Gdybyś tonęła, wyrwałbym cię z topieli,
owinął w koc i w gardło wlał flaszkę sherry.
Gdybyś była złoczyńcą, ja bym cię w celi
trzymał pod kluczem jako miejscowy szeryf.
Josif Brodski, ,,Piosenka miłosna”
Usta wgryzione w złoty filtr Sobranie, w płucach tężeją
genialne myśli, choć nie działa pamięć. Głowa zniknęła
w porzeczkowym winie i tylko dłoń nadmiernie trzeźwa;
nad kwarcowym zlewem łamie wytłuszczone linie.
Więc jadą - na gwizdach płynie sprawna palestra, białymi butami
kruszą beton stopni. Już idą! Drewno się rozrywa, a po otwarciu
będzie tętno, ucisk, bandaż, lizak. Już weszli, już nas nie ma,
ktoś schodzi po drabince, ktoś wrzeszczy, pyta. A nas nie ma;
pod palcami kiść trawnika, wraca pamięć. Z przyłożonym uchem
da się poczuć tętent nieba, da się słyszeć metrum zimy – cisza.
Rano przyjdzie listów siedem, dziesięć telefonów, uwag,
pism, mandatów, zdzieleń. Rano przyjdzie nam się spleść
znów w ciasną wieżę i w iglice – dłonie, stopy.
Zakryć wszystko beżem nagłych wcieleń.
Dobrze jest mieć te złowrogie piwnice o kobiecym kształcie,
w które nie da się wejść bez pochylenia - między dżemy, soki,
zakurzone smalce. Jaka to ulga znajdywać kontrapunkty:
wiśniowe komody, filiżanki Rosenthala, pastelowe żardinierie,
z których ktoś już kiedyś chłeptał limfę, wódki, deszcze.
Jaka to ulga znajdywać kontrapunkty:
wiśniowe komody, filiżanki Rosenthala, pastelowe żardinierie,
z których ktoś już kiedyś chłeptał limfę, wódki, deszcze.
I miło dotykać wyszczerbione uszko i palcem obwieść
wytarte zdobienia, nad którym ktoś kiedyś precyzją złota.
Złoto. Nie wybiega za wiadomą, ustaloną linię, bo strach
przekroczyć granice. A teraz odprysk szczerbaty czeka
na klej, na miłosne zasklepienie niezręczności w czasie -
cokolwiek to znaczy - dla limfy, wódki, deszczu.
Pozdrawiam.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty