Wysłany: 2010-12-21, 19:00 Fragmenty z życia wzięte II
Łąka dookoła nas zazieleniła się tysiącem barw - jakby różnobarwne motyle układały się w jeden szczęśliwy wyraz - wiosna. Nie byliśmy sami na polanie - tysiące ludzi przechadzało się zielonym dywanem w tą i z powrotem, raz po raz nas pozdrawiając. Stałeś może trzy kroki ode mnie, może pięć. Bałam się do Ciebie podejść. Strach spowodował, że moje ciało obiegły dreszcze - widziałam dziesiątki ludzi, którzy chodzili i patrzyli i myśleli o tym, że widzą nas razem. Pomyślałam, że to niedobrze, przecież Ty dbasz o swoją nieskazitelną opinię. Ty jednak nie zwracałeś na nich najmniejszej uwagi. Nie widziałeś tych ludzi - istniałam tylko ja. W trzech susach znalazłeś się przy mnie i pośród promieni nieśmiałego słońca zachłannie zagarniałeś moje usta. Kiedy Twoje ręce zaczęły błądzić po moim ciele i ja zatraciłam świadomość obecności innych. Chciałam, by ta chwila trwała, by już nigdy nasze ciała nie musiały się rozłączyć. Oderwaliśmy się od siebie, wzięliśmy się za ręce i zaczęliśmy kręcić w kółko, niczym małe, szczęśliwe dzieci. Nie było świata, nie było ludzi. Istnieliśmy tylko my - my, nie ja i Ty. Promienie padały na nasze twarze, na splecione dłonie, motyle fruwały dookoła trzepocząc cicho kruchymi skrzydłami. Taka byłam szczęśliwa... Ty mnie kochałeś. - Pięć po siódmej, wstawaj.
Otworzyłam powieki i ujrzałam zimne, bordowe ściany, tak często okalające zbyt ciasno mą duszę.
- Więc to mi się tylko przyśniło...
Aż. To był piękny sen, dopóki trwał...
_________________ tym jesteśmy, co najbardziej w Nas niedostępne
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E