moje dłonie pokazują lata
upadłe księżyce
zwyciężone słowa nadziei i smutku
przechodząc przez bramę snu
nie dotyka się czasu
grymasy pozostają nietknięte
te same cienie gałązek
ten sam szept kroków
te same poranne mgły i rosa pajęczyn
patykiem po płocie stuka słońce
melodią dawno zapomnianą
i wszystkie szmaciane lalki potraciły głowy
a studni lustro połyka nowe zmarszczki
odbicia czasu
powtarzam modlitwy
jakby mnie ochronić miały przed
powtarzam słowa
jakby mnie ochronić miały przed
powtarzam zaklęcia
jakby mnie miały uchronić
powtarzam siebie
przechodząc przez bramę snu
z obłoków przeczących prawu przyciągania
anioły sypią dojrzałe czereśnie
wystarczy wyciągnąć dłoń
i błyszczy okrągły smak
te same cienie gałązek
no wiesz, takie prowansalskie koronki z Koniakowa
z supełkami gołębi
przechodząc przez bramę snu
zaprzeczam sobie
z aniołem pod rękę z miseczką czereśni
mija czas równoległy
studnia pełna rybek słońca
okruchów uśmiechu
zaspanych słów i samolotów krojących niebo na pół
bochenek błękitu trwającego podobno od zawsze
moje dłonie pokazują lata
zawstydzone płaczące po kątach
zaplątane w prześcieradła
krzyczące ze strachu
głuche i nieme
anioły przebiegają ulicę
przechodząc przez bramę snu
gubię lata
zegary bez wskazówek
klepsydry z przelewającym się piaskiem
zwolnione tempo spadającego pióra
wiewiórka wiecznie szykująca się do skoku
jak daleko jeszcze
o
tylko
jeden
kontynent
2003.03.21
o tej porze dzień zaczyna się po szesnastej
Najlepiej jest wczesnym popołudniem z napoczętą
tabliczką gorzkiej czekolady
i gdy słońce jeszcze próbuje walczyć o siebie
kolana pod brodą i oczy daleko
za oceanem może a może tylko o ulicę dalej gdzie
gęsi powoli szykują się w podróż wiedzą bez mapy
jak dotrzeć do miejsc z trawą co będzie się zielenić
gdy dolecą przygotowaną
Albo wieczorem kiedy słychać albo i nie bo słuch
zawodzi powoli dzieci skaczące na trampolinach
modnych tak od trzech lat które ciągną się w nieskończoność
dla nich dla mnie każda pora jest coraz krótsza
i wszyscy podejrzewamy to samo
zakręty schodów czasoprzestrzeni attyk i strychów
zakamarków które miały się wydarzyć ale pominięte
zostaną na zawsze bez zmiany
Noce przychodzą o tej porze gwałtownie bez
uprzedzenia zmrokiem czasem niezdecydowaną
automatyczną lampą on/off nastroje ukryte w rozproszonym
cieniu poza kręgiem tak dobrze się schować a tylko
stronom dać jasność znaczenia a później najzwyczajniej
snom
Dać się uwieść perspektywie bez reguł zasadom bezrozumnym
być latać jednak uważać na druty i kolce a dłonie zanurzać
w niesforne wierzchołki drzew się wplątać
widzieć tych na dole i że się nie dziwią że bez skrzydeł
Obudzić się bo wiem że tak na mnie czekasz
po tej stronie
10.04.2006
5:57 - 6:34
za taflami szronu
szyb
świt
na różowo jak niemodna
balowa sukienka
prześcieradła z pokruszonym krochmalem
(ktoś mówił o takim hotelu, w Europie; a to Paryż)
najpierw lewa, żeby poczuć ziemię
potem prawa, żeby się upewnić
zwycięża ewolucja
później nieco fizjologii
i popatrz taka ciepła woda
czego to ludzie nie wymyślą
(akwedukty trwały wiekami)
w lustrach już nieśmiałe ślady wczoraj
lubię siebie w czerni
żadnych zgrzytów
(za to kocham motyle)
słychać samolot
6:13
(jednego dnia nie latały)
schodzę na dół
wszystko ma swoje miejsce
trochę nowych listków na fiołkach
ośmielonych wczorajszym ciepłem
gwiżdże kawa
rozpuszczalna
instant gratification
jakby szkoda było czasu na zaparzanie zapachu
za gałką zgiełk zbiorowego mózgu
przyczajony w puszce Pandory
myśli cudzo
róż przeszedł w jasny błękit i złoto
Monet a może Van Gogh
chodzę sobie - gejsza w skarpetkach
otwieram drzwi
gazeta na progu
i już
6:34.......6:34.....6:34..6:34
2008.03.02
szybowanie (zajęciem jest wiecznym) ...
po szybie smużę marzę
palcem wskazuję
rysuję światy krótkowzroczne
prawdziwe w oczach na migotkę
krople ubrane we mnie
rządek proporcji i prędkości
krąglą się puchną toczą ubiegają
tamują na krawędzi
i dalej wspólnie samobójczo
zwitkiem przesmyku drogą
do nieba-morza
swój-mój-w nich tracą obraz
przeźrocza chwili
gdy po szybie
tak sobie smużę marzę
i od początku i bez końca
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Witaj Marku
Dziękuję za odwiedziny.
Tak sobie pomyślałam, że jak w jednym miejscu zbiorę moje s-tworzenia, to będzie się lepiej czytać... Może?
Co do grafikowania, czasem się zastanawiam, co lubię bardziej: pisać, czy grafikować... Jak na razie nie mam jednoznacznej odpowiedzi.
serdecznie - słonecznie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E