to stacja końcowa bez imienia,
tutaj ślady się może spotkają
duże żale, radości, cierpienia
wszystkie sierpnie i stycznie i maje.
to stacja bez nazwy przy końcu,
naszych dróg i ścieżek splątanych,
poprzez nieba, przez nadzieje gorące
zamazane łzą, deszczem spłakane.
to stacja z pewnością bez nazwy
i dotrzemy tu wszyscy jak cienie
bez walizek, pieniędzy, bez prawdy
w jednej chwili podróż z "ja" we wspomnienie.
to stacja bez nazwy, bez imienia,
jakby strach ukradł wszystkie słowa,
w jednej chwili odebrał natchnienie,
nieskończona, bez puenty rozmowa.
bez imienia, bez nazwy, na końcu
wysiadamy z nadzieją jak dzieci,
że w tym tłumie na nieznanym dworcu
iskra oczu znajomych zaświeci.
to stacja bez nazwy, bez imienia.
konduktora nie spotkał nikt wcześniej.
zawiadowca toczy w zapomnienie
czas, uczucia i myśli - jak we śnie.
tutaj proszę zostawić nazwisko.
a tu imię. nie, nie będzie potrzebne.
a tu, proszę jest miejsce na wszystkie,
każde inne, już zbyteczne zdrobnienia.
zabrać? zabrać można niewiele.
tylko to, co pomieszczą dwie dłonie.
zezwolenie na jedno wspomnienie.
jakie chcesz, ale jedno - Déja vue -
i koniec.
2007.09.29
Drobiazgi takie
Usiądźmy tutaj proszę.
Czekaj, ja się przeniosę.
Najlepiej naprzeciwko.
O, właśnie. Tak.
Zupełnie jak w teatrze.
Ja bardzo lubię patrzeć
na życie trochę z boku.
A ty?
Przede mną stoi szklanka.
Przed tobą filiżanka.
Posłuchaj, jak tu cicho.
A przecież ludzi tyle.
Jak kolorowe motyle
kręcą się w swoim życiu.
Udają, że są zajęci.
Choćby tam, w kącie.
Popatrz, dziewczyna siada.
Coś szeptem opowiada.
No ta, w niebieskiej sukience.
Ma takie ładne ręce.
A obok, tuż przy oknie,
widzisz, siedzi samotnie
rudy chłopak w kamizelce.
Maluje na serwetce serce.
Czerwone, przebite strzałą.
Malutkie, całkiem małe.
Jakby się czegoś wstydził.
A do nas już jesień idzie.
Dojdzie pewnie za tydzień,
przygasi złoto liści,
miłości letnie przyśni.
Znów drzwi się otwierają.
Chłodem ulicy zawiało.
Weszła niemłoda już para.
Spójrz, jak on się stara
ogrzać ją swoim ramieniem.
Przy świecy flirtują cienie.
Siedzimy naprzeciwko.
Ze szklanką ja.
Ty z filiżanką.
Słuchamy ciszy tłumu,
staramy się zrozumieć,
lecz sens się gubi po drodze.
Jak kręgi płytkie na wodzie,
tak niecierpliwy czas
zabiera w pośpiechu nas.
Patrz, jak to się wszystko kręci.
Ja już próbuję w pamięci
rysować dziewczynę w sukience,
jej jeszcze młode ręce
i chłopca w kamizelce.
Serwetkę z czerwonym sercem.
I chowam po kieszeniach
drobne monety życia.
Centy i grosze.
Istnienia.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
O, zajrzałeś Marku! Dziękuję bardzo się cieszę.
Tutaj w kąciku znalazłam miejsce. Słucham, rozglądam się i co trochę coś nowego widzę... Nie zawsze udaje mi się te centy i grosze zaoszczędzić, "wydają się" niepostrzeżenie, ale czasami mówię sobie: ten zatrzymam, do skarbonki pójdzie, obejrzę go dokładnie trochę później.
serdecznie - świątecznie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E