żeby cokolwiek zachować w tajemnicy...
a tu Elżunia serwuje miasto B.
biorąc poprawkę na to,
że ten pierwszy dzierży nagrodę DCAL
(medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską)
z przyjemnością przejdę do dalszego ciągu
"O B. i o N., wiatrakach, sarnach i malowaniu krajobrazów"
autorstwa naszej Elżbietki